Rowerem do Lwowa

Email Drukuj PDF

Tranzytowe miasteczko, na pierwszy rzut oka takie jakich wiele w Galicji. Mijane wielokrotnie podczas podróży z Przemyśla do Lwowa i z powrotem. Mościska, bo o nich mowa, rzadko kiedy są traktowane jako samodzielny cel wycieczek turystycznych. Takie galicyjskie miasteczka mają jednak swój urok, zwłaszcza jeśli zwiedzamy je nie samochodem, ale rowerem.

 

 

I o takiej wyprawie rowerowej, z Przemyśla przez Mościska i okolice do Lwowa warto teraz pomyśleć, bo moment ku temu jest idealny – również ze względu na korzystny dla polskiej kieszeni kurs hrywny, który oznacza bajecznie niskie (z naszego punktu widzenia) ceny.

Powiew wolności, normalności – tak można określić wrażenia, które towarzyszą wycieczce rowerowej z Przemyśla do Lwowa przez jedyne jak na razie przejście graniczne, które można przekraczać pieszo i rowerem. Możliwość wybrania się na taką przejażdżkę, z odprawą graniczną w ruchu pieszym zajmującą zaledwie kilkanaście minut, to właśnie to o co chodziło nam wszystkim, gdy wraz z Ukrainą staraliśmy się o przeprowadzenie Euro-2012.


Na zdj. droga ze Lwowa do polskiej granicy

Jak pamiętamy, ta udana polsko-ukraińska impreza miała być impulsem dla rozwoju turystyki w obu krajach, w tym turystyki transgranicznej. Euro miało przybliżyć, w takim praktycznym międzyludzkim sensie, Ukrainę do Unii Europejskiej, również poprzez rozwój infrastruktury turystycznej. I to oczekiwanie się w końcu spełniło. Obecne udogodnienia, takie jak zmodernizowane piesze przejście graniczne w Medyce, na którym nareszcie nie ma kolejek (dotyczy to niestety tylko korytarza dla podróżnych z paszportami unijnymi), zmodernizowana droga do Lwowa, liczne projekty turystyczne zrealizowane w Rejonie Mościskim i ogromne pozytywne zmiany, które zaszły samym Lwowie – to w dużej mierze efekt starań poczynionych w ramach przygotowań do tej imprezy. Na turystów otworzyło się też pogranicze, o czym świadczy realizowany tuż przy polskiej granicy kultowy festiwal „Fortmisja” oraz takie projekty, jak rewitalizacja fortów ukraińskiej części Twierdzy Przemyśl czy znakowany szlak rowerowy „Śladami fortów I wojny światowej”.

Paradoksem jest to, że te wszystkie pozytywne efekty pozostały praktycznie niezauważone ze względu na koncentrujące naszą uwagę zawirowania polityczne: Majdan, aneksję Krymu i wojnę w Donbasie. Biorąc po uwagę monotonność przekazu medialnego dotyczącego naszego wschodniego sąsiada wydawać by się mogło, że Ukraina żyje tylko wojną, wielką polityką i niczym innym. Również dlatego warto wybrać się tej wiosny lub lata na wycieczkę rowerową po polsko-ukraińskim pograniczu, np. z Przemyśla do Lwowa, zwiedzając po drodze ciekawe zabytki architektury sakralnej i austriackie forty. Oprócz tego, że przyjemnie, oryginalnie i tanio spędzimy urlop, przekonamy się, jak bardzo medialny obraz odbiega od „zwykłego życia”, nie po raz pierwszy zresztą. W tym sensie, że równolegle z obroną swojego terytorium Ukraina po prostu normalnie funkcjonuje, integruje z Europą (w Mościskach i okolicach widać to najlepiej), rozwija swoją infrastrukturę turystyczną itp. – o czym skoncentrowani na wojnie dziennikarze telewizyjni z reguły nie informują.

Z Przemyśla do Medyki

Wbrew pozorom zaplanowanie i zorganizowanie takiej kilkudniowej wiosennej wycieczki rowerowej do Lwowa jest bardzo proste, a wybrać się na nią mogą nie tylko zapaleni rowerzyści, ale również rodzina z większymi dziećmi. Ale po kolei.

Pierwszym etapem naszej podróży jest Przemyśl, do którego można bez problemu dojechać z Krakowa nowoczesnym pociągiem TLK z wagonami przystosowanymi do przewozu rowerów. Nie musimy martwić się o to, by upchnąć gdzieś nasze jednoślady, bo jest tam specjalnie wydzielone miejsce w wagonie, ze stojakami rowerowymi, gdzie bez problemu się pomieścimy. Około pięciu godzin jazdy w dość komfortowych jak na naszą kolej warunkach – i naszym oczom ukazuje się panorama trzeciego co do wielkości miasta dawnej Galicji, w którym odnajdziemy klimaty nieodległego Lwowa i krakowskiego Starego Podgórza jednocześnie. Przemyśl, traktowany przez wielu podróżnych jedynie jako przystanek na drodze do Lwowa, zasługuje na to, by zatrzymać się tam na dłużej, poświęcić na zwiedzanie i pobyt przynajmniej jeden dzień. Tym bardziej, że ceny noclegów są tu bardzo przystępne, podobnie zresztą jak ceny w restauracjach. A to tylko przedsmak tego, co czeka nas po przekroczeniu granicy, gdzie jest jeszcze taniej (zwłaszcza w restauracjach czy kawiarniach).



Można się tylko dziwić, że to jedno z najładniejszych polskich miast, z ogromną ilością zabytków, klimatycznym Rynkiem, unikalnymi w skali Europy fortami, a nawet... wyciągiem narciarskim w centrum miasta, jest dla turystów zupełnie nie odkryte. Chociaż władze Przemyśla robią wiele, by to się zmieniło. Ale Przemyśl i jego atrakcje – to temat na osobną dyskusję, a tymczasem skupmy się na dalszym etapie wyprawy – przejeździe rowerem w stronę ukraińskiej granicy.

Z centrum miasta do granicy w Medyce jest około 20 km. Niestety, musimy jechać szosą, gdyż do Medyki nie prowadzi alternatywna, znakowana trasa rowerowa. Półtorej godziny jazdy – i jesteśmy na miejscu, gdzie udajemy się do odprawy paszportowej w ruchu pieszym (rower prowadzimy ze sobą). Jeżeli chcemy jechać znakowaną trasą rowerową do fortów Popowice, najlepiej od razu zgłosić ten fakt ukraińskim funkcjonariuszom podczas odprawy paszportowej (forty znajdują się zaledwie 300 metrów od polskiej a zarazem unijnej granicy). Po około kilkunastu minutach jesteśmy na Ukrainie – w przygranicznej wiosce Szehyni. Właśnie tutaj najlepiej jest wymienić walutę (bezpośrednio złotówki na hrywny) – i możemy ruszać w poszukiwaniu nowych wrażeń.

Rejon Mościski – most między Polską a Ukrainą

Jesteśmy w rejonie (powiecie) Mościskim, 15 km od stolicy powiatu, kilkunastotysięcznych Mościsk. To, co zwróci naszą uwagę na tych terenach, to wyjątkowo duża jak na Ukrainę ilość kościołów rzymskokatolickich, zresztą z napisami na tablicach ogłoszeń po polsku. I tu ważna uwaga – Rejon Mościski to obszar, w którym mieszka największy w ukraińskiej Galicji odsetek Polaków (większe skupisko naszych rodaków jest tylko na Podolu i Żytomierszczyźnie). Jak twierdzą mieszkańcy, nigdy nie dochodziło tu do znanych chociażby z Wołynia polsko-ukraińskich konfliktów, dlatego gdy w 1945 roku doszło do zmiany granic, tutejsi Polacy nie rzucili się masowo do wyjazdu do PRL-u (inaczej niż w niedalekim Lwowie, skąd większość osób polskiego pochodzenia wyjechało z własnej woli lub zostało do tego zmuszonych). W efekcie mamy tu do czynienia z autentyczną mozaiką kulturową i wyznaniową: polskie szkoły sąsiadują tu z ukraińskimi, grekokatolickie i prawosławne cerkwie – z kościołami rzymskokatolickimi. Z tego też względu Rejon Mościski jest w pełni dwujęzyczny, praktycznie każdy lepiej lub gorzej mówi tu po polsku, nie będziemy więc mieli tu najmniejszych problemów z porozumieniem, a w razie potrzeby zawsze możemy liczyć na pomoc i dobrą radę gościnnych mieszkańców.

Przed nami dobra, zmodernizowana przed Euro-2012 droga prowadząca do Lwowa. My jednak pojedziemy w kierunku Mościsk okrężną, ciekawszą, choć dziurawą i niekiedy błotnistą, znakowaną trasą rowerową „Śladami fortów I wojny światowej”. Po drodze miniemy wiele ciekawych architektonicznie zabytkowych cerkiew i kościołów, ale największą atrakcją są forty Popowice – jedne z najlepiej zachowanych elementów Twierdzy Przemyśl, która z kolei jest jednym z najważniejszych zabytków militarnych z epoki I wojny światowej w Europie.

Kraina fortów i lasów

Jeszcze kilka lat temu trudno tu było trafić. W czasach radzieckich ukryte wśród lasu forty ukraińskiej części Twierdzy Przemyśl leżały w ściśle zamkniętej strefie przygranicznej, co oznaczało surowy zakaz wstępu. Dzięki temu te światowej klasy zabytki przetrwały do naszych czasów w dość dobrym stanie, czego nie można powiedzieć o nierzadko zdewastowanych przez wandali, bliźniaczo podobnych umocnień Twierdzy Kraków. W czasach niepodległej Ukrainy te ograniczenia zdjęto, ale swoje zrobiła przyroda – forty przez te lata tak zarosły, że trafić tam było bardzo trudno. Dopiero kilka lat temu staraniami mościskich aktywistów udało się oczyścić teren z krzaków i przystosować je do zwiedzania. Pojawił się znakowany szlak rowerowy, stanęły drogowskazy i tablice informacyjne, a w sąsiedztwie fortów, kilkaset metrów od polskiej granicy organizowano kultowy festiwal muzyczny „Fortmisja”.



Oprócz zabytków militarnych i sakralnych atrakcją tych terenów jest przyroda – lasy, rzeki, czyste powietrze. Jednym słowem, idealne miejsce dla rozwoju agroturystyki, dla aktywnego spędzania czasu, podobnie zresztą jak i na polskiej części pogranicza – w nieodległych Bieszczadach czy na Roztoczu. Bez problemu znajdziemy tu miejsce na nocleg „na dziko” pod namiotem (byle nie w sąsiedztwie granicy), możemy też przenocować u gospodarza, albo w komfortowych warunkach w jednym z moteli czy hoteli w samych Mościskach czy Sądowej Wiszni.

Jeśli chodzi o naszą dalszą podróż w stronę Lwowa, to wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Po dojeździe do Mościsk możemy kontynuować podróż szosą (60 km), mijając po drodze miasteczka Sądowa Wisznia (tam znajduje się dość dobry i niedrogi hotel) i Horodok (Gródek Jagielloński). Możemy też powłóczyć się bocznymi drogami, pojeździć po okolicznych lasach i bezdrożach (wcześniej należałoby zaopatrzyć się w dobrą mapę, a o jej zakup w wersji papierowej jest trudno – chyba że na miejscu we Lwowie). I jeszcze jeden wariant – w Mościskach lub w innym miejscu można podjechać na stację kolejową i wsiąść z rowerem do kursującego co kilka godzin pociągu podmiejskiego (elektryczki) relacji Mościska II – Lwów. To zresztą najlepszy sposób na powrót ze Lwowa w stronę polskiej granicy, gdy nie będzie nam się już chciało lub nie będziemy mieli czasu jechać w drodze powrotnej rowerem.

W końcu dojeżdżamy do Lwowa. Miasta, o którym napisano już tony książek, a które i tak nas pozytywnie zaskoczy. Nie ma już tego zapyziałego i zaniedbanego Lwowa, który wielu z nas pamięta z lat 90-tych czy dwutysięcznych, jest za to w pełni europejska metropolia, która nie ma się czego wstydzić przed turystami z Europy Zachodniej i jest ukraińskim liderem jeśli chodzi o infrastrukturę rowerową. Ale to wszystko muszą ocenić Państwo sami.

Jakub Łoginow

Przydatne adresy:

Praktyczne informacje turystyczne na temat Rejonu Mościskiego (w tym noclegi, restauracje) można znaleźć na stronie www.mostyska.net.ua W wyprawie pomocna będzie nowostworzona strona na Facebooku „Rowerem na Ukrainę / Rowerom do Polszczi”:  www.facebook.com/rowerUkrPol

Artykuł ukazał się w kwietniowym (kwiecień 2015) numerze miesięcznika "Kraków"

Komentarze  

 
+1 #1 Felicty 2015-09-07 02:04
też jechałam z Krakowa do Lwowa na rowerze! http://nakreconakreceniem.blogspot.com/2015/06/krakow-lwow-cz1-dojazd.html
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież