Email

Niech nam gwiazdka pomyślności ...

Są znakami szczęścia i nadziei, siedliskami mitów i symboli. Mówi się, że to latarnie zgonów i narodzin. Towarzyszą nam szczególnie w czasie żegnania odchodzącego i witania nadchodzącego roku. Gołym okiem przy pogodnym niebie widać ich sześć tysięcy. A w teleskopach błyszczą ich nieskończone miliardy…

Gwiazdy. Od tysiącleci bito przed nimi pokłony, wznoszono ku nim modły. Dalekim nieziemskim zjawiskom oddawano cześć boską. Całe to migotliwe królestwo było bowiem widomym dowodem istnienia innego, niedającego się ogarnąć ludzkim umysłem świata, świadczyło o nieograniczonej wszechmocy niepojętych sił. Ojczyzną wiedzy o ciałach niebieskich jest Bliski Wschód. Tam obraz nocnego nieba przedstawia się najpiękniej, tam gwiazdy świecą najjaśniej. I dlatego nad Eufratem, Tygrysem, a także nad Nilem najczęściej spoglądano na roziskrzony nieboskłon. Te obserwacje pozwoliły lepiej urządzić się na Ziemi. Egipcjanie podzielili rok na 365 dni, Babilończycy wyznaczyli miesiące, tygodnie, doby, godziny, minuty.

Niezliczone światła rozsiane na wysokościach budziły zawsze lęk i trwogę, były skarbnicami nieodgadnionych tajemnic. Wierzono, że te migotliwe iskierki rządzą z daleka światem. Ich układy miały decydować o przebiegu wszystkich wydarzeń, określać losy każdego z ludzi. Stworzone przed prawie trzema tysiącami lat reguły stawiania horoskopów doskonalone są do dziś. Astrologia jest dziełem chaldejskich kapłanów. To oni byli czcicielami płynących z niebios srebrzystych blasków. W pismach klinowych Mezopotamii gwiazda była znakiem najważniejszego z bogów. Do dziś jeszcze istniejąca w Iraku sekta Sabejczyków na najwyższe ołtarze wynosi ten właśnie świetlisty znak. Późniejsze kultury i religie nie mogły już uwolnić się od chaldejskich tradycji. Dziedzictwo to przejął też zrodzony w bliskim sąsiedztwie Eufratu i Tygrysu judaizm.

W Starym Testamencie gwiazdy nie są już jednak bóstwami, ale pozostają na służbie Jahwe. Są lampami aniołów, obrazują mnogość synów Abrahama, wyrażają światłość przyszłego zbawienia. Głoszą chwałę Najwyższego, który ustanowił prawa niebios. Uprzedzają i przepowiadają wolę Boga. Kiedy kapłani Judei zdecydowali się w największym skrócie przedstawić sumę wiedzy o świecie – uczynili to za pomocą dwóch odwróconych i nałożonych na siebie równobocznych trójkątów. Ten znak to Pieczęć Salomona albo Puklerz Dawida, synteza odległych filozoficznych dociekań, nieprzebrany matecznik symboli. Figura odwrócona wierzchołkiem ku górze obrazuje sferę ducha, aktywności i postępu. Zaś ta skierowana w dół wyobraża materię, bierność i uwstecznienie. Ta gwiazda – dzisiejsze godło Izraela – jest wyrazem jednoczesnych zgodności i przeciwieństw, oznacza sprowadzenie wielości w jedność.

Asyryjsko-babilońskie i egipskie zdobycze z zakresu astrologii i geometrii na grunt europejski przeniósł Pitagoras. W stworzonej przez niego teorii matematycznej szczególna pozycja przypadła liczbie „pięć”. Była to bowiem suma pierwszej wielkości parzystej i następnej nieparzystej. Oparty na niej gwiezdny pentagram okazał się bliskim krewniakiem Pieczęci Salomona. I on stał się zagłębiem symboli. Wyrażał model ciała ludzkiego z umiejscowionym pośrodku pępkiem. Był symbolem zdrowia, wiedzy, natchnienia i siły. Obrazował połączenie żywiołu męskiego i żeńskiego. Pięcioramienna figura pitagorejska stała się wzorem późniejszej ognistej gwiazdy masońskiej. Ta płonąca jasność jest nie tylko znakiem wtajemniczenia, oznaką człowieka odrodzonego i zdecydowanego szukać świateł prawdy pośród otaczających go ciemności. Jest też środkiem mistycznego natchnienia, ogniskiem wszechświata. Dwa ramiona cyrkla i trzy boki murarskiej kielni także sumują się w piątkę, czyli liczbę uważaną przez starożytnych za idealną, złotą. Narzędzia murarskie były i pozostają nadal symbolami lóż masońskich. Przy ich pomocy zaprzysiężeni bracia wznoszą bowiem gmachy służące potrzebom ducha. Wszyscy oddający się temu dziełu uważają Boga za Wszechmocnego Architekta Świata.

Także i chrześcijaństwo nie mogło uwolnić się od kosmicznej symboliki. Z gwiazd ułożona została korona na głowę Marii, matki Chrystusa, na dowód, że jest królową światłości. Malowane na sklepieniach kościołów promieniste figury są obrazem ulatującej ku niebiosom siły duchowej, mają wyobrażać nieprzeliczone zastępy wiernych. Jaśniejsza od innych i świecąca o poranku jutrzenka – planeta oddana przez starożytnych we władanie Wenus – w pismach najdawniejszych teologów obrana została za tron Pana przepędzającego ciemności. Sześcioramienna gwiazda ułożona z dwóch znanych z Puklerza Dawida trójkątów przypominać ma pośrednictwo Matki Bożej pomiędzy niebem a Ziemią. Pitagorejski pentagram obrazuje pięć ran Zbawiciela.

Gwiazda betlejemska, ta, która objawiła nadejście Pana, na kultowych obrazach posiada osiem ramion. W swej poczwórności nawiązuje do krzyża. Nie od dziś próbuje się poznać jej tajemnicę. Skąd pochodziło wskazujące drogę do Betlejem światło? Wydaje się, że jego źródłem nie były koniunkcje planet, przeloty komet ani wybuchy supernowych. Ten blask był przedłużeniem wszechobecnej na Wschodzie tradycji astrologicznej, która ważne wydarzenia zawsze zapisywała na niebie. Była to więc zapalona w umysłach latarnia, pełna tak bardzo potrzebnej w chwilach przełomu symboliki.

I już na sam koniec o tym, o czym nie wypadało mi donosić na początku. Wiadomo, że każdy ma na niebie swoją gwiazdkę. Niech mi wolno więc będzie w tym miejscu wyznać, że u progu roku 2017 moja gwiazda nadal czuwa nade mną. Świeci mi już dłużej niż wielu innym ich gwiazdy. No bo 42 lata krócej cieszył się swoją gwiazdką Wyspiański, 41 lat krócej Chopin, 40 – Słowacki, 28 – Napoleon Bonaparte, 26 – Kochanowski, 24 – Dante, 23 – Mickiewicz, 22 – Szekspir i Piłsudski, 19 – Żeromski, 18 – Norwid, 15 – Prus, 10 – Sienkiewicz, 8 – Arystoteles. 3 lata cieszę się życiem dłużej niż sam Król Słońce, Ludwik XIV. Jestem równolatem Platona i Pitagorasa. 3 lata musi mi jeszcze świecić moja gwiazdka, bym dogonił Goethego, 9 lat brakuje mi do Michała Anioła, 10 do Wajdy, 19 do Ludwika Solskiego. Zobaczymy, może mi jeszcze nie zgaśnie.

Jeśli kogoś tłucze chandra w szarobure zimowe poranki, zachęcam, zróbcie sobie podobny bilans. Ulga gwarantowana. Niech nam gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie...!

 

Mieczysław Czuma

Tekst ze styczniowego numeru „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl