Email

Dokładnie 80 lat temu trwały gorączkowe przygotowania do podróży poślubnej pewnej holenderskiej pary młodej. Księżniczka Juliana, córka panującej naonczas na tronie orańskim królowej Wilhelminy, a zarazem następczyni tronu, poślubiła bowiem niedawno niemieckiego księcia Bernharda zur Lippe-Bisterfeld. Państwo młodzi po ślubie, który odbył się 7 stycznia 1937 r., postanowili odbyć podróż poślubną w całkowitej tajemnicy, zwłaszcza przed dziennikarzami i fotoreporterami. Rozpuszczano więc wieści, iż jej celem będzie Innsbruck albo jeden ze szkockich zamków. Tajemnica była tak ścisła, że ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Hadze dopiero 10 stycznia 1937 roku dowiedziała się z oficjalnego komunikatu, że hrabiostwo von Sternberg – na takie nazwisko wystawione zostały paszporty dyplomatyczne pary książęcej – przekroczyli pociągiem granicę niemiecko-polską i przyjechali do Krynicy Zdroju, jak wówczas nazywało się to miasteczko.

Wcześniej jednak Krynicę wizytował dziennikarz holenderskiej agencji prasowej ANP, który na kilka dni zatrzymał się w domu wypoczynkowym Patria, niedawno wybudowanym i stanowiącym własność znanego śpiewaka operowego Jana Kiepury. To właśnie tam mieli zatrzymać się księżniczka Juliana i jej mąż, który był znajomym śpiewaka. W półtorej doby po przybyciu pary książęcej do Krynicy dotarł tam specjalny wysłannik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, radca Szczęsny Zaleski, który miał roztoczyć opiekę nad dostojnymi gośćmi.

Radca zaczął od posłania kwiatów księżnej Julianie w imieniu ministra spraw zagranicznych i zameldował się u księcia Bernharda. Ten ubolewał, że nie może radcy od razu przedstawić swej żony, ale uległa ona lekkiej grypie. Książę skarżył się także na natarczywość dziennikarzy i fotografów, bo już sam fakt ich myszkowania po Patrii denerwował przybyszów z Holandii. Radca Zaleski w swej notatce po wizycie (znajduje się ona w Archiwum Akt Nowych w Warszawie) pisał, iż owo myszkowanie „jest źródłem rozmaitych, kompromitujących poziom prasy polskiej doniesień opartych na domysłach lub – co gorzej – na informacjach od służby”. Radca postarał się – częściowo w drodze perswazji, wyciągając konsekwencje z nietaktów przedstawicieli środków masowego przekazu, nawet grożąc konfiskatą klisz i aparatów – o wyjazd korespondentów z Krynicy. A byli wśród nich przedstawiciele najpopularniejszych wówczas gazet: „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, „Kuriera Warszawskiego” czy „Gońca”. Warto przypomnieć, że to właśnie wtedy z Krynicy do Krakowa na ul. Wielopole, gdzie była siedziba redakcji IKC, wysłany został słynny potem w kołach dziennikarskich lakoniczny telegram „Królowa w Krynicy”, który spowodował najazd dziennikarzy na uzdrowisko. W związku z tym rozważano również możliwość przeniesienia pary książęcej z hotelu do tzw. Dyrektorówki. Książę Bernhard nawet odwiedził ten budynek, ale Jan Kiepura zatelefonował bezpośrednio do księcia, by pozostał w hotelu. Jednocześnie dziennikarze opuścili Krynicę.

W czasie choroby żony książę Bernhard wyjeżdżał w góry tzw. saniami zakładowymi (jak widać niepotrzebna była kolejka na Jaworzynę) w towarzystwie ppłk. Szlaszewskiego i komandora Durskiego-Trzasko, którzy przebywali na wczasach w Wypoczynkowym Domu Oficerskim. Ochronę narciarskich wycieczek księcia Bernharda stanowiło dwóch agentów Policji Państwowej, przebranych w stroje narciarskie, pod osobistym nadzorem kierownika miejscowego komisariatu PP. Później zaś, już po powrocie do zdrowia księżnej Juliany, do grona narciarzy dołączyły także żony polskich oficerów. Po zakończeniu swych urlopów oficerowie wraz z małżonkami zaproszeni zostali na herbatkę i obdarowani przez parę książęcą ich fotografiami z dedykacją.

O ile radcy Zaleskiemu przeszkadzała obecność w Krynicy polskich dziennikarzy, o tyle ze zrozumieniem przyjął wizytę operatorów – jak to określił – wielkich przedsiębiorstw filmowych, jak Paramount, Associated Press czy Fox, a także operatora filmowego oficjalnej Polskiej Agencji Telegraficznej i kilku operatorów holenderskich. Wszyscy oni w czasie choroby księżnej Juliany, która trwała około tygodnia, zachowywali się bez zarzutu – pisze radca – a wykonywane przez nich zdjęcia i filmy miały niewątpliwie dużą wagę propagandową. Po tygodniu od przybycia pary książęcej do Krynicy zjechali także z Wielkopolski polscy przyjaciele księcia Bernharda: właściciel stadniny w Iwnie Józef Mielżyński-Wichliński i jego krewni, państwo Kurnatowscy. Mniej więcej w połowie zaplanowanego przez holenderskich gości pobytu w Polsce do Krynicy przyjechał wraz z małżonką właściciel Patrii Jan Kiepura.

 

(...)

 

Całość artykułu w styczniowym numerze „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl