Email

 

 

 

 

Mieszkańcy Wolnego Miasta Krakowa (1815–46) to nie tylko osiadłe od dziesięcioleci mieszczańskie rodziny. Powszechną praktyką wśród ziemiaństwa – właścicieli mniejszych lub większych majątków w okolicach Krakowa – było równoczesne posiadanie domu w mieście. Zatrzymywano się tam, przybywając w interesach, ale też – najczęściej i najchętniej – dla zabaw i spotkań towarzyskich. Chłodne dni późnojesienne i zimowe szlachta spędzała w Krakowie, bo wówczas życie towarzyskie miasta nabierało niezwykłego natężenia. Niebagatelnym czynnikiem zasilającym kręgi najlepszego krakowskiego towarzystwa byli goście zjeżdżający z różnych polskich ziem. Wielu było utracjuszy, a „złota młodzież” chciała skorzystać z rozrywek miasta i atrakcyjnego towarzystwa. Szczególnie podczas karnawału Kraków ożywał. Był to okres najbardziej intensywnych zabaw.

W Wolnym Mieście Krakowie ton towarzystwu nadawały arystokratyczne rodziny, a uczestniczenie w balach przez nie wydawanych było zaszczytem. Józef Wawel Louis odnotował, że najbardziej liczące się bale, szczególnie w początkach istnienia Wolnego Miasta wydawali margrabiostwo Wielopolscy, Arturowie, Hermanowie i Alfredowie Potoccy, Karolowie i Józefowie Wodziccy, Działyńscy, Małachowscy, Przyrębscy, Załuscy, Lanckorońscy, Popielowie, Stadniccy, Badeni, Mieroszewscy czy Lubomirscy w Pałacu Spiskim, wynajmujący na bale sąsiednie Krzysztofory. Do nieco skromniejszych należały bale odbywające się np. u hr. Joanny Ledóchowskiej, Antoniowej Sołtykowej, Albertowej Męcińskiej, Wincentowej Gostkowskiej, Andrzejowej Goczałkowskiej, pułkownikowej Cedrowskiej, starościny Zboińskiej i prezesowej Nikorowiczowej – „drugim i trzecim rzędzie uprzejmych i miłych gospodyń”. Louisowi zawdzięczamy też informację, że salony niektórych dam, jak kasztelanowej Janowej Wielopolskiej, nie cieszyły się zbytnią popularnością z powodu „wiejącego w nich chłodu”. Centralnym punktem wytwornego towarzystwa był natomiast Pałac pod Baranami, siedziba Artura Potockiego słynąca z wielkiej gościnności gospodarzy i wystawności przyjęć. Być zaproszonym do Potockich pod Barany było zaszczytem.

Nowy Rok witano balem u prezesa Senatu Stanisława hr. Wodzickiego. Ponieważ do Krakowa przybywał wówczas tłum znamienitych gości, przeto nie każdy mógł liczyć na zaproszenie do Wodzickiego na inaugurującą karnawał zabawę. Chcąc uniknąć afrontów, ustalono, że równocześnie bal noworoczny wydawać też będzie Artur Potocki w Pałacu pod Baranami. Ze strony Stanisława Wodzickiego była to zapewne wymuszona uprzejmość, jako że Artur Potocki już od chwili zamieszkania w Krakowie zyskał sobie miano „przywódcy szlachty”. Goście balów karnawałowych wydawanych u Potockich rekrutowali się głównie spośród bogatego ziemiaństwa i arystokracji. Właśnie tam bale miały najbogatszą oprawę, znakomitą kuchnię i najlepszą służbę – wszystko to spełniało oczekiwania najlepszego towarzystwa. Na noworoczne bale w Pałacu pod Baranami proszono od 200 do 700 gości, a kosztowało to fortunę niewyobrażalną dla przeciętnego mieszkańca Krakowa.

Po tych dwóch noworocznych balach karnawał w Krakowie rozpoczynał się na dobre, a wszystkie liczące się pod względem towarzyskim rodziny prześcigały się w wystawnych przyjęciach, wspaniałościach kulinarnych i liczbie uczestników wydawanych przyjęć. Bywały bale składkowe, lecz bal prywatny, urządzany wyłącznie na koszt gospodarza, bardziej był ceniony przez towarzystwo. W karnawale, zazwyczaj dwa razy w tygodniu, bawiono się u Potockich w Pałacu pod Baranami, z takąż częstotliwością wydawali bale Wodziccy.

Sobiesław Mieroszewski wspominał, iż: „Balów krakowskich nie należało zwykłą mierzyć stopą, skoro z resztek po balu danym przez stryja Aleksandra [Mieroszewskiego], pani Grodzicka potrafiła dać trzy wieczory”. Franciszek Salezy Gawroński zaś pisał, że ciężko mu było zapamiętać wszystkie zaproszenia na karnawałowe bale, których codziennie w Krakowie odbywało się kilka. Przyjęcie zaproszenia na bal i bytność na nim była potwierdzeniem statusu towarzyskiego.

 

Zabawy kończyły się zwykle po północy, choć bywały i takie, jak np. u Stanisława Badeniego, gdzie bawiono się do świtu. Aniela Louis zapisała w swoich Wspomnieniach z lat dziecinnych, że sympatyczne karnawałowe spotkania czasem niespodziewanie przedłużały się: „W sobotę był wist u pani Seifert, największy z tych, jakie dotąd bywały. Panien było dużo. Tańczyliśmy wiele. Zmęczyłam się okropnie. Pan Seifert wziął do tańca Janową, piastunkę, z której pękałyśmy ze śmiechu. Na końcu tak jej zręcznie nogę podłożył, że upadła, a on na nią. Na końcu, około godziny 2, kiedyśmy się już wszyscy w płaszcze i chustki poubierali, pan Seifert powiedział, że to będzie maskarada i par force wszystkich na salę prowadzono. Ja nie chciałam iść, pan Józef Sokalski mnie wziął i wniósł na salę i tak obtańczył kilka razy salę. Majewski grał, myśmy się na nowo porozbierali i tańczyli ze dwie godziny”.

Podczas prywatnych bali tańczono tradycyjne tańce – polonezy, walce, mazury, czasem drabanta. Bywały przewidziane gry i zabawy, z których najpopularniejszą była zabawa „à la guerre”, w której wodzirej z dzwonkiem prowadził sznur tańczących po pomieszczeniach domu, często pokojach w amfiladzie. Atrakcjami zabaw tanecznych były kulinaria i kobiece stroje.

Chętnie urządzano też maskarady, zwane redutami, z których w pamięci krakowian przetrwał szczególnie bal kostiumowy w karnawale 1828 r. wydany dla miasta przez Artura Potockiego. Odbył się w hotelu Macieja Knotza (przy ul. Sławkowskiej) i wystawnością przyćmił inne towarzyskie wydarzenia. Wielu pamiętnikarzy wspominało, iż srebra zostały przywiezione z Łańcuta, ze staszowskich dóbr dostarczono zwierzynę i ryby, a kilku kucharzy pracowało przez tydzień bez wytchnienia. W tym balu kostiumowym uczestniczyło 600 gości, nie tylko z arystokracji, ale też „z miasta”, czyli wyższych urzędników, bogatych mieszczan i inteligencji. Zabawa trwała do rana. Rok później goście zrewanżowali się państwu Arturostwu Potockim, wydając u tegoż Knotza składkowy bal na 300 osób.

Oprócz arystokratycznych balów prywatnych, niedostępnych dla szerszej publiczności krakowskiej, odbywało się w czasie karnawału wiele zabaw publicznych organizowanych przez środowiska mieszczańskie czy organizacje społeczne, np. Towarzystwo Dobroczynności czy Towarzystwo Strzeleckie. Bale publiczne odbywały się najczęściej w wynajmowanym hotelu Knotza i przeważnie dochód z nich był przeznaczany na cele dobroczynne. W tymże hotelu w 1834 r. odbyła się maskarada, w której uczestniczyło około 450 osób „za biletami”. Balowicze poprzebierani byli m.in. w krakowskie i tyrolskie stroje, wielu gości było w strojach medyków. Karnawałowe maski były piękne i gustowne: „Intrygi masek wybornie szły, niejeden rad by odkryć, kto mu tajemnicę pożycia wyjawia, ale na próżno, gdyż tą razą maseczki umiały zatrzymać sekret”.

Józef Wawel Louis bale maskowe, czyli maskarady odbywające się w Wolnym Mieście Krakowie, uważał za nowość, która zyskała sobie wielkie powodzenie. Już w 1818 r. jakiś krakowski wierszopis napisał:

„Tu starzec u kobiet w niełasce

W młodzika uwija się masce.

Tam żonka pełna wybiegów

Wpośród młodzieży szeregów,

Od męża z daleka przechodzi.

Mąż sobie nawzajem słodzi

Tę niechęć pieszczotą innej”.

Inny zaś napisał satyryczny wierszyk:

„Gdy mężulek gniewem pała,

Jak maseczka powiedziała,

Że jest trochę uprzedzony

O wierności swojej żony”.

„Gazeta Krakowska” z 1840 r. podała wiadomość o trzech okazałych balach w hotelu Knotza, w których uczestniczyło po 700–800 osób „za abonamentem”. Bal wydał także, 24 lutego tegoż roku, rezydent rosyjski, który „zebrał w sobie to wszystko, co tylko wytworny smak z świetnością połączyć może”. Tańce rozpoczęły się o dziewiątej wieczorem, przerwano je na spożycie wieczerzy około pierwszej po północy, a zabawa trwała do piątej rano. „Gazeta Krakowska” wyliczała wszystkie odbywające się bale w znaczniejszych domach, gdzie tańczono do rana, a toalety pań były olśniewające.

 

 

Całość artykułu w styczniowym numerze „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl