Email

Rozmowa z dr. Remigiuszem Kijakiem o seksualności, rodzicielstwie, partnerstwie i małżeństwach osób niepełnosprawnych intelektualnie

 

Gdy na świat przychodzi dziecko niepełnosprawne intelektualnie, rodzice przede wszystkim próbują opanować i poskładać swoje oraz jego życie. Mijają lata, ono dorasta i mniej lub bardziej świadomie zaczyna zauważać swoją seksualność. Niektórym opiekunom trudno to przyjąć do wiadomości.

– Zwłaszcza że seksualność to nie tylko identyfikacja płciowa, to także orientacja seksualna, zachowania seksualne, miłość, reprodukcja; pojemne pojęcie. I jest istotną częścią naszej natury. Tym bardziej, że seksualność osób niepełnosprawnych intelektualnie nie różni się od naszej, ponieważ nie mają one upośledzonej płci; są mężczyznami, kobietami, dojrzewają płciowo, zakochują się, przeżywają dramat niespełnionej miłości, odczuwają potrzeby seksualne, chcą uprawiać seks, niekiedy wziąć ślub... Różni nas jedynie poziom rozumienia własnej seksualności.

Tymczasem w Polsce rzadko mówi się i pisze otwarcie o potrzebach seksualnych osób z niepełnosprawnością umysłową.

– A jeśli już, to do głosu dochodzą stereotypy i uprzedzenia związane z tą sferą życia ludzkiego, a nie fakty. Poważna rozmowa na ten temat wciąż wywołuje uśmieszki, zażenowanie, zawstydzenie.

Tylko około 40 procent Polaków akceptuje seksualność osób z niepełnosprawnościami.

– Bo przez całe lata były one uważane – i nadal są – za osoby bezpłciowe, pozbawione potrzeb i pragnień w tej sferze. Ale natura robi swoje. Przebadałem stu rodziców mających dzieci niepełnosprawne intelektualnie. Dziś częściej niż kilka lat temu dostrzegają oni problemy, jakie niesie ich seksualność i są świadomi tego, że trzeba się z tym mierzyć. Wielu szuka więc pomocy. Dowiadują się, że ich rola polega także na mądrym wspieraniu dzieci w budowaniu poczucia intymności, identyfikacji z płcią. To procentuje w przyszłości, gdy seksualność człowieka dojdzie do głosu.

Tymczasem braki edukacyjne rodziców w tym zakresie próbują wypełniać szkoły. Jednak nauczyciele są często bezradni i nie potrafią sobie poradzić z niepełnosprawnymi intelektualnie uczniami przejawiającymi zachowania seksualne, w dodatku publicznie je okazującymi. Uczniami, którzy nie czują potrzeby intymności oraz nie panują nad swoją pobudliwością. Zazwyczaj wyprowadza się ich z klasy, próbuje odwrócić ich uwagę jakimś zajęciem, stosuje zabawy relaksacyjne albo zapisuje do terapeuty, który zachęca ich do większej samokontroli i unikania oglądania pornografii. Wobec takich osób nie można pomijać kwestii dojrzewania płciowego, zmian zachodzących w organizmie, kobiecości, męskości, złego dotyku. Tak naprawdę ta wiedza nie jest inna niż ta, której potrzebują osoby sprawne intelektualnie. Musi być jednak podana w znacznie prostszej formie.

Akceptowanie kontaktów seksualnych podejmowanych przez osoby niepełnosprawne intelektualnie przez ich rodziców i opiekunów zależy od wyznawanego przez nich światopoglądu, stopnia zrozumienia przez osobę niepełnosprawną tego, na czym polega i jakie są konsekwencje podjęcia współżycia, od stopnia zażyłości z partnerem.

– Niektórzy rodzice pomagają w tym partnerstwie, mimo że do końca takiej postawy nie akceptują; ponad 60 procent rodziców i opiekunów jest przeciwna podjęciu współżycia przez swoje niepełnosprawne, ale dorosłe dziecko.

Nie wszystkie takie osoby są zdolne do aktywności seksualnej.

– Wśród osób z niepełnosprawnością intelektualną takich jest tylko 5 procent.

Jestem w stanie wyobrazić sobie obawy matki, której niepełnosprawny intelektualnie syn ma partnerkę, chce z nią uprawiać miłość.

– Wielu opiekunów wychodzi z założenia, że jeśli nie zauważy problemu, to go nie będzie. Zwłaszcza że każdy rodzic (opiekun) może wykorzystać przewagę, jaką daje mu pozycja wobec niepełnosprawnego intelektualnie wychowanka, by sprawować nad nim pełną kontrolę. A tymczasem owa troska nie powinna być przeszkodą dla osiągnięcia przez wychowanka dojrzałości w takim stopniu, jaki jest dla niego możliwy do osiągnięcia; także w wymiarze emocjonalnym i seksualnym. Przykładem, często nieświadomym, uciekania od tego problemu jest ubieranie i chłopców, i dziewczynek w dresy. Wiem, że to jest wygodne, bo dziecko się moczy, ślini, ale powoduje też, że tworzenie się u osób upośledzonych intelektualnie świadomości seksualnej jest ograniczone.

A tymczasem, czy chcemy tego, czy nie, sprawy seksualności dochodzą w końcu do głosu.

– Każdy, także osoba niepełnosprawna intelektualnie, wchodzi w okres dojrzewania. I jeśli się zawczasu o tym z nią nie mówiło, pewnych rzeczy nie przepracowało, potem może być na to za późno, bo wraz z dojrzewaniem na ogół pojawiają się też oczekiwania. I wtedy nauczyciele lub rodzice zgłaszają na przykład problem ekshibicjonizmu takich osób, nadmiernej pobudliwości. Tego typu zachowania wynikają z nierozładowanego libido, ale również z tego powodu, że osoba niepełnosprawna intelektualnie nie bardzo wie, co się z nią dzieje. I o ile osoby pełnosprawne w ostateczności dowiadują się tego lub tamtego od rówieśników, może z internetu, o tyle osoba niepełnosprawna intelektualnie pozostaje z problemem sama. A przecież rozmawiamy z dziećmi, jak załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, jak się myć, jak jeść. Tak samo musimy rozmawiać o seksualności. Rodzice często zaniedbują ten obszar, bo sami mają problemy ze swoją seksualnością.

Jaką rolę w tej materii odgrywają lekarze? Czy informują rodziców: macie państwo dziecko niepełnosprawne intelektualnie, trzeba je będzie przygotować do dorosłego życia.

– Z moich obserwacji wynika, że dopóki dziecko nie przejawia zainteresowania sferą seksualności, nikt się nią nie zajmuje. A tymczasem mniej więcej w wieku pięciu lat dziecko zaczyna poznawać swoje ręce, nogi. Zauważa, że dotykanie niektórych miejsc jest przyjemne. Jeśli robi to bez kontroli, opanowanie takiego zainteresowania za dziesięć lat będzie trudne. W wieku dojrzewania płciowego seksualność dochodzi do głosu ze zdwojoną siłą. Tylko że wtedy jest ona zazwyczaj kierowana na drugiego człowieka.
Osoby z głębszą niepełnosprawnością są izolowane, przebywają w różnych ośrodkach z terapeutami, rehabilitantami, opiekunami. Te z lekką niepełnosprawnością intelektualną mają szansę zmierzyć się ze swoją seksualnością wobec innych ludzi i mogą nawet liczyć na pewien rodzaj akceptacji. Mężczyznom na ogół nie przeszkadza, że dziewczyna nie jest intelektualistką, byleby była atrakcyjna fizycznie. Bywa, że matki nakłaniają swoje niepełnosprawne intelektualnie córki do nierządu. Zwykle dzieje się tak w małych miejscowościach. Tam po prostu się wie, że w tym lub tamtym domu można dostać seks za pieniądze albo za prezent. Kobiety niepełnosprawne intelektualnie czują się z tego powodu wyróżnione i nie chcą innego życia; mają powodzenie, adoratorzy ustawiają się w kolejce.

Tymczasem takim ludziom rodzą się dzieci, bo ich miłość jest spontaniczna, a podawanie im środków antykoncepcyjnych wciąż budzi kontrowersje, choć w opinii prawie 50 procent Polaków osoby te nie powinny być rodzicami.

– Z pewnością nie wszystkie. Warto pamiętać, że niepełnosprawność intelektualna często wynika z zaniedbań wychowawczych; środowisko, w którym dorasta dziecko, ma wpływ na jego rozwój poznawczy. Dzieci zrodzone ze związku osób zaniedbanych będą powielać styl życia rodziców.

Ale niepełnosprawność intelektualna bywa też uwarunkowana genetycznie.

– Bywa. Jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko, które urodzi się ze związku osób obciążonych genetycznie, będzie niepełnosprawne intelektualnie. Ale może też urodzić się zdrowe. Problem pojawia się wtedy, gdy rodzice takiego dziecka nie potrafią się nim zająć.

Lepiej więc byłoby nie zezwalać na takie związki?

– Nie bardzo, bo życie człowieka składa się z wielu aspektów: fizycznego, uczuciowego, emocjonalnego, wreszcie seksualnego i prokreacyjnego. Podobnie jak w życiu osób pełnosprawnych, także wśród niepełnosprawnych są ludzie samotni z wyboru, będący w trwałych związkach psychoseksualnych, ale i tacy, dla których seks nie jest najważniejszy lub w ogóle nie jest istotny. Wiele związków opiera się na więzi emocjonalnej, a nie fizycznej.

Co jest im zatem potrzebne do szczęścia?

– Bliskość rozumiana dosłownie; możliwość trzymania się za ręce, mieszkania we dwoje, bycia dla kogoś. Gdy zaczynałem badania, byłem pewien, że w mojej najnowszej książce Dorośli z głębszą niepełnosprawnością intelektualną jako partnerzy, małżonkowie, rodzice, opiszę raczej smutne historie życia ludzi niepełnosprawnych intelektualnie. Ale okazało się, że bywają dobre przykłady ich partnerstwa. Tyle że i w takich sytuacjach pojawiają się przyziemne problemy: trzeba mieć gdzie mieszkać, mieć za co się utrzymać, zapłacić czynsz. Należy zatem stawiać na edukację, aby osoby z niepełnosprawnością intelektualną miały większą świadomość tego, że bycie z kimś, nawet bez uprawiania seksu, niesie ze sobą nie tylko przyjemności, ale też obowiązki. Z drugiej strony zauważmy, że małżeństwa zawierają i wchodzą w związki także ludzie będący w normie intelektualnej, ale całkowicie nieodpowiedzialni, pozbawieni środków do życia, niestabilni emocjonalnie itd. Jak więc widać, gdy mamy do czynienia z osobami o obniżonym stopniu inteligencji, podnosimy wymagania i żądamy więcej niż od każdego pełnosprawnego.

Bohaterowie książki, osoby głębiej niepełnosprawne intelektualnie, o rzeczach fundamentalnych jak posiadanie dzieci, odpowiedzialność za nie – mówią w sposób infantylny, a tymczasem chodzi o prawdziwe życie.

– Kobiety plasujące się poniżej tak zwanej normy intelektualnej są w stanie wyuczyć się przewijania, karmienia, brania dziecka na ręce i to robią. Zwłaszcza gdy jest wsparcie opiekuna, pracownika socjalnego. Problem pojawia się, gdy dziecko rośnie i trzeba mu przekazać wiedzę stosowną do wieku, a upośledzony intelektualnie rodzic tej wiedzy nie ma i ze względu na swoje ograniczenia nie jest w stanie zapewnić dziecku właściwego rozwoju. Brak stymulacji i zaspokojenia potrzeby poznawczej dziecka powoduje, że rozwija się ono wolniej od rówieśników. I jest to przesłanka, by uznać, że rodzicielstwo osób niepełnosprawnych intelektualnie jest rodzicielstwem trudnym.

A jeśli dziecko rozwija się dobrze, bo jest wspierane przez sprawnych intelektualnie dziadków, ale zorientuje się, że rodzice mu mentalnie nie dorównują.

– Zapytano o to dorosłe osoby, które miały rodziców niepełnosprawnych intelektualnie. O matkach mówiono, że to były „matki we mgle”; nie dawały oparcia, poczucia bezpieczeństwa. Były mało zaangażowane w opiekę nad dzieckiem, w proces edukacyjny i decyzyjny. Bywało, że w okresie dojrzewania takie dzieci wstydziły się rodziców.

Relacje międzyludzkie z udziałem osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu głębszym są skomplikowane. Z jednej strony trudno zabronić tym ludziom bycia ze sobą, ale trudno też aprobować narodziny dzieci niepełnosprawnych umysłowo albo z góry skazanych na trudne dzieciństwo.

– Nie uogólniałbym tych spraw, choćby dlatego że pojawia się wiele pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Inaczej rzecz wygląda, gdy się patrzy na konkretne osoby, konkretne przypadki.