Na rolkach przez Kraków

Email Drukuj PDF

Ruch na świeżym powietrzu, dobra zabawa, a coraz częściej także sposób przemieszczania się po zakorkowanym Krakowie – to wszystko sprawia, że rolkarstwo cieszy się wciąż rosnącą popularnością. Rozpoczynające się lato to doskonała okazja, by szerzej pochylić się nad tym zjawiskiem i poznać problemy, nurtujące krakowskich rolkarzy. A także by po raz pierwszy założyć na nogi rolki – nawet jeśli mamy ponad 60 lat i nigdy wcześniej nie próbowaliśmy. Jeśli nie teraz, to kiedy?

O popularności krakowskiego rolkarstwa świadczyć może wciąż wzrastająca frekwencja na tradycyjnych nocnych przejazdach ulicami naszego miasta, organizowanych pod hasłem „Kraków, rolki i my”. Przejazdy odbywają się co miesiąc od kwietnia do października, zawsze jest to czwartek w godzinach 20:00 – 22. Start jest na Błoniach w Cichym Kąciku, a następnie kolumna rolkarzy przemieszcza się ulicami Krakowa (również tymi ruchliwymi, jak Aleje czy Rondo Mogilskie), które na ten czas są miejscowo wyłączane z ruchu. W pierwszym tegorocznym przejeździe, który odbył się 21 kwietnia, wzięła udział rekordowa ilość uczestników – aż 2150 osób. Czyli więcej, niż gromadziły rowerowe masy krytyczne. Przejazdom towarzyszy muzyka i wszyscy dobrze się bawią i integrują niezależnie od wieku – a jeżdżą i starzy i młodzi, w tym osoby po 70-tce, a nawet… duchowni w sutannie.

 

Rolki na odchudzanie i nie tylko

Skąd taka popularność tego sportu? Przede wszystkim rolki są prawie dla każdego i swoją przygodę z rolkarstwem można rozpocząć w każdym wieku. Nie bez znaczenia jest też czynnik finansowy: dobre rolki można kupić już za 300 złotych, a zwykłe z hipermarketu – już za nieco ponad 100 zł, czyli dużo taniej niż rower. W dodatku nie zajmują one dużo miejsca i można je np. schować do plecaka, co jest niemożliwe w przypadku roweru.

Nauka jazdy na rolkach nie wymaga jakichś szczególnych umiejętności i nie trzeba ćwiczyć pod okiem trenera. Początkujący rolkarz musi się jednak liczyć z częstymi upadkami, dlatego koniecznie należy się zaopatrzyć w ochraniacze (do kupienia za kilkanaście złotych). Choć nie jest to obowiązkowe, warto też zadbać o oświetlenie, zwłaszcza jeżdżąc po zmroku. Świecące kółka, specjalne lampki na nogawki czy trzymana w ręce latarka to stosunkowo niewielki wydatek, a sprawi on, że będziemy widoczni dla innych użytkowników – pieszych, rowerzystów i kierowców.

Dla samorządów popularyzacja rolkarstwa może być świetną inwestycją w zdrowie publiczne. Polski system ochrony zdrowia jest obciążony wielomiliardowymi kosztami z tytułu leczenia i rehabilitacji osób po zawałach, udarach, z cukrzycą czy problemami kardiologicznymi, do których przyczynia się zbyt duża waga i brak ruchu. Jeśli wziąć pod uwagę zalety rolek w zakresie odchudzania i utrzymywania dobrej formy, śmiało możemy uznać, że inwestycje w popularyzację tego sportu – to zdrowsi i efektywniej pracujący mieszkańcy, a więc czysty zysk. A dlaczego w tym kontekście warto szczególną uwagę zwrócić właśnie na rolki? W czym są one lepsze od jazdy na rowerze czy biegania jeśli chodzi o odchudzanie i profilaktykę chorób sercowo-naczyniowych?

Przyczyną jest fizjologia i technika jazdy. Poruszanie się na rolkach wymaga większego wysiłku i jest on bardziej równomiernie rozłożony pomiędzy poszczególne mięśnie, niż w przypadku roweru. A mimo to, jeżdżąc na rolkach nawet wiele kilometrów nie czujemy aż takiego zmęczenia, które zmuszałoby nas do przerwania wysiłku. Podczas jazdy na rolkach organizm dość łatwo „przełącza się” na spalanie tłuszczu, nie naruszając aż tak bardzo zapasów glikogenu i nie doprowadzając do znacznego obniżenia poziomu cukru we krwi, który zmusza nas do zjedzenia posiłku. W tym tkwi sekret odchudzania na rolkach, które przynosi naprawdę świetne efekty – pod warunkiem, że jeździmy dużo i długo.

Dla zrzucenia jednego kilograma zbędnej wagi potrzeba 10-15 godzin jazdy, w zależności od indywidualnych predyspozycji. Jak łatwo obliczyć, jeżdżąc trzy razy w tygodniu po dwie godziny dziennie, w ciągu wakacji możemy bez żadnych wyrzeczeń zrzucić 3-4 kilogramy. A przy tym nie jest to nudny i monotonny trening, do którego trzeba się zmuszać, ale przyjemna zabawa, pod jednym wszakże warunkiem: że mamy gdzie jeździć.

Gdzie na rolki?

Każde miasto ma swoje kultowe dla rolkarzy miejsca. W Sopocie jest to Park Północny, w Gdańsku – promenada nadmorska, w Katowicach – Dolina Trzech Stawów, w Dąbrowie Górniczej - Pogoria. Królestwem krakowskich rolkarzy są natomiast Błonia, a konkretnie – asfaltowe alejki wokół nich. To tam stawiają pierwsze kroki amatorzy rolkarstwa, tam odbywają się zajęcia doszkalające, stamtąd ruszają comiesięczne nocne przejazdy z cyklu „Kraków, rolki i my”.

Błonia to rolkarska ikona, ale mają one jednak sporo wad. Dla początkujących – idealne, ale dla zaawansowanych niekoniecznie: ile bowiem można kręcić się w kółko?

Drugie po Błoniach rolkarskie królestwo – to Bulwary Wiślane. I tu ważna uwaga – z wyjątkiem ich najbardziej atrakcyjnego odcinka w centrum miasta, między mostami Dębnickim i Kotlarskim. Tam bowiem asfalt jest fatalny, nie wymieniany od ponad 30 lat. Miejsce dla rolkarstwa i wszelkiej rekreacji teoretycznie cudowne, w dodatku łączy ono trasy rolkarskie na zachodzie miasta (Błonia, trasa do Tyńca i Bielan) z tymi w Nowej Hucie. Nic dziwnego, że wymiana asfaltu na tym odcinku wraz z odseparowaniem ruchu pieszego, rowerowego i rolkarskiego – to sztandarowa propozycja środowiska krakowskich rolkarzy, która ma całkiem sporą szansę na realizację: koszty są niewielkie, a pomysł wstępnie popierają radni wszystkich trzech klubów: PO, PiS i Przyjaznego Krakowa.

Znacznie lepiej jest natomiast na 10-kilometrowej trasie do Tyńca, a właściwie – do stopnia „Kościuszko”. Idealny asfalt, piękne widoki, niesamowita przyroda Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Nic, tylko promować tę trasę wśród rolkarzy spoza Krakowa czy nawet z zagranicy, jako jedną z nieoczywistych atrakcji turystycznych naszego miasta (turystyka aktywna daje wiele możliwości – jej zaletą jest np. bardziej równomierne rozmieszczenie ruchu turystycznego również poza historycznym centrum). Równie ciekawa jest bliźniacza trasa po drugiej stronie Wisły, od Mostu Zwierzynieckiego do Bielan, biegnąca wzdłuż malowniczych terenów lasu łęgowego w Przegorzałach. Niestety, nie są one ze sobą połączone, brakuje kilkuset metrów asfaltowego dojazdu do kładki pieszo-rowerowej na Stopniu Kościuszko, które umożliwiłyby rolkarzom przejazd z jednej strony Wisły na drugą bez konieczności zmiany obuwia.

Ale i tu należy się łyżka dziegdziu w beczce miodu. I pomijam tu kwestię wąskiego gardła w Pychowicach, gdzie trasa urywa się na kilkaset metrów – bo akurat ten problem wkrótce ma zostać rozwiązany. Otóż nasza nadwiślańska rolkostrada, którą moglibyśmy się chwalić w całej Europie, bezsensownie urywa się przy torze kajakowym Kolna, zaledwie kilometr od klasztoru w Tyńcu, do którego teoretycznie powinna prowadzić. Aż się prosi przedłużyć tę trasę nie tylko do Tyńca, ale też dalej do Skawiny, gdzie łączyłaby się ona z powstającymi dzięki staraniom województwa szlakami rowerowymi.

Sprawa ma drugie dno – władze Krakowa chciałyby to zrobić, ale na krótkim odcinku teren należy do sąsiedniej gminy Liszki, która nie jest tym zainteresowana, a miasto nie może inwestować na nie swoim obszarze. Przyczyną jest archaiczny przebieg granicy miasta, która w tym miejscu biegnie środkiem koryta Wisły. Sęk w tym, że w 1990 roku koryto Wisły zmieniono (wyprostowano – wraz z budową stopnia wodnego), ale granica Krakowa nie została skorygowana. To błąd, który moim zdaniem należałoby naprawić i dokonać w tym miejscu stosownej korekty granic Krakowa, analogicznie jak to miało miejsce w 2013 roku w przypadku poszerzenia Krakowa o niewielkie osiedle w Zastowie.

I kolejne miejsce – Nowa Huta. To raj dla rolkarzy, nie do końca jednak wykorzystywany ze względu na negatywne stereotypy odnośnie tej dzielnicy pokutujące u znacznej części krakowian. O rolkach w Nowej Hucie można napisać cały oddzielny artykuł, jeśli nie książkę, skupię się więc na wymienieniu dwóch cudownych dla rolkarzy miejsc. Pierwsze z nich – to alejki na skarpie nad Łąkami Nowohuckimi, na tyłach Szpitala Żeromskiego. I drugie – pobliski Zalew Nowohucki, miejsce zdecydowanie lepsze niż Błonia – o wiele ciekawsze i bardziej urozmaicone. Oprócz tego, Nowa Huta oferuje świetne warunki ze względu na rozwiniętą sieć asfaltowych ścieżek rowerowych, które logicznie rzecz biorąc powinny służyć także rolkarzom (i faktycznie tak się dzieje), a z czysto formalnego punktu widzenia rolkarze są na nich intruzami.

I tu znów zasłużona szpila, tym razem również do władz województwa. Nowa Huta to cudowne miejsce do uprawiania rolkarstwa i podobnie jak trasa do Tyńca moglibyśmy się nią chwalić w światowych magazynach poświęconych turystyce aktywnej. Dopełnieniem tego wszystkiego mogłaby być świetna trasa rekreacyjna nad Wisłą, z Dąbia do Lasku Mogilskiego. W zeszłym roku ta trasa wiodąca wałami wiślanymi została zrealizowana i… zapomniano jej wyasfaltować. Dla biegaczy i rowerów górskich w porządku, dla rolkarzy i niepełnosprawnych na wózkach – nieprzydatna. A szkoda, bo w przypadku jej wyasfaltowania to mogłaby być jedna z lepszych tras w całej Małopolsce, która zresztą doskonale wpisuje się w pozostałe sieci tras rolkarskich: Bulwary Wiślane, trasa do Tyńca i Bielan, Błonia. A także – w przypadku przedłużenia jej do Przylasku Rusieckiego i Niepołomic, byłoby to połączenie z siecią bardzo popularnych rolkostrad w Puszczy Niepołomickiej, tłumnie obleganych przez krakowian i turystów.

Niewiele trzeba do szczęścia

Rolkarstwo stało się już w Krakowie sportem masowym. Niestety nikt nie zbadał, ile osób korzysta z rolek, ale obserwując ruch na trasach rekreacyjnych i ścieżkach rowerowych można stwierdzić, że ruch rolkowy w sezonie letnim to już jedna czwarta, a może nawet jedna trzecia ruchu rowerowego. I stale, z każdym rokiem, ilość rolkarzy wzrasta. Niestety, w ślad za tym nie idzie tworzenie infrastruktury dla rolkarzy, inaczej niż to ma miejsce w Sopocie, Gdańsku, Katowicach czy Bielsku-Białej.

Nie jestem przy tym zwolennikiem tworzenia wszędzie wydzielonych ścieżek rolkarskich na takiej zasadzie, jak tworzy się ścieżki rowerowe. Takie rozwiązanie ma uzasadnienie w kilku miejscach o dużym natężeniu ruchu, gdzie ruch pieszy, rowerowy i rolkarski warto odseparować – i tylko tam. Czyli Błonia, centralna część Bulwarów Wiślanych i właściwie tyle. W pozostałych miejscach spokojnie wszyscy się zmieszczą na wspólnej przestrzeni – pieszo-rolkarskiej lub rolkarsko-rowerowej. Tak jak mieszczą się na trasie z Dębnik do Koła Tynieckiego. W pozostałych przypadkach sensowne jest zalegalizowanie czegoś, co i tak ma miejsce, czyli poruszania się rolkarzy po drogach dla rowerów. Oczywiście taka zmiana leży w gestii parlamentu, ale na lokalnym podwórku też można to zrobić nie czekając na zmianę ustawy. Przykładem tego jest Gdańsk, gdzie zastosowano banalnie prosty trik: pod znakami „droga dla rowerów” dodano tabliczkę z dopiskiem: „dotyczy również rolkarzy”.

Czasem oczekiwaną przez rolkarzy zmianą, której od lat nie mogą się doprosić, jest wyasfaltowanie zaledwie 300-400 metrów brakującego wąskiego gardła. Przykładem jest wspomniane już niedokończenie pętli wokół Błoń czy urywająca się trasa w rejonie Stopnia Kościuszko.

W przypadku infrastruktury pieszej podstawowy postulat rolkarzy brzmi następująco: budujmy asfaltowe chodniki zamiast tych z kostki lub płyt chodnikowych. Dla „klasycznych” pieszych – wszystko jedno, dla rolkarzy, niepełnosprawnych lub osób ciągnących walizkę na kółkach – sprawa zasadnicza. Nawiasem mówiąc, rolkarze mimo woli są niezłymi testerami nieprzydatności naszej infrastruktury pieszej dla osób poruszających się na wózkach. I niestety, nie wypada to najlepiej, Kraków to nie jest miasto przyjazne niepełnosprawnym. Często chodzi o detale, których zdrowy człowiek nie jest w stanie wyłapać, a dostrzega je dopiero, gdy sam wsiądzie na wózek lub… założy na nogi rolki.

Jakub Łoginow

Więcej informacji na temat krakowskiego rolkarstwa można znaleźć na Facebooku na stronie www.facebook.com/krakowdlarolkarzy

Artykuł opublikowany w wakacyjnym (lipiec-sierpień 2016) numerze miesięcznika "Kraków"

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież