Email

 

 

 

 

 

 

Babcia sprzed lat to zapach ciasta, herbata z malinami albo mleko z miodem na przeziębienie. U babci można było bałaganić, zmieszać kaszę z mąką, wywlec garnki na środek kuchni i szyć najprawdziwsze ubranka dla lalek. No, a dziadek znał odpowiedzi na wszystkie pytania.

Dziadkami zostajemy średnio w wieku 54 lat. To oznacza, że większość z nas ma wnuki przez mniej więcej jedną trzecią swojego życia. Beata i Bogdan wpisują się w te statystyki, dlatego w drzwiach ich mieszkania, na jednym z krakowskich osiedli, wita nas Oliwka.

Jest u siebie, czyli u dziadków. To dla niej wstawili do salonu łóżeczko, a gdy podrosła – także fioletowe biurko, żeby sobie wygodnie siedziała, jeśli najdzie ją ochota na rysowanie. Obok umieścili wielkie pudło na zabawki. Oliwka może je stamtąd wyrzucać. Ale potem babcia Beata pilnuje, żeby wnuczka, choć ma dopiero dwa latka, umiała po sobie posprzątać.

Bo babcie i dziadkowie tacy właśnie są. Wymagają, ale też tulą, czytają, opowiadają, a przy okazji uczą. I czują się za wnuki odpowiedzialni. Pilnują ich bardziej niż kiedyś własnych dzieci. – Mamy wnusię pod opieką, a że jest ruchliwa jak żywe srebro, lepiej nie spuszczać małej z oczu. Bardzo ją przy tym kochamy – potwierdzają dziadkowie Oliwki.

Dziewczynkę uwielbia też Figa, szalony jamniczek, który dba, żeby miłość pańci i pana nie przeszła w całości na małego człowieczka z kucykiem na głowie. A Oliwka wie, że z pieskiem można się wesoło pobawić, ale psi ogon nie służy do szarpania. Figa cierpliwie znosi pieszczoty małej sublokatorki. – Dobrze to pani powiedziała: „sublokatorki” – śmieje się dziadek Bogdan. – Są tygodnie, że wnusia spędza u nas nawet cztery dni. Rodzice pracują, więc im pomagamy. Nie bez przyjemności. Zresztą przy wnuczce odkryliśmy w sobie z żoną jakieś nieznane dotąd pokłady cierpliwości i wyrozumiałości. Oliwka może sobie na więcej u nas – niż na przykład u rodziców – pozwolić. I chyba o tym wie, bo na ogół z tego korzysta.

***

Podejście dziadków do wnucząt zmieniło się na początku lat 60. ub. wieku. Współcześni mają lepsze wykształcenie i znacznie mniej czasu dla wnuka „na co dzień”, niż to kiedyś bywało. Tymczasem według naukowców z Instytutu Geriatrii King’s College London kilkanaście godzin w tygodniu spędzone w towarzystwie wnuków poprawia stan zdrowia i samopoczucie dziadków. Wielu dziadkom narodziny wnuka i opieka nad nim dają poczucie bycia kochanym i potrzebnym. A dziadkowie, którzy czują się potrzebni, bardziej o siebie dbają, bo chcą dotrzymywać wnukom tempa.

Beata i Bogdan przyznają, że z wnuczką robią rzeczy, o które by siebie w tym wieku nie podejrzewali; chodzą na czworakach, polubili na nowo rysowanie i rzucanie piłką. Dużą radość sprawia im obserwowanie kolejnego pokolenia, którego wnusia jest przedstawicielką. – A na dodatek podczas przeglądania rodzinnych albumów zauważyliśmy, że Oliwka jest do mnie bardzo podobna. Na zdjęciach sprzed lat wyglądam jak jej siostra – mówi Beata.

Babcia dba też o to, żeby wnusia, która jest niejadkiem pierwszej wody – jednak coś zdrowego i smacznego miała na talerzu. – Najbardziej lubi zupę pomidorową, budyń i naleśniki z dżemem. To gotuję jej tę zupę i smażę naleśniki. Lubią też we trójkę chodzić na spacery. Jest wtedy okazja do rozmowy o ptaszkach, drzewach, kałużach, listkach i słoneczku. W programie są też na ogół huśtawki, piaskownica, pobliski park, zabawy z dziećmi. Nie zawsze ten spacerowy plan znajduje uznanie u Oliwki – zwłaszcza gdy dziadkowie chcą wracać, a ona nie. Wtedy przydaje się babcino – dziadkowa cierpliwość.

***

Naukowcy potwierdzili, że emocjonalny związek między dziadkami i wnukami może znacząco wpłynąć na rozwój edukacyjny, psychologiczny i społeczny dzieci. Jest też kluczem do dobrych relacji w przyszłości. Dziadkowie biorą wszak udział w uroczystościach rodzinnych, rozpieszczają smakołykami, opowiadają ciekawe historie, opiekują się maluchami, niosą pomoc w nagłych wypadkach, doradzają starszym wnukom, pomagają w szkole.

Dziadkowie mogą też podnieść samoocenę wnuków i ich pewność siebie, dając im wsparcie emocjonalne i działając jak bufor w sytuacjach stresujących. Bywają też wzorem do naśladowania, bo choćby to, w jaki sposób dziadkowie podchodzą do swojego wieku, w jakiej są kondycji, jak postrzegają starzenie się, może zmienić postawę życiową dorastających wnucząt.

Z upływem lat role się odwracają, a wnuczęta, które doświadczyły opieki dziadków, potrafią i chcą odwzajemnić się równie serdecznie. Natalia, dziś dwudziestoparolatka, wciąż pamięta gotowanie z babcią prawdziwej zupy jarzynowej. To babcia zaplatała jej warkoczyki, upinała koczki, wiązała kokardy. Opowiadała o wojnie, o ciotkach i prawujkach. Wakacje z dziadkami to były niezapomniane tygodnie: spacery, wycieczki do lasu, kąpiele w rzece. – Babcia Jasia nie ruszała się z domu bez kanapeczek i zawsze miała pod ręką wodę z domowym sokiem malinowym do picia. To babcia opatrywała rozbite kolana, tuliła i pocieszała. – Gdy byłam starsza i już nie wymagałam opieki, wiedziałam, że zawsze mogę do niej wpaść. Że będzie mieć dla mnie dobre słowo i coś słodkiego w kredensie. Po latach babcia zachorowała, a Natalia zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo ją kocha. I że przyszedł czas na zmianę. Teraz to wnuczka była silna, masowała babcine ręce, karmiła, czytała gazetę.

Kama, dziś już dorosła kobieta, mówi że rodzice mamy pokazali jej, jak mieć otwarte serce. – Dziadek Staszek odprowadzał mnie do przedszkola i odbierał mnie stamtąd, najwcześniej jak było można. Mieliśmy też z dziadkiem swoje tajemnice. Jedna była słodka: zdarzało się, że niby to przypadkiem dziadek przechodził obok ogrodu, w którym bawiła się moja przedszkolna grupa. Wołał mnie wtedy do ogradzającej plac zabaw siatki, żeby zapytać jak leci. A na odchodnym wciskał mi w rękę batonik. Po latach, gdy już nie mógł chodzić, to ja przychodziłam do niego na pogaduchy. Oglądaliśmy album pełen prasowych wycinków sprzed lat, których to on – mistrz Krakowa w ping-pongu – był bohaterem. A babcia wyjmowała z lodówki parówki, smażyła racuchy z jabłkami i cukrem pudrem albo wyczarowywała pyszny rosołek. – Jedz – mówiła – bo ty się uczysz, dziecko. Siłę musisz mieć.

Pierwszy odszedł dziadek, tuż przed Bożym Narodzeniem. A potem pochorowała się babcia. – A to ciśnienie, a to serce, a to operacja – opowiada Kama. Zbierała się do zdrowia długimi tygodniami, nigdy się nie poddawała. Gdy lekarz kazał jej ćwiczyć – ćwiczyła, spacerować – to spacerowała. Potem już tylko leżała. Ale wnuki o niej pamiętały.

Natalia babcię czesała i myła, żeby ładnie wyglądała i pięknie pachniała. Bo babcia zawsze była zadbana. – Podawałam jej lekarstwa, żeby nie cierpiała, zasypiałam obok trzymając ją za rękę, opowiadałam historyjki, czytałam, robiłam zakupy. A ona uśmiechała się do mnie. Gdy budziła się w nocy – po prostu byłam. Tak jak ona była, gdy jako dziecko miałam gorączkę, tak jak ona była, gdy trzeba było mi postawić bańki i przygotować płyn do płukania gardła.

***

Marysia wie, że jej babcia darzyła swoje wnuki czymś więcej niż tylko miłością. – To była miłość nad życie, czysta, dobra, anielska. Bo babcia Lidka była naszym aniołem, broniła, trzymała za rękę w trudnych chwilach. Dziś często mi się śni. Wracają w tych snach te wszystkie przyjemne wspomnienia, a ona jest w nich radosna i uśmiechnięta.

Babcia Marysi cieszyła się, że ma szczęście w życiu, bo ją wszyscy kochają i tak dobrze ją traktują. – A jak mogłoby być inaczej? To z babcią pierwszy raz piekłam ciasto, a gdy chorowałam, to babcia robiła mi inhalacje; stała z parasolką nad naszymi głowami, bo wtedy para nie uciekała i lepiej mi się oddychało. Babcia robiła kanapki „żołnierzyki”, czyli kwadraciki, które maszerowały do buzi jeden za drugim.

 

(...)

 

Całość artykułu w styczniowym numerze „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl