Kraków między Ukrainą a Słowacją

Email Drukuj PDF

Niewiele jest krajów tak podobnych do siebie (ze względów językowych, historycznych, kulturowych) jak Polska, Ukraina i Słowacja. Niewiele jest też takich, których mieszkańcy mimo to tak mało o sobie wiedzą. Słowacy i Ukraińcy do Krakowa mają niedaleko. Przyjeżdża tu coraz więcej młodych ludzi z tych państw. Ale czy pozostanie on miejscem, w którym będą oni się niezauważenie mijać, czy stanie się centrum spotkań i aktywnej wymiany kulturowej?

 

Postanowiłem porozmawiać o tym z ukraińskimi i słowackimi studentami i działaczami kulturalnymi w Krakowie. O bliskości kulturowej i łatwości kontaktów może świadczyć to, że w rozmowach każdy z nas posługiwał się swoim własnym językiem – i nie mieliśmy potrzeby przechodzić na „ogólnozrozumiały” angielski czy rosyjski.

Ukraińscy studenci zdążyli już mocno wpisać się w krakowski akademicki krajobraz. Na Akademii Krakowskiej im. Frycza-Modrzewskiego studiuje ich już pół tysiąca, licznie przyjmują ich i pozostałe krakowskie uczelnie. Jedną z takich osób jest Maryna, doktorantka Uniwersytetu Pedagogicznego. „Tutaj czuję się wolnym człowiekiem” - mówi. Na naukę w Krakowie zdecydowała się z pragmatycznych powodów. Z Czerniowiec, w których mieszka, najłatwiej dojechać tutaj, przez piesze przejście w Medyce. Chociaż czasem przekraczanie polsko-ukraińskiej granicy jest niezbyt przyjemne (Maryna opowiada historię znajomej, której bieliznę prześwietlała polska celniczka), mimo wszystko dojazd do Krakowa jest dużo wygodniejszy niż do Warszawy, gdzie granica bardziej podobna jest do bariery, niż do przejścia. Mieszkając na Ukrainie śpiewała w rockowym zespole „Znak wody”, pisała poezję, uczestniczyła w poetyckich konkursach. Także w Krakowie prowadzi aktywne życie. „Kraków to takie miasto, w którym co tydzień coś się dzieje. Nie muszę nigdzie jeździć w poszukiwaniu wydarzeń – tylko cały czas znajomi przyjeżdżają do mnie.” Z ostatnich wydarzeń najbardziej spodobał się jej program krakowskiego muzyka Kuby Blokesza z polskimi tłumaczeniami ukraińskiej poezji o Lwowie. „Do tego stopnia, że zaprosiłam i zorganizowałam jego koncert w Czerniowcach” – dodaje.

Maryna znalazła chwilę na rozmowę ze mną w przerwie koordynowania praktyk dla studentów, którzy przyjechali z jej ojczystych Czerniowiec. Wśród podopiecznych Maryny był Ostap, poeta i student z Czortkowa. „Tutaj można osiąść” - mówi o Krakowie. „To miasto nie jest dla nas przystankiem w drodze na Zachód, nie jest punktem tranzytowym”. Ukraińcy pragnący podjąć pracę zarobkową wyjeżdżają głównie do Portugalii, do Włoch. Natomiast dla tych, którzy chcą rozwijać się intelektualnie, działać w sferze kulturalnej czy artystycznej bliższa jest Polska. „Chyba najbardziej zbliżyć nas może kultura” - mówi Ostap.

Miejscem spotkań dla krakowskich Ukraińców jest m.in. Fundacja św. Włodzimierza z siedzibą na ulicy Kanoniczej. Jest to już ośrodek z historią – działa nieprzerwanie od 1988 roku. Na pokazy filmowe, spotkania z badaczami czy konferencje przychodzą do Fundacji zarówno Polacy-studenci kierunków związanych ze Wschodem, jak i Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski teraz, bądź tacy, którzy zamieszkiwali w niej od lat (głównie osoby, które trafiły na zachód i północ Polski w wyniku Akcji „Wisła”, a później osiedliły się w Małopolsce).

Podobne miejsce dla siebie znaleźli w Krakowie Słowacy. Towarzystwo Słowackie z siedzibą na ulicy św. Filipa, jest centralnym ośrodkiem mniejszości tej grupy w Polsce. Chociaż Słowacy nie są wyjątkowo liczną grupą zamieszkującą Kraków, to instytucja ta jest dość znana – szczególnie poprzez dobrze prosperującą drukarnię, z której korzystają m.in. organizacje innych krakowskich mniejszości. „Słowacy mają tu swoje miejsce, czujemy się tu dobrze – dlatego, że Kraków jest wielokulturowy” - mówi Agata Jendžejčiková, naczelna redaktor wydawanej przez Towarzystwo gazety „Život”. W pomieszczeniach organizacji odbywają się kursy języka słowackiego, promocje książek, wernisaże wystaw. Do Krakowa Słowacy przyjeżdżają przede wszystkim z polskiej części Orawy i Spiszu, gdzie zamieszkuje większość z około 3 000 polskich Słowaków. Z samej Słowacji pojawiają się tu pracownicy dużych korporacji, które w Krakowie mają swoje oddziały na całą Europę Środkowo-Wschodnią, w tym Słowację oraz studenci (na wymiany, rzadziej by podjąć studia w pełnym zakresie).

Marian przyjechał do Krakowa właśnie po to, by podjąć naukę. 9 lat temu przybył z Hornej Nitry do Krakowa i tu też został. „Polski i Słowacji nie dzieli wiele” mówi „Gdy przekraczam granicę, odczuwa się oczywiście drobne różnice, niuanse kulturowe. Jednak języki są na tyle zbliżone, że nauka nie sprawia wielkich problemów”. Marian zajmuje się w redakcji „Żivotu” tematyką orawską. Chociaż miał początkowo pewne problemy ze zrozumieniem gwary używanej przez miejscowych Słowaków, szybko zaaklimatyzował się w tym środowisku. Opowiada, że największym problemem dla krakowskich Słowaków jest kwestia przejazdów do ojczyzny. Połączeń prawie nie ma – dość łatwo jest dojechać w okolice granicy z obu stron, jednak tutaj zaczyna się próżnia – kilkudziesięciu kilometrów łączących przygraniczne ośrodki miejsce nie ma czym pokonać. „Trzeba się porządnie naszukać, być dobrze zorientowanym, żeby dojechać ze Słowacji do Krakowa.” - mówi Marian.

Jak widać, istnieje baza dla współpracy polsko-słowacko-ukraińskiej, istnieją też problemy, które ją utrudniają. Jednak coś się zaczyna dziać. Krakowskie studentki ukrainoznawstwa Weronika i Kasia, lwowska studentka filologii polskiej Marta i doktorant filozofii z Bratysławy Marek wspólnie zorganizowali UPS Projekt. Skrót rozszyfrować łatwo – Ukraina, Polska, Słowacja. Gdy Weronice przyszedł do głowy pomysł na tak naturalne (po sąsiedzku!), choć rzadkie połączenie państw uruchomiła sieć kontaktów i poprzez znajomych poznała resztę koordynatorów – równie jak ona zafascynowanych poezją i Europą Środkową. Pod koniec kwietnia dzięki ich staraniom młodzi poeci z tych trzech krajów przyjechali do Krakowa. Pawło Korobczuk, Michal Habaj i Piotr Macierzyński prezentowali swoje wiersze, a koordynatorzy programu zadbali o przetłumaczenie ich na pozostałe języki programu. Następnymi przystankami UPSu mają być Bratysława (na jesieni) i Lwów (wiosną 2014 roku).

„UPS to nie tylko skrót.” mówi Weronika „Chcemy, żeby to była także reakcja na nasze działania: <<Ups! Czemu do tej pory tak mało wiedziałem o moich sąsiadach?>> powinni mówić ludzie”. Tym, co połączy trzy państwa w ramach tego projektu ma być poezja. „Gdy czytasz ten sam tekst w trzech językach – tak jak to robiliśmy – widzisz jak one są do siebie zbliżone.” Marek z Bratysławy był bardzo zadowolony z przebiegu UPS-u, chociaż to nie pierwsze organizowane przez niego wydarzenie tego typu. „Przyszło sporo ludzi. Mam nadzieję, że w Bratysławie też się pojawią”. Stara się także, żeby projekt pozostawił po sobie coś materialnego. Właśnie pracuje nad wydaniem na Słowacji tomiku polskiego poety Pawła Macierzyńskiego, który brał udział w krakowskim czytaniu środkowoeuropejskich wierszy. Na zakończenie koordynatorzy będą także szukać finansów na publikację antologii łączącej wszystkich uczestników UPSa.

„Na chwilę Kraków stał się centrum naszego Trójkąta Bermudzkiego. Miejsca, w którym wszystko może się wydarzyć” - mówi Weronika. „Było fantastycznie. Ale to ciągle nie tyle ile by się chciało. Z chęcią przywiozłabym do Krakowa nie dwóch ukraińskich poetów, a dwudziestu” - twierdzi Marta, koordynatorka ze strony ukraińskiej. Chociaż od trzech lat studiuje filologię polską, podczas UPSu po raz pierwszy była w Polsce. Jest tym miejscem zachwycona: „Stałam z mapą pod Wawelem i w ciągu kilku minut podeszło do mnie kilka osób oferujących pomoc. Ludzie tutaj są niezwykle otwarci”. Pozytywnie na temat miejsca przeprowadzenia wydarzenia wypowiada się także Marek: „Kraków nie jest stolicą. I to w nim cenię najbardziej”. Uważa to miasto za centrum kulturalne i akademickie („Macie najlepszy uniwersytet w Europie Środkowej!) - jednak według Marka największym plusem jest to, że nie ma w nim stołecznego gwaru, mniej niż w Bratysławie jest polityków, biznesmenów. „W Krakowie żyje się powoli. Idealne miasto, jeśli zajmujesz się czymś innym niż zdobywanie pieniędzy”.

Wśród kwestii problematycznych dla współpracy Polaków, Ukraińców i Słowaków wszyscy zauważają trudności wizowe, kłopoty z przekroczeniem granicy. Marta w drodze powrotnej spędziła 4,5 godziny na granicy. Problemem jest też wydawanie wiz. Ale walczyć z tymi problemami pomagają liczne instytucje, życzliwi ludzie.

Prawie wszyscy podkreślają, że realnym łącznikiem dla Polski, Ukrainy i Słowacji są dawne związki geopolityczne. W naszych rozmowach słowa Galicja, Austro-Węgry, monarchia habsburska padały niezwykle często. „Mówiąc o przeszłości kulturowej Zachodniej Ukrainy, Krakowa ominąć się nie da. I dla nas jest to nawet ważniejsze niż dla Krakowian – to symbol naszej europejskości” - mówi Maryna. Natomiast Marek z Bratysławy twierdzi, że dobrze czuje się właśnie w Europie Środkowej – Wiedniu, Krakowie, Pradze, Bratysławie. „Tutaj nie czuję się obcy” - mówi.

Plany są wielkie, a UPS jest tylko ich zaczątkiem. Marta chce działać. „Nogami i rękami będę starała się przepchnąć nowe pomysły dla współpracy z Polską i ze Słowacją” - mówi. Natomiast Weronika planuje zaprosić do Krakowa słowackich i ukraińskich uczniów szkół aktorskich. W czerwcu planowane jest wydanie w słowackich tłumaczeniach wierszy Pawła Korobczuka, ukraińskiego reprezentanta na UPSie. „Jeszcze wszystko się okaże, ale zdaje się, że otwiera się przed nami nowa ścieżka dialogu” - podsumowała nasze rozmowy Kasia. I możemy mieć nadzieję, że właśnie takie niewielkie projekty organizowane przez ambitnych młodych ludzi będą sposobem na to, by w polsko-ukraińsko-słowackich kontaktach coś ruszyło.

Maciej Piotrowski

* * *

Hanna Janowśka (1980 r.)  ukraińska poetka mieszkająca w Charkowie, tłumaczy z angielskiego poezję autorów z Australii, Nowej Zelandii, Afryki i innych regionów świata. Lubi podróżować, a Kraków uważa  za jedno ze swoich ulubionych miast. Podczas jednej z takich wycieczek stworzyła wiersz „Opuszczając Kraków”. 

[wyjeżdżając z Krakowa]

na rozległym podwórzu parkują dorożki
ich woźnice wchodzą pod prysznic
spływa z nich kurz
pozostałość niezbadanych terytoriów

Śliwa i rozłożyste krzaki
na dachu sklepiku chroma dmuchana wanna
drogowskaz na spokojnym osiedlu-sypialni
dozorca żwawo zgniata nogą łuski puszek
klucz oddany
balast zrzucony
o niczym nie zapomniałam
powtarzasz czekając
trwa to dokładnie dwie minuty i czterdzieści sekund
potem będziesz powtarzać coś zupełnie innego

a może by tak zostać? kleić wawelskie smoki
z okiennego kitu
pić piwo na Kleparzu obok pomnika
potem robić sztuczne oddychanie
pokonanemu pod Grunwaldem...
Robić na drutach serwetki dla kawiarni w stylu retro i tego typu szmelc
żyć z turystów
A poza sezonem żyć kefirem i piernikami
Jeśli tutaj kiedyś jest „poza sezonem”

Obiecuję, poprawię się, pozbędę się zgiełku z głowy
gdy tutaj wszystko wytarło się z myślami codziennymi
Będę jazzem, wrześniem i kwietniem
Sprawdzę swoją nostalgię.

Będę słyszeć bicie serca, ale serca szukać nie będę
I poprawię wymowę, mówiąc z pełnymi ustami
kamienia i chleba.
Żeby było tak jak na rynku, gdy śpią jeszcze gołębie.
Żeby było jak na rynku, gdzie ze skrzypieniem trąb
otwierają drzwi godzinom
na wszystkie strony świata po kolei

Artykuł opublikowany w numerze lipcowo-sierpniowym 2013 miesięcznika "Kraków".

Komentarze  

 
0 #1 Alexander Ladny 2014-10-20 11:31
https://www.youtube.com/watch?v=ZkOuBC78qV8&list=PLB443061BD30F3264 то для тих, хто любить правдивий текстовий рок)
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież