Samochód w mieście: błogosławieństwo czy przekleństwo? / Jacek Balcewicz

Email

Trzydzieści zdjęć przedstawia parkingi kubaturowe niemal z całego świata. Podziemny parking w niemieckim uzdrowisku Baden Baden na skraju Schwarzwaldu widać jak na pionowym przekroju. U góry, bezpośrednio nad nim rośnie zieleń, w tym także drzewa. To w tym mieście Fiodor Dostojewski napisał „Idiotę” i „Gracza”, dzisiaj to także ulubione miejsce Rosjan. Tych bogatych, którzy regenerują tu swoje witalne siły oraz elegancko zabijają czas np. grą w historycznym kasynie, i tych biedniejszych, którzy pracują na zapleczach hoteli i restauracji, a w wolnych chwilach zbierają wielkie kartonowe pudła. W chińskiej części Singapuru 20 piętrowemu blokowi mieszkalnemu towarzyszy pięciopiętrowy parking naziemny. Na tej egzotycznej wyspie należącej do miasta-państwa kierowcy nie mają tanio. Płacą za wszystko, najpierw za sam przywilej posiadania samochodu i miejsce na parkingu, ale także przejazd ulicami. Bramki co kawałek naliczają opłaty: autobusom komunikacji miejskiej, taksówkom, samochodom prywatnym, a nawet motocyklom – wszystkim bez wyjątku. Pojedyncze stawki nie są wysokie, ale konsekwentnie i bezwzględnie stosowane.

Dzięki temu na wyspie da się żyć i w zasadzie nie ma korków. Można też spotkać auta zaliczane do grupy najdroższych na świecie. Układ urbanistyczny współczesny Singapur zawdzięcza Polakowi Krystynowi Olszewskiemu, zaś nad inżynierią ruchu pracował przez wiele lat jego syn Piotr Olszewski – obecnie profesor Politechniki Warszawskiej. W Wiedniu niezbyt gustowny parking naziemny zachęca do skorzystania. Kusi darmowymi godzinami. Do 19-tej 2 godziny gratis, po 19-tej aż 3 darmowego postoju. W Lipsku stalowa konstrukcja naziemnego parkingu została bardzo ładnie zarastrowana bambusowymi prętami, które konweniują z wybiegiem dla żyraf pobliskiego ogrodu zoologicznego. W Neckarsulm niewielkim miasteczku koło Stuttgartu, gdzie Audi produkuje wszystkie swoje sportowe modele, zaś kwatery główne mają dwie znane także w Polsce sieci handlowe Kaufland i Lidl - stalowa konstrukcja naziemnego parkingu wygląda jak fantom na lekcji anatomii, dokładnie widać szkielet oraz  nity i śruby. Tu wcale nie musi być ładnie. Ma być tanio i funkcjonalnie. A jakby okazała się, że parking jest niepotrzebny, albo teren potrzebny jest akurat pod inną budowlę – łatwo i szybko można go zdemontować i przenieść w inne miejsce. Bałkany mają swoja specyfikę wyłaniającą się z chaosu, który da się jednak okiełznać. W Dubrowniku swój specjalny wydzielony parking mają jednoślady, a obok na placyku okolonym murkiem stoją upchane do granic możliwości samochody. Podobnie jest na zapleczu hotelu Fairmont w… Monte Carlo, z dachu którego można podziwiać tor Formuły 1 i jednakowo blisko jest do kasyna, co na plażę wyjątkowo lazurowego w tym miejscu Morza Śródziemnego. Tylko samochody są znacznie lepsze niż w Dubrowniku. Ale nikomu nie przeszkadzają. Najbardziej intrygujący jest jednak podziemny parking w Norymberdze. Jego boczne ściany stanowią masywne fundamenty miejskich fortyfikacji. Dla przyjezdnych, to niezła forma edukacji historycznej. W Krakowie konserwator zabytków na samą myśl takiej koegzystencji dostałby zapewne zawału serca. I skutecznie mówi nie dla lokalizacji parkingów pod placem Wolnica czy ulicą Szeroką. W ciągu ostatniej dekady w Krakowie doczekaliśmy raptem trzech ogólnie dostępnych miejskich parkingów kubaturowych w centrum miasta. Dwóch podziemnych (Plac Na Groblach i pod placem przed Muzeum Narodowym) oraz jednego naziemnego: na tyłach hali „Korony” zwany oficjalnie Stare Podgórze. Każda z tych realizacja okupiona była pasmem konsultacji i licznych protestów. A wszystko zaczęło się od parkingu pod Placem Na Groblach, gdzie hiszpański inwestor założył, że gwarantem powodzenia finansowego jego przedsięwzięcia będą w pierwszym rzędzie portfele najbliższych sąsiadów. Hiszpanie mieli jednak w Krakowie kiepskich doradców, którzy nie uprzedzili ich, że przy Placu Na Groblach mieszkają najbardziej wpływowi obywatele tego miasta i zwyczajnie nie pozwolą na gmeranie im w portfelach.

Upadające lokalizacje

Zła fama bardzo szybko rozeszła się. I każda próba lokalizacji nowego parkingu zaczęła wzbudzać protesty okolicznych mieszkańców. Uzasadnione i wydumane. Ale z reguły skuteczne. A tymczasem to mieszkańcy powinni być naturalnym sojusznikiem przy budowie nowych parkingów. Pod jednym warunkiem, że ich potrzeby parkingowe zostaną zabezpieczone na godziwych zasadach. Tak stało się w Poznaniu, gdzie po uruchomieniu parkingu podziemnego pod Placem Wolności zaoferowano mieszkańcom tzw. abonamenty nocne za symboliczną opłatą. Kupcy spod Hali Targowej skutecznie zablokowali lokalizację parkingu właśnie w tym właśnie miejscu, choć są tylko dzierżawcami czy czasowymi użytkownikami straganów. Nie pomogły zapewnienia, że w czasie budowy będą mogli korzystać z Placu Wolnica, a w przyszłości klienci parkingu będą przecież także ich klientami. Co znacznie ich uprzywilejuje w porównaniu z innymi placami targowymi. Z powodu protestu mieszkańców upadła lokalizacja pod placem Sikorskiego, choć do Instytutu Onkologii przyjeżdżają i są przywożeni pacjenci z połowy Polski. I ten parking choćby z tego powodu był w tym miejscu bardzo potrzebny. Podobnie było z lokalizacjami pod Placem Biskupim i Placem Inwalidów. Mieszkańcy doprowadzili także do uchylenia „wuzetki” na „Olimpijkę” przy Dietla, chociaż w międzyczasie znaczną część działki zajęła stacja trafo zasilająca szybki tramwaj miejski. Z technicznego punktu widzenia realna jest budowa parkingu w tym miejscu sięgającego nawet pod skrzyżowanie ulic Dietla i Starowiślnej. Ale trudno sobie wyobrazić wyłączenie z ruchu na czas budowy tego skrzyżowania nie tylko drogowego, ale przede wszystkim tramwajowego. Nie mówiąc o tym, że w myśl obowiązujących przepisów operator takiego parkingu będzie musiał wnosić opłaty za permanentne zajęcia pasa drogowego. Dzisiaj technologie stosowane przez współczesne budownictwo inżynieryjne nie mają ograniczeń jest tylko kwestia kosztów tak budowy jak i późniejszego utrzymania, którą trzeba będzie zderzyć z ceną za postój którą kierowcy będą gotowi zapłacić. Czasami do protestu przeciwko parkingom wkraczają politycy. Pikieta przed Elefantem była chyba skuteczna, bo przyniosła wygraną i wysokie stanowisko rządowe. A inwestor wziął na przeczekanie i wyniósł się na Śląsk. A poszło o 250 miejscowy parking na zapleczu, który warunkował rozpoczęcie procesu rewitalizacji kilku sąsiednich kamienic i dawał nadzieję na ich nowe, drugie życie. - Program budowy parkingów w Krakowie zakłada ich budowę w obrębie II obwodnicy i poza nią. Jego celem jest uwolnienie ulic od samochodów, które można powiedzieć zalegają na nich, a nie parkują, bo bywa że przez miesiąc nie są ruszane z miejsca. Mamy wytypowane ok. 40 lokalizacji – mówi Łukasz Szewczyk zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej UMK . Dążymy do tego aby parkingi typu P&R były usytuowane na wszystkich głównych wlotach do miasta, chcemy aby były one zintegrowane w przystankami tramwajowymi, a także przystankami szybkiej kolei aglomeracyjnej. Docelowo wszystkie przystanki budowanej w tej chwili linii będą docelowo wyposażane w tego rodzaju parkingi. Ideałem by było aby wybudować jak najwięcej tego rodzaju parkingów, aby w możliwe największym stopniu przechwycić ruch skierowany w stronę miasta.


Doświadczenia Budapesztu pokazują jednak, że dojeżdżający do pracy w centrum miasta własnymi samochodami niezbyt chętnie przesiadają się na komunikację publiczną. Każdy chce dojechać jak najbliżej swojego miejsca pracy – mówi o tym Laszlo Böröcz wiceburmistrz V Dzielnicy Budapesztu. Podobne doświadczenia są w Warszawie. Ludzie nawet za cenę stania w korku chcą dojechać samochodem jak najbliżej centrum, by jak najpóźniej przesiadać się na komunikację miejską.

Jedno mieszkanie – jeden abonament

Budapeszt ma znacznie dłuższe i bogatsze doświadczenia parkingowe niż Kraków. W Budapeszcie mieszkańcy parkują na ulicach za darmo. Ale na jedno mieszkanie przysługuje tylko jedna bezpłatna karta parkingowa. W parkingach podziemnych i naziemnych należących do samorządu mogą korzystać ze zniżek. Dzielnica zachęca prywatnych inwestorów do budowy parkingów. Decydując się na budowę podziemnego parkingu mogą liczyć na zgodę na wyższy o 1 do 1,5 kondygnacji budynek. Władze nakłaniają preferencjami i dotacjami także do adaptacji piwnic pod budynkami na miejsca postojowe dla samochodów. W Krakowie natomiast piwnice zamieniane są na puby i bary. Bywa też odwrotnie, że zaprojektowane uprzednio w piwnicach miejsca postojowe stają się… zapleczem kuchennym dla otwieranej na powierzchni restauracji.

- My w zasadzie zapomnieliśmy po co wprowadzono strefę płatnego postoju – mówi Piotr Kącki prezes spółki Miejska Infrastruktura. Po to aby zracjonalizować wykorzystanie deficytowej przestrzeni i zmusić pojazdy do rotacji. A tymczasem najdroższy abonament na okaziciela na wszystkie strefy kosztuje tylko 250 zł miesięcznie wcale temu nie sprzyja. Za 100 zł abonament mają samochody elektryczne lub hybrydowe oraz organizacje społeczne czy polityczne, za 50 zł mikroprzedsiębiorcy, za 10 zł mieszkańcy. Mimo tego można spotkać takich, którym 50 zł czy nawet tylko 10 zł miesięcznie krzywduje się i parkują „na krzywy ryj” komarując w miejsach, w których teoretycznie stać nie wolno. Jeszcze innym zjawiskiem jest wyłudzanie abonamentów na podstawie fikcyjnych meldunków, cesji czy użyczeń. – Takimi działaniami mieszkańcy sami sobie pogarszają i tak trudną sytuację – komentuje Piotr Kącki i zapewnia o nieuchronności egzekucji kar za parkowanie bez opłaty. A marchewką ma być uruchomienie pilotażowej aplikacji, która w rejonie Placu Matejki, ulic Warszawskiej, Ogrodowej i Szlak będzie wskazywała wolne miejsce postojowe i naprowadzała na nie. Ma to ułatwić życie i odkorkować to miejsce, a także poprawić bezpieczeństwo, bo kierowca skupiony na nerwowym poszukiwaniu wolnego miejsca może dość łatwo nie zauważyć pieszego czy rowerzysty…

Nie ma obowiązku

- Budowa parkingów nie jest zadaniem własnym Gminy – zauważa Łukasz Franek wicedyrektor ZiKiT ds. transportu. Miasto buduje parkingi, bo takie są oczekiwania społeczne. Ale zostawmy na moment na boku sytuację bieżącą i wybiegnijmy w przyszłość na 20-30 lat. Jeśli sprawdzą się wizję futurystów i upowszechni idea współdzielenia to samochód przestanie być obiektem marzeń i dobrem potwierdzającym status materialny – mówi. Jest przecież narzędziem wykorzystywanym minimalnie, bo używamy go przez godzinę, może półtorej dziennie. A potem przynosi nam same kłopoty, trzeba się martwić gdzie go zaparkować… Powinny zatem upowszechnić się wypożyczalnie, więc dzisiaj warto budować parkingi, by za jakiś czas stały się składowiskami samochodów przeznaczonych na wynajem. A na dzisiaj przydałby się parking dla gości odwiedzających Kazimierz. Póki co mogą korzystać z parkingu „Stare Podgórze” za „Koroną”, ale czy będzie im się chciało jechać jeden przystanek tramwajem i wydać dodatkowe pieniądze na bilet. W ramach Tygodnia Mobilności administrator parkingu przygotował rabaty.

Knajpa zamiast samochodów


Czy uwalniana przez samochody przestrzeń na chodnikach zostanie zwrócona pieszym ? W centrum miasta czeka nas mała rewolucja, gdyż wojewoda przypomniał o zawartej w przepisach od co najmniej 20 lat zasadzie 1,5 metra wolnej przestrzeni dla pieszych i dość spora ilość miejsc postojowych w wielu miejscach centrum miasta zniknie.

Czy wejdą w to miejsce ogródki gastronomiczne? Tak jak stało się to na ulicy Szerokiej, którą dla lepszej widoczności zabytkowej pierzei uwolniono kiedyś od samochodów. Wpływy z ogródków gastronomicznych w sercu Starego Miasta przynoszą według informacji z Magistratu tylko 3 mln złotych – mówi Tomasz Daros przewodniczący Rady Dzielnicy I Kraków Stare Miasto. Dziwi się temu wiceburmistrz Böröcz. – Dzielnica V w Budapeszcie jest o połowę mniejsza od Starego Miasta, a nasze wpływy z tego tytułu wynoszą 10 mln zł. Stawki są zróżnicowane. Jeżeli miejsce jest zrewitalizowane to są odpowiednio wyższe. Te pieniądze to ważna pozycja w budżecie V Dzielnicy – zapewnia Laszlo Böröcz. Ceny w budapesztańskiej gastronomii są zbliżone do tych w Krakowie. VAT na Węgrzech jest wyższy niż Polsce, zatem dość łatwo skonstatować, że ta gigantyczna różnica wędruje do kieszeni właścicieli krakowskich lokali. Nic więc dziwnego, że tak zabiegają o ogródki, których powierzchnia z roku na rok rośnie. Przy ulicy Bożego Ciała na Kazimierzu kierowcy od kilku lat, na lato, regularnie tracą na rzecz gastronomi co najmniej 5 uprzednio wyznaczonych tu miejsc postojowych. Czy rekompensują administratorowi strefy parkowania utracone przez niego wpływy? Wątpię!

Fakty czy mity

Czy budowie parkingów ma towarzyszyć likwidacja miejsc postojowych na powierzchni ? Czy parkingi w centrum miasta generują dodatkowy ruch czy też go uspokajają ? Czy programowe utrudnianie życia kierowcom sprawi, że przestaną przyjeżdżać do centrum miasta ? Każdy na te pytania ma swoją odpowiedź, której gotowy jest bronić do upadłego. W niemieckich miastach przy krawężniku parkują mieszkańcy, a goście maksymalnie do dwóch godzin. Na dłużej trzeba zjechać pod ziemię lub udać się do parkhausu. I tu też są różnice - regulowane stawkami. Jedne obiekty przyjmują pojazdy na kilka godzin, w innych za niewygórowaną odpłatnością można stać nawet kilka dni. Zaskoczeniem może być to, że w Niemczech nie ma szczegółowych wytycznych dotyczących budowy parkingów. Dzięki temu powstają one tam, gdzie są potrzebne, nawet za cenę ciasnych, niewygodnych dla kierowców zjazdów czy wyjazdów. Londyn i Sztokholm już od pewnego czasu stosują opłaty za wjazd do miasta. - Dzięki temu po Londynie jeżdżą teraz głównie autobusy miejskie i taksówki – mówi prezes Piotr Kącki. Do wprowadzenia opłat korkowych przymierza się także Budapeszt – sygnalizuje wiceburmistrz Böröcz. Wszystkie te trzy miasta mają jednak znakomicie funkcjonujące od wielu lat metro, które stanowi mocny kręgosłup systemu publicznego transportu. Czy nie odstraszy to turystów? A tymczasem, póki co, połowa odwiedzających Kraków to turyści zmotoryzowani. Turysta z własnym samochodem ma jedną zaletę, nie ogranicza się w zakupach, co przekłada się wprost na ilość zostawianych pieniędzy. Pasażer tanich linii lotniczych kupujący bilet z opcją „tylko bagaż podręczny” kupuje przed odlotem co najwyżej butelkę alkoholu na lotnisku.