Email

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia stanowią dobry pretekst do zastanowienia się nad tym, jak zmieniało się codzienne życie mieszkańców zamku wawelskiego (władców i ich rodzin oraz dworzan) podczas grudniowych świąt. Niestety, o bożonarodzeniowym świętowaniu w dobie średniowiecza i epoce staropolskiej wiadomo tak naprawdę niewiele. Nasza wiedza na ten temat sięga zaledwie trzech wieków wstecz. Nie są znane przekazy źródłowe poświadczające obrządek wigilijny, brakuje też informacji, czy ówcześni chrześcijanie siadali do uroczystej wieczerzy.

Pewne jest natomiast, że od wczesnego średniowiecza Boże Narodzenie było jednym z trzech najważniejszych świąt w roku, obok Zmartwychwstania i Zesłania Ducha Świętego. Obchodzono je od IV stulecia po Chrystusie, zarówno na Wschodzie, jak i w krajach Europy Zachodniej. Poprzedzał je okres przygotowania zwany adwentem. Ówczesne celebrowanie Narodzin Pańskich odbiegało jednak formą od współczesnego. Więcej informacji przekazują dopiero źródła z czasów Jagiellonów, zatem kilka poniższych uwag będzie dotyczyć tego właśnie okresu.

Na początku warto zaznaczyć, że królowie grudniowe święta spędzali często poza Krakowem. Władysław Jagiełło (na tronie 1386–1434) w ciągu całego, niemal pięćdziesięcioletniego panowania, w święta przebywał zazwyczaj na Litwie, w Wilnie bądź Trokach. W Krakowie zdecydował się zostać dopiero w 1431 r. Stefan Batory (1576–86), podczas dziesięcioletnich rządów w Polsce w grudniu był zaledwie dwukrotnie na Wawelu: w roku 1578 oraz w 1582. Należy przy tym pamiętać, iż zamek zamieszkiwał nie tylko król i jego rodzina, ale także liczni dworzanie oraz służba. W czasach Zygmunta Augusta (1548–72) dwór liczył około 1000 osób. Świętowanie wówczas na Wawelu było więc zróżnicowane także w zależności od zajmowanego miejsca w dworskiej hierarchii.

Jedno pozostawało wspólne, bez względu na pozycję społeczną – Wigilia i poprzedzający ją okres, przygotowujący chrześcijan do Bożego Narodzenia. Był to czas wstrzemięźliwości, modlitwy oraz jałmużny. Tę ostatnią król rozdawał osobiście lub za pośrednictwem dworzan przede wszystkim szpitalom, zakonom mendykanckim (żebrzącym) oraz żakom. Wszystkich obowiązywał dwudziestoczterogodzinny post w Wigilię. Zdarzały się oczywiście dyspensy, zwykle związane z chorobą, jak choćby w przypadku królewny Jadwigi (1408–31), córki Władysława Jagiełły i Anny Cylejskiej. W czasie postu dopuszczalny był zapewne jeden posiłek do syta, złożony nie tylko z potraw bezmięsnych, ale również pozbawionych nabiału oraz jaj. Warto wspomnieć, że rachunki królewskie odnotowują osobne zamówienia żywności do kuchni króla i królowej, a bywało czasem, że odrębne zakupy zamawiano także dla dzieci królewskich. Posiłki dla rodziny królewskiej przygotowywane były w trzech bądź czterech kuchniach i spożywane zazwyczaj przy osobnych stołach.

Rachunki z dworu Jagiellonów poświadczają, że w jadłospisie królewskim w dni postne pojawiały się przede wszystkim ryby świeże, solone, wędzone i suszone. Czasem sprowadzano beczki solonych śledzi z Gdańska oraz suszonego dorsza (sztokfisza). Z pobliskich miejscowości, Proszowic i Niepołomic, pozyskiwano karpie i szczupaki, które wraz z innymi rybami słodkowodnymi stanowiły główne menu postne. Jadało się je w formie zupy rybnej oraz jako pieczyste z chlebem (w przypadku rodziny króla było to białe pieczywo), ale również z pierogami czy kluskami. W opracowanych przez Urszulę Borkowską przepisach kulinarnych ostatnich Jagiellonek zachowała się instrukcja, jak przygotować galaretę z ryb, niezmiernie wówczas wykwintną. Mianowicie, posypywano ryby migdałami, zagęszczano roślinnym składnikiem — ślazem, długo gotowano, mieszano z winem, octem, cukrem i przyprawami korzennymi, a w zależności od koloru, jaki miała mieć galareta, zabarwiano szafranem, sokiem z wiśni lub liśćmi pietruszki. Następnie odstawiano do piwnicy, by stężała. Obowiązkowe były na stole – podobnie jak dziś – grzyby, między innymi (znane z rachunków królowej Anny Jagiellonki) solone rydze.

Dworzanie w Wigilię zapewne pracowali krócej, zgodnie ze zwyczajem dostawali diety bądź w postaci pożywienia, bądź w monecie, bezpośrednia służba władcy jadła to, co pozostało ze stołu króla. Być może ważniejsi urzędnicy otrzymywali osobny wikt. Duża część służby musiała jednak sama zadbać o posiłek. Nie wiemy, czy była tradycja wieczornej, wigilijnej wieczerzy, czy król składał życzenia dworzanom, czy śpiewano wówczas kolędy, chociaż były znane już od średniowiecza. Z całą pewnością w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia każdego chrześcijanina obowiązywało uczestnictwo we mszy świętej. Z rachunków królewskich dowiadujemy się, że król i jego rodzina składali ofiary podczas mszy pasterskiej o północy 24/25 grudnia oraz następnego dnia. Czy władca, jeśli przebywał wówczas w Krakowie, brał udział w nabożeństwach z poddanymi (a przynajmniej tymi wybranymi) w prezbiterium katedry krakowskiej? Być może, ale trzeba też pamiętać, że obecność króla mogła nie mieć charakteru oficjalnego, mógł on incognito przebywać na emporze bądź jak królowa Bona w Kaplicy Mariackiej lub nawet w innym krakowskim kościele...

Po rannej mszy świętej i zakończonym poście siadano do śniadania świątecznego. Niewykluczone, że z okazji takiej uroczystości para królewska ucztowała wspólnie. Stoły obsługiwała osobna służba: kuchmistrz, krajczy, stolnik i podczaszy, obruśny nakrywał stoły długimi, haftowanymi obrusami, a kredensowy zajmował się bogatymi zastawami stołowymi oraz misami i dzbanami przeznaczonymi do obmywania rąk podczas uczty. A na stół wracały potrawy mięsne, możliwe, że bardziej wystawne, na podobieństwo znanych z opisów i rachunków: pieczone i dekorowane łabędzie, pawie, zające czy dziczyzna. Towarzyszył im chleb oraz bardziej wyszukane dodatki, jak kasza jaglana, kasza manna, ryż oraz warzywa, w tym w dużej ilości kapusta, groch i rzepa. Deserem, w zależności od rangi uroczystości, mogły być torty, ciasta z jabłkami lub cynamonem (plaskury), zabarwiane na żółto szafranem i słodzone miodem. Ciekawostką jest, że piernik, tak charakterystyczny dla świąt Bożego Narodzenia, był w XVI w. niemal codziennie na stole królewskim, na przykład Barbary Radziwiłłówny.

Wenerowanie świąt trwało do końca oktawy Bożego Narodzenia. Szczególnie istotne i symboliczne dla monarchów było święto Trzech Króli (Objawienia Pańskiego). Wtedy to, podczas mszy, panujący składał ofiarę w postaci złotych monet, nawiązując tym samym do darów biblijnych Mędrców. Znana jest także tradycja świeckich prezentów od króla. Na Nowy Rok dworzanie konni otrzymywali owies oraz pewną liczbę łokci sukna na nowe ubranie. Być może, podobnie jak w Anglii, gdzie prezentami noworocznymi od władcy były rękawiczki (niejednokrotnie prawdziwe dzieła sztuki), tak i u nas monarchowie szczodrze obdarowywali dworzan.

 

Na zdjęciu, Wawel, fragment fryzu w sali Poselskiej / fot. Andrzej Pilichowski-Ragno


Grudniowy numer „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl