Email

„Ten, kto nie mieszkał w Żaczku, być może nigdy się nie dowie, ile stracił, ale byli mieszkańcy tej nie tylko bursy, ale także najprawdziwszego DOMU, wiedzą, ile były warte lata tutaj spędzone i nie zamieniliby ich nawet na największy luksus”.

Powyższe zdanie to jedna z charakterystycznych opinii, głoszonych przez byłych żaczkowiczów różnych pokoleń, na określenie fenomenu, jaki dla nich stanowił należący do Uniwersytetu Jagiellońskiego Dom Studencki Żaczek przy ulicy 3-go Maja w Krakowie. W pamięci jego mieszkańców sprzed lat to miejsce-legenda pozostało w nich na zawsze, niczym „wielka choroba, z której się nigdy nie wychodzi”, a lata spędzone w tym domu - drugim po rodzinnym - uznają za najlepszy okres swojego życia.

Żaczek zasłynął nie tylko dzięki tysiącom studentów, którzy w nim zamieszkiwali (legalnie i nielegalnie) lub gościli, ale także dzięki klubom stanowiącym immanentną część akademika: "Stary" i "Nowy Żaczek" oraz "Rotunda", w których od drugiej połowy lat 50. ubiegłego stulecia przez ponad dwie dekady kwitła artystyczna kultura studencka, zjawisko nadzwyczajne, uznawane za ważny element dziedzictwa polskiej kultury.

Historia DS Żaczek sięga lat 20. minionego wieku, kiedy istniejące od 1859 roku Towarzystwo Wzajemnej Pomocy Uczniom Uniwersytetu Jagiellońskiego zainicjowało powstanie drugiego akademika (pierwszy, zbudowany także dzięki Towarzystwu, działał od 1903 roku przy ul. Jabłonowskich 10/12), a teren na ten cel ówczesne władze Krakowa udostępniły w miejscu znaczącym w dziejach Polski - na Oleandrach, skąd Pierwsza Kompania Kadrowa Legionów wyruszyła 6 sierpnia 1914 roku w marsz do niepodległości. Marszałek Piłsudski swą obecnością zaszczycił zresztą uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod budowę nowego akademika, który do użytku został oddany 18 października 1926 roku pod nazwą II Dom Akademicki, by w następnym roku przyjąć imię prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego. Budowę bursy zakończono ostatecznie w 1939 roku. W okresie okupacji kwaterowano w niej żołnierzy hitlerowskich.

Studenci powrócili do akademika już w lutym 1945 roku, jego nazwę zaś w 1948 ponownie zmieniono - na DS Żaczek, albowiem sanacyjny patron nie pasował do nowego ustroju. W początku lat 60. dobudowano do Żaczka segment ochrzczony mianem ”Nowy Żaczek", dziś stanowiący integralną jego część.

„W czworobocznym gmachu Żaczka mieściło się kino Rotunda, urząd pocztowy usytuowany po lewej stronie holu wiodącego na dziedziniec, dwa rywalizujące kluby studenckie - "Stary Żaczek" w południowo-zachodniej części budynku i "Nowy Żaczek" w nowym skrzydle, gabinet stomatologiczny i lekarski, sala telewizyjna i pingpongowa, zakład szewski i dwie stołówki (wchodziło się do nich od dziedzińca)” - tak we wspomnieniach mieszkańców wyglądał akademik w drugiej połowie lat 60., co uwiecznia książka Żaczek - nasz dom, wydana jesienią przez Stowarzyszenie Mieszkańców Żaczka.

Po zorganizowanej przez Stowarzyszenie w 2011 roku – na 85-lecie akademika – wystawie fotograficznej Żaczek i jego mieszkańcy w Bibliotece Jagiellońskiej, w tym roku przyszła pora na ogromną księgę (blisko 600 stron w formacie A4), w której znalazły się osobiste wspomnienia prawie osiemdziesięciu dawnych mieszkańców Żaczka, uzupełnione wieloma czarno-białymi fotografiami. Nie byłoby tej publikacji, gdyby nie tytaniczna kilkuletnia praca, upór i cierpliwość Stanisława Szlezingera, doświadczonego organizatora (w latach studenckich pełnił m.in. funkcję przewodniczącego Rady Samorządu Żaczka oraz dyrektora SCK "Rotunda").

W gronie autorów wspomnień są wybitne postaci, a ich opowieści obejmują ponad sześćdziesiąt lat dziejów Żaczka, czasy między 1955 a 2014 rokiem. Najwięcej tekstów opisuje okres od połowy lat 60. do końca 70. Kiedy w drugiej połowie 1980 roku Żaczek wysiedlono (poza jego nowym skrzydłem), zamknięto i skierowano do remontu, skończyła się złota epoka akademika, a jego dawny klimat i wizerunek przeszły do legendy. Jeden z byłych mieszkańców pisze o czasach PRL: „nie mieliśmy nic, ale wciąż wydaje mi się, że mieliśmy więcej niż kiedykolwiek później”. Autorzy wspomnień sporo miejsca poświęcili obchodom 600-lecia UJ, zajściom marcowym w 1968 roku, dla których w Krakowie Żaczek był centralnym sztabem, kolejnym edycjom juwenaliów (majowego święta studentów, które zapoczątkowano w Krakowie już w XV wieku), wydarzeniom po śmierci w 1977 roku Staszka Pyjasa, także zresztą mieszkańca tego akademika, które dały początek zorganizowanej w środowisku akademickim opozycji, jakiej bazą stał się Żaczek.

Wspomnienia odsłaniają mało znane, nawet dla byłych żaczkowiczów, karty z życia akademika, który przez ponad czterdzieści lat, od chwili swego powstania, był wyłącznie męskim - ale lekarzem opiekującym się jego mieszkańcami przez wiele lat był... ginekolog. Dziewczyny w Żaczku zakwaterowano po raz pierwszy dopiero w roku akademickim 1968/69, oddając do ich wyłącznej dyspozycji ostatnie, piąte piętro. Przed kolegami chronić miała je osobna portiernia nazwaną budką cnoty. Później studentki lokowano już na wszystkich piętrach koedukacyjnego Żaczka.

Poza Nowym Żaczkiem warunki bytowe nie były rewelacyjne: "zazwyczaj 4-osobowe pokoje z piętrowymi łóżkami, wspólne kuchenki, toalety i łazienki". W akademiku legalnie mieszkało 1120 osób (po 1976 roku ta liczba spadła do 750) i około 200-300 (niektórzy twierdzą, że więcej) tzw. waletów, czyli studentów bez skierowania z uczelni, na których zamieszkanie w bursie - tolerowane przez jej kierownictwo - musieli wyrazić zgodę legalni mieszkańcy danego pokoju. W jednym pokoju mogło być nawet kilku waletów, spali na podłodze na materacu, w szafie lub w pawlaczu. Walet bowiem - jak podkreślano w wielu wspomnieniach - „był świętością i miał przywilej waleckiego dania (bezpłatnego, z reguły bezmięsnego) w żaczkowej stołówce”. Spośród nich na kartach książki najczęściej powraca najstarszy stażem i powszechnie szanowany walet wielu imion - Jan Kazimierz Feliks Jezus Maria Wrona, syn szewca z Samsonowa, utalentowany wieczny student kilku kierunków filologicznych, z których żadnego pomimo ogromnej wiedzy nigdy ponoć nie ukończył. Zmarł we Francji, w 2006 roku.

W żaczkowym tyglu różnych osobowości, wzorów zachowań i postaw, ludzi o odmiennych doświadczeniach i wieku, jego mieszkańcy uczyli się tolerancji, otwartości, szacunku do innych, zdolności do kompromisu. I koleżeństwa, na którego temat w książce wypowiada się wiele osób tak, jak jedna z koleżanek: „Dla kumpla, kumpelki robiło się wszystko. Można było robić z siebie nawet idiotę w imię pomocy drugiemu. Wybłagać dla niego dodatkowy termin egzaminu, zorganizować pożyczkę. Wszystko, co możliwe”.

 

 

 

 

Całość artykułu w grudniowym numerze „Krakowa”
Do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl