Panoptikum w Parku Jordana

Email Drukuj PDF

Gdyby przez przypadek pośrodku łąki w Parku im. dr. Henryka Jordana wylądował statek kosmiczny z innej planety i jego załoga ruszyła na spacer, obserwując popiersia, czyli tzw. biusty, sławnych Polaków umieszczone przy alejkach, pewnie wielce by się zdziwiła składem naszego społeczeństwa.

Na 54 pomniczki 23 osoby w ten czy inny sposób związane są ze sferą wojskową, a 16 postaci to przedstawiciele duchowieństwa. Jeden zaś pomnik poświęcono Wojtkowi, syberyjskiemu niedźwiedziowi brunatnemu w stopniu kaprala, który z armią generała Andersa przebył jej szlak bojowy od Związku Radzieckiego przez Bliski Wschód i Włochy do Wielkiej Brytanii, gdzie dokonał żywota w ogrodzie zoologicznym w szkockim Edynburgu. Ten niedźwiedź symbolizuje przekonanie popularne w latach 50. XX wieku wśród zachodnioeuropejczyków, że w Polsce misie chodzą po ulicach...

Kiedy w 1889 roku ginekolog i położnik dr Henryk Jordan, wcześniej ulubiony lekarz dam z nowojorskich elit, zainicjował utworzenie w Krakowie parku z boiskami, przyrządami gimnastycznymi i placami do zajęć sportowych, w planach było ustawienie przy alejkach 44 (liczba mickiewiczowska) popiersi najsławniejszych Polaków. Jednak już do wybuchu I wojny światowej było 46 takich popiersi, kutych przez najbardziej znanych krakowskich rzeźbiarzy początku XX stulecia w marmurze sprowadzanym z Tyrolu, odpornym na krakowskie warunki atmosferyczne. Bo tzw. smog to nie jest wymysł XXI-wiecznych ekologów. W Krakowie mgły były zawsze, a zimą domy ogrzewano drewnem i węglem, przyczyniając się do zanieczyszczenia powietrza. Tym bardziej więc miejscy rajcowie przychylili się do pomysłu dr. Jordana, by latem krakowska młodzież korzystała w parku z ruchu na świeżym powietrzu. A przy okazji pogłębiała wiedzę o historii Polski z pomocą rozstawionych przy alejkach pomników.

Nie mnie oceniać dobór pomnikowych postaci Polaków przed wojną światowej, choć trzeba przyznać, iż był to wybór raczej trafny. Oczywiście nie mogło zabraknąć popiersia Józefa Piłsudskiego. Warto tu wspomnieć, że Piłsudski był bodaj pierwszym Polakiem, któremu poświęcono jeszcze za życia (w 1933, a zmarł w 1935) ulicę w Krakowie, zmieniając nazwę dotychczasowej ulicy Wolskiej. Inną ciekawostką jest, że ulica Józefa Piłsudskiego istniała w naszym mieście jeszcze kilka lat po zakończeniu II wojny, bo dopiero w 1948 roku marszałek musiał ustąpić miejsca Manifestowi Lipcowemu. W czasie okupacji niemieckiej Krakowa pomniki z parku Jordana zostały ukryte i oczywiście nie wszystkie powróciły po wojnie, przede wszystkim Piłsudski, bo od Bitwy Warszawskiej upłynęło niespełna 30 lat, więc urzędnicy konsulatu ZSRR, który rezydował wówczas przy ul. Chopina 1, a więc kilkaset metrów od parku, nie bardzo chcieli się zgodzić na ten pomnik. Ale za to nie mieli nic przeciw pomnikowi księcia Konstantego Ostrogskiego. Ten hetman wielki litewski, wywodzący się z carskiego rodu Rurykowiczów, wprawdzie dostał się do niewoli cara Iwana Srogiego, ale za to potem zdruzgotał Moskwicina w bitwie pod Orszą (1514) i odniósł wspaniałe zwycięstwo nad Tatarami pod Olszanicą (1527), gdzie poległo 40 tys. przeciwników i uwolniono 80 tys. jasyru, czyli Polaków wziętych do niewoli. Być może książę Ostrogski zasłużył na przychylność „radzieckich” z powodu swego prawosławnego wyznania (dopiero jego wnuk był konwertytą na katolicyzm), a być może dlatego, że jego nagrobek znajduje się w Ławrze Peczerskiej w Kijowie, ówcześnie na radzieckiej Ukrainie.

Może się komuś wydawać, że liczba duchownych na pomnikach w Parku Jordana jest przesadzona. Ale przecież w poczet duchowieństwa należy zaliczyć kanonika Mikołaja Kopernika, który wprawdzie jako wykształcony lekarz nie mógł przyjąć – wedle ówczesnych przepisów kościelnych – święceń kapłańskich. W średniowieczu mianem kanonika określano duchownych żyjących wedle reguł kanonicznych. Ale niekoniecznie wymagano od takiego człowieka święceń i byli tzw. kanonicy świeccy. Dla odróżnienia od zwyczajnych świeckich nosili oni tzw. tonsurę, czyli wygolone miejsce na czubku głowy, dla którego wzorem była korona cierniowa Chrystusa. Tonsurę zniesiono stosunkowo niedawno, bo uczynił to Paweł VI w 1972 roku po reformach Soboru Watykańskiego II.

Kanonikiem był też Jan Kochanowski! Ba, piastował nawet w latach 1566–74 godność prepozyta, czyli przewodniczącego kapituły kanoników poznańskich, a także był proboszczem parafii w Zwoleniu koło Radomia. Podczas kontroli tej parafii stwierdzono, że „pleban Jan Kochanowski nie ma święceń i nie rezyduje w swojej parafii, chociaż jest dobrze opatrzony”. Bo też chodziło o wpływy z parafii, a nie o spełnianie posługi kapłańskiej. Dochodowymi parafiami i mianem kanonika obdzielano niegdyś ludzi będących „u dworu”, czy to królewskiego (Kochanowski był nadwornym poetą Stefana Batorego, a wcześniej sekretarzem królewskim), czy biskupiego (Kochanowski to podopieczny biskupa płockiego Piotra Myszkowskiego). Jak widać uposażanie „swoich”, czyli obecnie obdarowywanie stanowiskami w radach nadzorczych i kierownictwach przedsiębiorstw państwowych ludzi wiernych szefowi zwycięskiej partii, ma w Polsce długoletnią tradycję. Dodajmy, że Kochanowski zrzekł się probostwa w Zwoleniu w styczniu 1575 roku, a w pół roku później zawarł związek małżeński z Dorotą Podlodowską.

Z pomnikami duchownych z Parku Jordana w Krakowie związana jest też inna ciekawostka. W internetowej Wikipedii wyczytałem, że w tzw. kółku, czyli centralnej części parku, stoi pomnik Feliksa Konarskiego. Czym prędzej pobiegłem do parku, a mieszkam odeń 10 minut na piechotę, by zobaczyć, co się zmieniło, bo przecież „kółko” gromadzi najstarsze pomniki, jeszcze te z przełomu XIX i XX wieku. Nic się nie zmieniło. Nadal stoi pomnik Hieronima Franciszka Konarskiego, który wstępując do zakonu pijarów, przyjął imię Stanisław od św. Wawrzyńca. Ten reformator szkolnictwa polskiego w wieku XVIII, założyciel Collegium Nobilium i twórca zarysu reformy naszej państwowości, którą zawarł w traktacie politycznym O skutecznym rad sposobie, nadal widnieje na pomniku jako Stanisław. W swoich czasach Stanisław Konarski zwany był „patriarchą polskich pijarów” i oprócz popiersia w Parku Jordana ma drugie w kościele Pijarów wieńczącym ul. św. Jana w Krakowie.

A kto zacz ów Feliks Konarski? Jest przede wszystkim autorem słów do pieśni Czerwone maki na Monte Cassino, muzykę do której napisał Alfred Schuetz. Pan Feliks urodził się w Kijowie, do Polski przyjechał dopiero w 1921 i zaczął karierę w showbiznesie. Jest autorem słów do wielu popularnych przedwojennych piosenek, a w armii Andersa prowadził teatr Polska Parada. Zapewne piosenki Feliksa Konarskiego śpiewała też mamusia obecnej senator RP Anny Marii Anders, więc z tej przyczyny człowiekowi noszącemu pseudonim Ref-Ren też należałby się gustowny pomniczek w Parku Jordana. Ale pan Feliks, zanim trafił do armii Andersa, po zajęciu Lwowa przez Rosjan jeździł po całym Związku Radzieckim z występami teatru założonego jeszcze przed II wojną światową. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej zastał go w Moskwie, a nie w Kazachstanie czy jakimś syberyjskim łagrze.

Osoby naznaczające bowiem, jakie biusty ustawiać w Parku Jordana, stosują ścisłą cenzurę. Nie ma np. pomnika pierwszej w dziejach Wojska Polskiego kobiety-generała brygady Marii Wittek. I to wcale nie dlatego, że akt mianowania (w wieku 92 lat) odebrała w 1991 z rąk prezydenta RP Lecha Wałęsy, ale dlatego, że mimo wojennych zasług po zakończeniu II wojny światowej nie chciała zostać „żołnierzem wyklętym”, lecz poszła do pracy jako szefowa Wydziału Kobiecego Komendy Głównej Powszechnej Organizacji „Służba Polsce”. Co prawda niebawem ją stamtąd „wyklęto” na kilka miesięcy do więzienia, a potem do kiosku Ruch-u, ale widać, że nad stawianiem na cokoły odpowiednich ludzi czuwa Instytut Właściwej Pamięci. Dobrze jednak, że o swojej koleżance pamiętała druga w dziejach WP kobieta-generał brygady Elżbieta Zawacka i ufundowała Marii Wittek pomnik znajdujący się obecnie w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Zawacka awans generalski otrzymała w 2006 roku w wieku 97 lat. A była też jedyną kobietą w gronie polskich cichociemnych. Po wojnie co prawda zhańbiła się pracą w Państwowym Instytucie WF i Przysposobienia Wojskowego, ale potem poszła siedzieć w latach 1951–55. Tuż po wojnie mieszkała niedługo w Krakowie i była koordynatorką szlaku kurierskiego do Szwajcarii. Po opuszczeniu więzienia zajęła się pracą naukową i w roku 1995 uzyskała tytuł profesora nauk humanistycznych.

Kobiety zresztą nie należą do ulubionych postaci osób zatwierdzających biusty na cokoły w Parku Jordana. Jest ich zaledwie kilka. Wśród nich Maria Skłodowska-Curie. I to zapewne tylko dlatego, że jej nazwisko dobrze się kojarzy. W latach PRL osobiście słyszałem, jak pewien działacz partyjny – i to wysokiego szczebla – rzekł o naszej noblistce „Maria Kuria-Skłodowska”. A obecnie kuria jako zespół urzędów kościelnych podlegający biskupowi jest powszechnie szanowana. Z noblistów obok Skłodowskiej tylko Sienkiewicz. Reymont ma ulicę biegnącą obok parku, więc po co mu pomnik. A inni Polacy, laureaci Nagród Nobla, pewnie nie zasłużyli na nie – bo o tym decydują „panowie na Parku”, niczym obecny rząd rozstrzygający co jest, a co nie wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego – więc nawet nie bierze ich się pod uwagę.

W tym pomnikowym panoptikum zwanym Parkiem Jordana w gronie wojskowych nadreprezentowani są tzw. żołnierze wyklęci. Zresztą spektrum wojskowych jest bardzo szerokie, bo od marszałka (Piłsudskiego) do kaprala (niedźwiedzia Wojtka). A mogło być jeszcze szersze, jako że w latach 80. sąd zdegradował pułkownika Kuklińskiego do stopnia szeregowego, ale w latach 90. przywrócił mu stopień oficerski. Ponieważ jednak Ryszard Kukliński był szpiegiem – co z tego, że jedynie słusznym, bo amerykańskim, ale być może także odwróconym radzieckim – na pomniku widnieje w cywilnym ubraniu, choć monument ustawiono pośród wojskowych w mundurach. Pomnik szpiega to nie tylko ewenement w skali naszego kraju. Co prawda w siedzibach dawnej KGB czy GRU na pewno są takie pomniki, bo w czasach ZSRR każdy posiadacz trzech orderów Bohatera Związku Radzieckiego miał prawo do pomnika w swoim zakładzie pracy, ale w Polsce i innych krajach demokratycznych, takiego zwyczaju nie było.

Czego zatem mogą się dowiedzieć przybysze z obcej planety, wędrując alejkami Parku Jordana? Tego samego, co zwykli Polacy – że Polska jest krajem demokratycznym, bo każdy uzurpujący sobie prawo do dysponowania kawałkiem społecznego gruntu może stawiać na nim takie pomniki, jakie mu się zamarzą. Wszelako pod warunkiem, że będą one zgodne z Nową Polityką Historyczną, którą w pocie czoła kreślą m.in. eksperci z IPN.

WOJCIECH MACHNICKI

Artykuł opublikowany w czerwcowym (2016) numerze miesięcznika "Kraków"

Komentarze  

 
0 #1 TURPIN 2016-10-11 11:24
'wOJTEK' był - bodajże - tureckiego, nie syberyjskiego pochodzenia. Pomnik zaś przysługiwał za dwóch Bohaterów; nadania trzykrotne, to ledwie kilka osób.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież