Specjalnie dla miesięcznika „Kraków”: Jan Włostowski, prezes Fundacji „Cepelia” Polska Sztuka i Rękodzieło

Email Drukuj PDF

Od ponad 40 lat Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej są bez wątpienia największą i najważniejszą imprezą promocyjno-wystawienniczą organizowaną obecnie przez Fundację „Cepelia”. Nie bez znaczenia jest fakt, że ma ona miejsce właśnie w Krakowie, na największym i najstarszym rynku Europy wśród przyjaciół i wypróbowanej, wyczekiwanej publiczności.

„Cepelia” czy komuś się to dzisiaj podoba czy nie przez ponad pół wieku drugiej połowy XX wieku wytworzyła swój charakterystyczny styl, rozpoznawalny w świecie, którego egzemplifikacją jest m. in. tzw. gobelin cepeliowski. Oczywiście, etnografowie będą z plastykami oraz historykami sztuki snuć niekończący się spór o źródła i korzenie, o granice dopuszczalnej modyfikacji czy zakres inspiracji.

Przez wiele powojennych lat to jednak Cepelia rozumiana jako centrala przemysłu ludowego i artystycznego, będąca tak naprawdę swoistym mariażem ludowej tradycji i artystycznej estetyki kształtowała gusta co najmniej kilku pokoleń Polaków. Była przeciwstawieniem mieszczańskich gustów i przysłowiowego „jelenia na rykowisku”. Była też polską specjalnością eksportową i pokaźnym źródłem dewiz. Kto wie czy nie bardziej efektywnym od eksportu węgla…

Źródeł tego należy szukać u Norwida i Wyspiańskiego. W Warsztatach Krakowskich i ich sukcesach na Wystawie Paryskiej w 1925 roku, Towarzystwie Popierania Przemysłu Ludowego, Referacie Przemysłu Ludowego w przedwojennym Ministerstwie Przemysłu i Handlu.

Po 90. roku znaleźliśmy się – jak wszyscy – w nowej sytuacji społecznej i gospodarczej. Pękł monopol, część spółdzielni jak to się elegancko dzisiaj mówi, nie przetrwało wolnej konkurencji, stając się pierwszymi ofiarami wolnego rynku i otwarcia granic. Inne – autonomiczną wolą swoich członków – przestały istnieć, gdy okazało się, że wartość posiadanych przez nie nieruchomości nagle, po urynkowieniu zyskała na wartości kilkaset procent. I członkowie doszli do wniosku, że lepiej spieniężyć działki, niż kontynuować, obarczoną, jednak ryzykiem gospodarczym, działalność. Tak stało się z wielce zasłużoną, sięgającą swoimi korzeniami jeszcze przedwojnia warszawską Spółdzielnią Artystów „Ład”, Zakopiańskimi Warsztatami Wzorcowymi czy choćby krakowskim „:Starodrukiem”. Były to samodzielne decyzje, które mogliśmy jedynie, z wielkim bólem serca, przyjmować do wiadomości.

Byliśmy też świadkami innej ewolucji i zamiany niekiedy sacrum w profanum. Tak było z koniakowskimi, koronkowymi stringami, które przez pierwszy rok sprzedawaliśmy w naszych sklepach dyskretnie… spod lady, jedynie dla wtajemniczonych, by nie wywoływać skandalu… Co dodawało im nimbu „owocu zakazanego”, który zawsze lepiej smakuje.

Wskrzeszając Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej, dzięki niezmordowanemu, pełnemu ciągle niewyczerpanej życiowej energii i góralskiego wigoru prezesowi Józefowi Spiszakowi, z konieczności ale także z ciekawości otworzyliśmy się szerzej poza własne tradycyjne środowisko „cepeliowskie”. Oprócz straganów i warsztatów pojawiły się na scenie prezentacje, gmin, wsi czy powiatów, a więc naturalnego środowiska, gdzie t sztuka powstaje i ewoluuje. Nie mamy łatwo i lekko, objęcie produktów rękodzieła ludowego pełną stawką podatku VAT nie pomaga nam w nierównej walce, z chińską, masową konkurencją, która wdziera się w każde wolne miejsce.

Ale nie narzekamy… Gramy dalej, póki my żyjemy…

Notował: Jacek Balcewicz

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież