Email


Pod koniec września 1916 r. cesarz Franciszek Józef I zmagał się z zapaleniem oskrzeli i cierpiał na gwałtowne napady kaszlu oraz wysoką gorączkę. Z zapalenia oskrzeli wywiązało się zapalenie płuc, co cesarz skomentował słowami: „To może być początek końca!”. Już 10 listopada podjęto wstępne przygotowania związane ze smutną możliwością zgonu 86-letniego cesarza. Na wiedeńskim dworze panował nastój powagi i przygnębienia.

21 listopada 1916 r., we wtorek, pięć minut po dziewiątej wieczorem, zmarł cesarz Franciszek Józef I. Po prostu zasnął. Nadworny kapelan oznajmił ze wzruszeniem: „Moim obowiązkiem jest zakomunikować, że zgon Jego Cesarskiej Mości był nadzwyczaj budujący. To była piękna, chrześcijańska śmierć”.

Dla cesarza wystawiono świadectwo zgonu jak dla najzwyklejszego obywatela, określając zajmowane stanowisko: cesarz Austrii, Węgier etc…, wyznanie: rzymskokatolickie, stan: wdowiec, przyczyna zgonu: osłabienie serca po przebytym zapaleniu płuc i oskrzeli. Miejsce planowanego pochówku: krypta w klasztorze Kapucynów.

Wieść o śmierci cesarza dotarła do Krakowa w tym samym dniu około godziny 11 w nocy. Przerwano koncerty i zabawy publiczne, a ludzie rozeszli się do domów. „Smutek jest ogólny” – napisano nazajutrz w „Czasie”. Na pierwszych stronach gazet pojawiły się wielkie nekrologi. Redakcja socjalistycznego „Naprzodu” oznajmiła, iż „Nestor monarchów europejskich zeszedł w dniu wczorajszym do grobu. Wraz ze śmiertelnemi szczątkami Franciszka Józefa w krypcie grobowej zamyka się długi i znamienny rozdział dziejów”. Rankiem wywieszono czarne chorągwie na wszystkich budynkach gminnych, wojskowych i rządowych, a nawet na domach prywatnych.

Prezydium miasta Krakowa uchwaliło, by na 23 listopada, w południe, zwołać żałobne posiedzenie rady miasta „co do uczczenia pamięci wielkodusznego monarchy”. Prezydent Juliusz Leo zarządził zawieszenie przedstawień w teatrach i odwołanie widowisk, koncertów oraz zabaw. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Władysław Szajnocha zwołał uroczyste posiedzenie Senatu i zawiesił wykłady. Ustalony został termin nabożeństwa żałobnego w katedrze wawelskiej, a prezydent wysłał kondolencje na ręce arcyksiążąt Karola Stefana i Fryderyka. Na pogrzeb do Wiednia udała się reprezentacja władz miasta, uniwersytetu, Akademii Umiejętności, licznych organizacji i stowarzyszeń. Podstawiony został specjalny pociąg, by przewieźć do Wiednia wszystkich chętnych do wzięcia udziału w uroczystościach żałobnych, a kolej dała wszystkim żałobnikom zniżkę 50 procent.

Do tej pory utrzymuje się tradycyjny wizerunek cesarza, któremu przyświecały zasady honoru, obowiązku i dumy z habsburskiej dynastii. Życie nie szczędziło mu dotkliwych ciosów, a sympatyczne cechy jego osobowości nadawały mu ludzki wymiar. Zachował się w masowej pamięci obraz dobrotliwego, a zarazem surowego cesarza, jego osobistej skromności, wytrwałości i cierpliwości kompensujących niedostatek uzdolnień. Franciszek Józef I jako panujący cechował się niezwykłą pracowitością, znakomitą pamięcią do nazwisk, nazw i innych szczegółów. Osobiście doglądał wielu spraw jakże rozległego państwa, godzinami czytając dokumenty, parafował je i osobiście spotykał się z poddanymi na wyznaczonych audiencjach. Sam siebie nazywał „pierwszym urzędnikiem państwowym”.

Franciszek Józef I cieszył się popularnością i pewną sympatią nawet w kręgach przeciwników monarchii. Przez Austriaków był traktowany jako ucieleśnienie najwyższej władzy. Na Węgrzech był szanowany, ale traktowany jako cudzoziemiec. W Czechach sympatii nie zdobył. Nazywano go „starym Prohazką”, które to określenie nacechowane było łagodną kpiną. W Galicji natomiast panowało przekonanie, że cesarz darzy Polaków sympatią – nie lekceważył bowiem polskich poddanych. Galicjanie obdarzali cesarza ciepłymi uczuciami z racji jego osobistych przymiotów, których w stosunku do Polaków byli pozbawieni jego poprzednicy na tronie. Polonizacja oświaty, administracji i sądownictwa oraz rozległa autonomia stwarzały dla narodu polskiego warunki, jakich nie było w zaborze rosyjskim czy pruskim.

W obrębie monarchii austriackiej, od 1867 r. austro-węgierskiej, Galicja i jej sprawy nie odgrywały znaczącej roli. Dawne polskie ziemie traktowane były jako prowincja odległa, uboga i niezbyt wydajna pod względem podatkowym. Szlachta polska z Galicji, pielęgnująca własne tradycje, nie cieszyła się w Wiedniu dobrą opinią. Ponadto niechętnie odnosiła się do cesarskich urzędników i uciskała włościan nad miarę uznawaną w innych krajach cesarstwa. Natomiast obóz konserwatywno-ziemiański darzył osobę Franciszka Józefa I szacunkiem, czego wyrazem był np. wystosowany w 1860 r. adres autorstwa Adama Potockiego, w którym obdarzono go hołdowniczym uwielbieniem i zapewnieniem o wierności wobec tronu.

Wiadomości z dworu cesarskiego w Wiedniu budziły żywe zainteresowanie zarówno w arystokratycznych dworach, jak i wśród niższych warstw społecznych. Nawet skromne ziemiaństwo odczuwało potrzebę wzorowania się na panującym dworze i lokowało u stóp austriackiego tronu uczucia lojalności i wierności, w dużo większym stopniu niż w przypadku dworu rosyjskiego czy niemieckiego. Natomiast cesarz Franciszek Józef I dzięki swemu długoletniemu panowaniu (przez 68 lat), dającemu poczucie stabilizacji, stanowił swoistą instytucję-opokę.

W czasie swego panowania cesarz Franciszek Józef I składał wizyty w różnych prowincjach państwa. Oficjalnym ich powodem była chęć bliższego poznania różnorodnych regionów, w istocie jednak stanowiły dla władcy i jego dworu okazję do zaprezentowania poddanym majestatu cesarstwa. Podróże pomagały kreować wizerunek cesarza jako władcy stojącego ponad podziałami politycznymi i narodowościowymi. Towarzysząca mu przy każdej okazji liczna świta odgradzała go od rzeczywistości, trzymając na dystans tych, nad którymi panował. Program wizyty każdorazowo był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, co służyło temu, by cesarz spotykał wyłącznie właściwe osoby, zobaczył odpowiednie miejsca i oczywiście, by nie dopuścić do nieprzewidzianych sytuacji, do tego, że coś miałoby pójść nie tak, jak zaplanowano. Już pod koniec życia cesarza zamach w Sarajewie w 1914 r., gdy życie stracił następca tronu Franciszek Ferdynand i jego małżonka, pokazał, że najmniejszy nawet błąd w programie podróży może przynieść tragiczne konsekwencje.

Cesarz Franciszek Józef I po raz pierwszy odwiedził Kraków w 1851 r. Miasto zostało wcielone do Austrii pięć lat wcześniej. Nie przeminęły echa powstania krakowskiego i Wiosny Ludów oraz klęski o rok wcześniejszego wielkiego pożaru, który strawił znaczną część Krakowa. Miasto nie otrząsnęło się jeszcze z szoku po definitywnej utracie niepodległości, a władze obawiały się niezbyt wylewnego powitania monarchy. Ludzie, co prawda, ciekawi byli młodego, 21-letniego cesarza, jednak opisy entuzjazmu towarzyszącego wizycie, jakie przedstawiał konserwatywny i proaustriacki „Czas”, wydają się przesadzone. Na trasie podróży Franciszka Józefa I po Galicji aktywnie działała tajna policja tropiąca wszelkie przejawy buntów, spisków czy niechęci do austriackiego zaborcy. Natomiast już cztery miesiące przed wizytą zintensyfikowano w mieście prace porządkowe, zajmując się głównie ulicami, aby miasto nie musiało się wstydzić przed Najjaśniejszym Panem. W Rynku Głównym wbito słupy, na których miały zawisnąć lampy.