Spalarnia śmieci w Krakowie: palić czy segregować?

Email Drukuj PDF

Na zdjęciu: spalarnia odpadów w Wiedniu

Pod względem utylizacji śmieci jesteśmy najgorsi w Unii. Spalać czy segregować – oto jest pytanie. Śmieci w całej UE nie spalają tylko: Bułgarzy, Cypryjczycy, Estończycy, Litwini i Rumuni.

 


Śmieci są prawdziwą zmorą cywilizacji XXI wieku. Jest ich coraz więcej i coraz trudniej się ich pozbyć. Wprawdzie Polacy nie należą do najbardziej śmiecących nacji, ale też ze swoimi śmieciami niewiele robią poza tym, że odkładają je na...potem. By na wysypiskach, poczekały na lepsze czasy dając znakomity materiał badawczy dla przyszłych archeologów i antropologów kultury. Kiedy byliśmy biedni w czasach PRL-u wódki nie można było kupić bez flaszki na wymianę a i puszki po piwie stanowiły obiekt westchnień nastoletnich kolekcjonerów, zaś przywiezione z zagranicy wielkie kolorowe plastikowe butelki po napojach chłodzących służyły za konewki do podlewania kwiatków na balkonie – wszystko było w porządku. Bez problemów można było zaakceptować wywożony popiół z domowych palenisk przemieszany z odpadkami kuchennymi, bo po czasie gleba to wszystko przyswoiła i zasymilowała.

Teraz, gdy królują niezniszczalne plastiki i folie sprawa nie jest już taka prosta. W Polsce nadal tylko 4,5 proc. śmieci podlega recyklingowi i kompostowaniu, ledwie pół procenta spalaniu w jedynej jak dotąd pracującej w Warszawie spalarni. Wśród nowych krajów Unii Europejskiej łącznie z Bułgarią i Rumunią jest to zdecydowanie najgorszy wynik. Wśród wszystkich unijnych państw wyprzedza nas jedynie... Portugalia, bo tam recyklingowi i kompostowaniu podlega ledwie 3 proc. śmieci, Portugalczycy za to spalają w trzech spalarniach 22 proc. swoich śmieci. Średnia unijna to 259 mln ton rocznie z czego 35 proc. podlega recyklingowi i kompostowaniu, 17 proc. spalaniu, a 48 proc. trafia na wysypiska. Jeśli przyłożymy na to miarę starej Unii Europejskiej, to udział spalanych śmieci rośnie do 26 proc. Ale i w tej grupie państw nie da się wyprowadzić jednolitego wzorca postępowania. Najwięcej swoich śmieci spala Dania, bo aż 54 proc., Szwecja niewiele mniej bo 45 proc., Luksemburg 41 proc., Belgia 35 proc., Francja 34 proc., Holandia 32 proc., Niemcy i Portugalia po 22 proc. Są też kraje, które w ogóle nie spalają swoich śmieci jak Grecja czy... Irlandia. Ta ostatnia przymierza się jednak do budowy w Dublinie spalarni o gigantycznej wydajności 600 tys ton rocznie za 200 mln funtów. Tylko 7 proc. swoich śmieci spala Hiszpania, 8 proc. Wielka Brytania, 9 proc. Finlandia, 10 proc. Austria, 11 Włochy. Nie da się także wyprowadzić żadnych geograficznych, ani demograficznych czy kulturowych prawidłowości wśród nowych państw UE. Najwięcej śmieci, bo 14 proc. spalają Czesi, ale stanowiący jedną przez wiele lat w ramach Czechosłowacji federację – Słowacy już tylko 5 proc. Łotysze spalają 4 proc., zaś Węgrzy 3 proc. Wśród nowych państw Unii Europejskiej śmieci nie spalają w ogóle: Bułgarzy, Cypryjczycy, Estończycy, Litwini i Rumuni. Zróżnicowane są także wielkości spalarni w poszczególnych krajach. Holendrzy, Portugalczycy, Austriacy czy Niemcy preferują duże obiekty o wydajności od 430 tys. ton rocznie do 230 tys. ton rocznie. Natomiast Francuzi czy Włosi wolą zakłady o znacznie mniejszej wydajności oscylującej między 90 a 70 tys ton rocznie.

Obecne tendencje zmierzające do zoptymalizowania kosztów funkcjonowania spalarni i zmaksymalizowania jej użyteczności kierują się w stronę obiektów o dwóch liniach o wydajności od 200 do 250 tys ton rocznie każda z paleniskami fluidalnymi i oczyszczaniem spalin, produkujących parę o temperaturze co najmniej 400 stopni Celsjusza i ciśnieniu 40 barów wyposażonych w turbiny z upustem ciepłowniczym.

500 MW za dramo czyli ze... śmieci

Na zaktualizowanej 31 lipca 2008 roku liście indykatywnej indywidualnych projektów programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko znajduje się 9 dużych spalarni przewidzianych do budowy w latach 2009 – 2014 o łącznej wydajności blisko 2 mln ton rocznie za cenę 4 694 mln zł przy łącznym dofinansowaniu z Funduszu Spójności 2 691 mln zł czyli 57 proc. Traktując to w kategoriach energetycznych to w przeliczeniu odpowiednik jednego bloku o mocy 500 MW tyle tylko, że działającego w rozproszeniu. To także tzw. Odnawialne Źródło Energii premiowane w połowie „zielonymi certyfikatami” i co ważne neutralne pod względem unijnego limitu na emisję CO2. To także ekwiwalent mniej więcej 1,5 mln ton węgla rocznie czyli mówiąc obrazowo i licząc na okrągło w dużym rzecz jasna uproszczeniu... roczne wydobycie małej kopalni. W Polsce spalarnie mają więc powstać (według kolejności) umieszczenia na liście: w Łodzi (250 tys. ton), Krakowie (250 tys. ton), Warszawie (265 tys. ton), aglomeracji białostockiej (100 tys. ton), aglomeracji trójmiejskiej (250 tys. ton), aglomeracji śląskiej – Ruda Śląska (250 tys. ton), aglomeracji śląskiej – Katowice (250 tys. ton), Poznaniu (200 tys. ton) i Szczecińskim Obszarze Metropolitalnym (180 tys. ton). Czy powstaną? Wydaje się, że innego wyjścia nie ma, bo pojemność na czynnych składowiskach powoli kończy się, a o budowie nowych raczej nie ma co marzyć. Nie zgodzi się na nie zarówno społeczność lokalna (i będzie miała rację!) jak i unijna administracja.

Problem jednak w tym, że spalarnie czy też fachowo Zakłady Termicznej Utylizacji Odpadów muszą zyskać akceptację społeczną. A z tym bywa różnie. Społeczna łaska na pstrym koniu jeździ i często emocje biorą górę nad rozumem, któremu jakże często nie chce dać się wiary. O ile generalnie jesteśmy za spalaniem śmieci i widzimy tego rodzaju instalacje w gronie najbardziej nowoczesnych i potrzebnych, o tyle jeśli sprowadzamy je do poziomu dzielnicy, w której mieszkamy do akceptacja słabnie, jeśli zaś obiekt miałby powstać w bezpośrednim sąsiedztwie to akceptacja przeradza się w negację aby nie powiedzieć w kategoryczne i bezwarunkowe veto. Górę bierze obawa o drastyczne pogorszenie warunków życia, a co za tym idzie utratę wartości mieszkania czy nieruchomości. Ludzie nie chcą wierzyć, że budowane w XXI wieku obiekty mogą być nieuciążliwe czy neutralne dla otoczenia, a jeśli zaprojektuje je, któryś z wybitnych architektów to mogą stanowić dodatkową atrakcję estetyczną czy nawet turystyczną. Tak jak ma to miejsce w przypadku zaprojektowanej przez Friedricha Hundertwasera wiedeńskiej spalarni Spittelau przypominającej swoim kształtem bajkowy pałac w stylu Gaudiego. W zaprzyjaźnionym z Krakowem Lipsku miejska elektrociepłownia zbudowana juz po zjednoczeniu Niemiec mieści się na terenach starej gazowni w samym sercu miasta, tuż za słynnym dworcem. We Franfurcie nad Menem obok nowoczesnej elektrociepłowni, po której kominach pnie się dzikie wino zbudowano zespół ekskluzywnych... apartamentowców. Nie zawsze przemawia też do wyobraźni argument, że obiekty finansowane ze środków unijnych muszą spełniać najwyższe dostępne normy ekologiczne. W przeciwnym bowiem wypadku UE projektu nie rozliczy i dotacji nie wypłaci.

Taka mała elektrociepłownia

Przygotowywana dla Krakowa spalarnia ma mieć 40 MW mocy cieplnej i 8 do 10 MW mocy elektrycznej przy ogólnej sprawności energetycznej właściwej dla zakładów pracujących w kogeneracji od 74 do 80 proc. spalając przy tym od 220 do 240 tys. ton odpadów rocznie. 40 MW moc cieplnej – to jak mówią ciepłownicy – połowa dzisiejszego zapotrzebowania Krakowa na ciepło oferowane mieszkańcom w tzw. ciepłej wodzie użytkowej. To niezwykle istotny aspekt na miarę bezpieczeństwa energetycznego całego miasta oraz aglomeracji. Wprawdzie na rzecz krakowskiego systemu ciepłowniczego pracują dwa potężne zawodowe źródła energii: należąca do francuskiego koncernu EdF Elektrociepłownia „Kraków” i działająca od niedawna pod barwami czeskiego koncernu CEZ wyposażona w tzw. trzony ciepłownicze Elektrownia Skawina to peryferyjne osiedla Nowej Huty historycznie zaopatrywane są w ciepło prze siłownię kombinatu metalurgicznego. Siłownia ma tyle lat, ile huta i od dziesięcioleci prosi o modernizację. Właściciel huty ArcelorMittal w pierwszym rzędzie inwestował w zwiększenie wydajności czy też polepszenie parametrów handlowych swoich produktów. Teraz w obliczu kryzysu prędzej własną siłownię zlikwiduje niż ją zmodernizuje. Spalarnia o ile zlokalizowana zostanie na terenie Nowej Huty skutecznie wypełni te energetyczną lukę. Krakowianie i tak są bez wyjścia bowiem ich śmieci są bardzo „energetyczne” mają już dzisiaj 8 MJ/kg, podczas gdy niebawem zacznie obowiązywać rozporządzenie zabraniające składowania odpadów komunalnych o wartości energetycznej powyżej 6 MJ/kg. Budowa spalarni wiąże się z wdrożeniem kompleksowego programu selektywnej zbiórki odpadów i komplementarnego ich recyklingu. Ale wszystkiego nie da się przetworzyć. Doświadczenia krajów o długoletniej tradycji i wysokiej kulturze technicznej pokazują, że nie da się zebrać i przetworzyć więcej niż 2/3 wytwarzanych śmieci. Europejski lider recyklingu i kompostowania jakim jest Holandia w ten sposób przetwarza 65 proc. swoich śmieci, Austria 59 proc., Niemcy 58 proc., Belgia 52 proc., Szwecja i Dania 41 proc. Hiszpania 38 proc.

- Śmieci mogą być takim samym paliwem jak węgiel, gaz czy olej opałowy, który trzeba kupić, przywieźć a wcześniej wydobyć. Ale przecież żaden proces wydobywczy nie jest obojętny dla naturalnego środowiska przyrodniczego. A one – śmieci – maja ten plus, że tu wewnątrz miasta już są – mówią zwolennicy utylizacji śmieci poprzez spalanie.

Przeciwnicy twierdzą, że budowa spalarni do droga na łatwiznę, która prowadzi do tego, że społeczeństwo przestanie zajmować się segregowaniem śmieci, przestanie racjonalnie korzystać z otaczającego je środowiska i dóbr naturalnych.

Ale przykłady starych unijnych krajów takich jak: Holandia, gdzie poprzez recykling, kompostowanie i spalanie zagospodarowuje się aż 97 proc. wszystkich śmieci, czy nie gorszą Danię ze współczynnikiem 95 proc., Belgię 87 proc., Szwecję 86 proc., aby poprzestać na Niemczech 80 proc. pokazują, że można pogodzić jedno i drugie.

Himeryczny rynek surowców wtórnych

Trzeba też pamiętać, że rynek surowców wtórnych przynajmniej w Polsce jest dość himeryczny. Wystarczyło, że spadły ceny surowców pierwotnych na światowych giełdach, a przed nowoczesną sortownią funkcjonującą na krakowskim wysypisku Barycz w systemie bezmagazynowym wyrosły olbrzymie pryzmy posegregowanych kolorami i sprasowanych niczym słoma „petów”czy bel makulatury, której wartość jest juz niższa od sznurka, którym jest związana. O himeryczności tego rynku przekonali się także mieszkańcy jednej z kamienic na Kazimierzu, którzy na wieść o potrzebie wyprodukowania specjalnej maty niezbędnej przy remoncie płyty rynku zaczęli zbierać „pety”. Rynek wprawdzie wyremontowano, nawyk zostawiania „petów” pod schodami został, ale firma która je odbierała splajtowała, jej następczyni zaczęła robić problemy: raz miała samochód za duży innym razem za mały, a w końcu z powodu korków nie opłacało się jej „pchać w Kazimierz”. Ekologicznie świadomi mieszkańcy zaczęli więc tonąć w swoich „petach”. Nie ma więc najlepszego jedynie słusznego rozwiązania. Każde ma swoje „słabe” i mocne „strony”. Potrzebny jest więc melanż pragmatyzmu i kompromisu. Tak aby rozwiązać palący problem i należne środki unijne nie przepadły.

Jacek Balcewicz

www.facebook.com/miesiecznikkrakow

Artykuł opublikowany w numerze z kwietnia 2009

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież