Email

Przywrócić Polskę Polakom

Jako prawdziwy Polak i patriota często rozmyślam w długie zimowe wieczory nad losami mojej ojczyzny. Dlaczego nasza historia jest tak pogmatwana, zawiła, chwilami niepojęta? Otóż i dochodzę do wniosku, że wszystko to wina władzy, tej najwyższej. Broń Boże, nie tej obecnej – tej dawniejszej. A to dlatego, że nasi niegdysiejsi królowie po prostu nie byli Polakami. A jeśli już, to w każdym razie nie tymi rdzennymi.

Taki pierwszy z Piastów, Mieszko. Coraz głośniej o tym, że wywodził się z wielkomorawskich książąt (za żonę wziął Czeszkę), inni za przodków przypisują mu wikingów (córeczkę Świętosławę wydał za Eryka, króla Szwecji). I co potem zrobił z Polską jeden taki Piast? Rozdrobnił, podzielił tak skutecznie, że brat bratu na długo stał się wilkiem. Później przyszli Jagiellonowie, to znaczy Litwini. Co z tego, że zaczęli z rozmachem? Obdzielili córkami wszystkie europejskie dynastie, a sami zeszli ze sceny we wstydzie, bez męskiego potomka. Walezy, wiadomo, Francuz. Świntuch, przypalał dziewkom włosy łonowe, na szczęście wyniósł się szybko. Ukradł z Wawelu widelec i wywiózł do Paryża. Batory: Węgier. Ogólnie starał się, ale język polski kaleczył do końca swoich dni. Wazowie przecież to Szwedzi. Mogliśmy mieć tron moskiewski, ruscy bojarzy błagali o to na kolanach. I co? Najpierw pogonili naszych z Kremla, potem ich potomkowie robili z nami co chcieli, a teraz nie chcą nam oddać wraku tupolewa. No i jeszcze Sasi. Sama nazwa już mówi, że to Niemcy. Niczego dobrego nie można było po nich się spodziewać, ci dopiero skatowali Rzeczpospolitą.

Pomijam całą miejscową familię elekcyjną, tych wszystkich Wiśniowieckich, Leszczyńskich, Poniatowskich, drobnicę pozbawioną choćby kropli krwi co ważniejszych europejskich dynastii. Wypomnę może tylko Sobieskiemu, że byłoby lepiej, gdyby zostawił Turków w spokoju i pozwolił im zająć się Rosją. Ale w tej galerii brakuje kogoś jeszcze. Nie wszyscy o tym wiedzą, a innym nie mieści się to po prostu w głowie. Otóż królem Polski był także – uwaga, uwaga – Żyd. Opowieściami o tej postaci karmił nas kiedyś nieodżałowany Michał Rożek, patron wszystkich krakauerologów.

Działo się to w barwnym, pełnym ważnych dziejowych wydarzeń wieku XVI. Saul Wahl był kupcem i bankierem. Początkowo mieszkał w Brześciu nad Bugiem i prowadził rozległe interesy na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pożyczał pieniądze szlachcie i magnatom, miał przywilej na handel solą. A kiedy w roku 1580 król Stefan Batory uczynił go dzierżawcą kopalni soli w Wieliczce, nasz bohater zadomowił się na krakowskim Kazimierzu i stał się posiadaczem bajecznie wielkiej fortuny. Wywodził się z rodu Dawida, był Żydem pochodzenia włoskiego, synem Samuela Judy, znakomitego rabina działającego w Padwie. W młodości przyjechał do Brześcia, aby studiować Talmud. W Rzeczypospolitej znalazł nową ojczyznę, ożenił się z niejaką Deborą, poszczęściło mu się w interesach.

Po śmierci Stefana Batorego (1586) szlachta swoim zwyczajem zebrała się w Warszawie na Polu Mokotowskim (1587), aby wybrać kolejnego władcę. Saul przybył na to zgromadzenie, aby wyegzekwować długi od swoich opornych wierzycieli. Wśród wyborców nie było jednomyślności, panowie bracia długo i zajadle spierali się o to, kto powinien zasiąść na tronie. I wtedy, podczas jednej z takich nocnych dysput – podobno z czwartku na piątek – pewnie dla zabawy, za namową księcia Radziwiłła Sierotki oraz wielkiego kanclerza i hetmana Jana Zamojskiego, zdecydowano się powierzyć władzę nad państwem temu właśnie dobrze znanemu wszystkim i obecnemu na Polu Mokotowskim bankierowi. Mocno podchmielona gorzałką kłótliwa szlachta podniosła do góry szable i zgodnie wykrzyknęła: Vivat Saul Rex!

Nowo wybrany władca zachował się przykładnie. Wstąpił na podwyższenie, zdjął z głowy lisiurę i przemówił do zebranych: „Nie mogę tej godności przyjąć na dłużej niż na jedną noc, bowiem nazajutrz przypada szabas, przeto względy religijne uniemożliwiają mi wtedy sprawowanie władzy”. To prawda, rządzenie państwem to ciężka i odpowiedzialna praca. Żaden głęboko religijny Żyd nie może łamać zasad szabasu i kalać tego święta jakąkolwiek robotą. Saul postąpił więc tak, jak to zapowiedział, w sobotę o świcie zrzekł się monarszej godności. Według jednej z wersji legendy otrzymaną koronę oddał przez uchyloną płócienną ścianę namiotu Zygmuntowi III Wazie.

Wiele pokoleń żydowskich dzieci karmionych było odtąd baśniową niemal opowieścią o człowieku, któremu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów poszczęściło się aż tak, że obwołany został królem. Tkwiła w tym prawdziwa tęsknota za lepszym życiem i wiara – jak to w bajkach bywa – w nagłe i niespodziewane szczęście, którego wymarzonym fundamentem bywa na ogół władza i pieniądze. Rozmaite wersje zdarzenia, którego bohaterem stał się Saul Wahl, przekazywane z pokolenia na pokolenie przez kolejne stulecia, wciąż obrastały w nowe szczegóły i z upływem wieków coraz trudniej przychodzi odróżnić fakty od mitów.

Ale bezsporną prawdą historyczną jest, że Wahl, dysponując niewyobrażalnym bogactwem, nie zapominał o swoich biedniejszych współwyznawcach. Fundował synagogi, uposażał młode małżeństwa, walczył o prawa Żydów i chronił ich przed najrozmaitszymi atakami. Taką postawę umożliwiała mu pozycja, jaką udało mu się zdobyć: w roku 1589 sam król Zygmunt III Waza wpisał go na listę swoich sług monarszych. Saul Wahl używał pieczęci z herbami Korony i Litwy, która to pieczęć znajduje się podobno do tej pory w rękach jego potomków. Symbolem, z którym się obnosił i z którym się nie rozstawał, był Biały Orzeł zawieszony na wspaniałym złotym łańcuchu. Król jednej nocy zmarł w roku 1617. Łańcuch sprzedano, a pieniądze, zgodnie z wolą właściciela, rozdano wśród ubogich.

Legenda o tej postaci nadal żywa jest wśród społeczności żydowskiej na świecie. Wiele znakomitych rodów brytyjskich, francuskich czy belgijskich lubi podkreślać, że wiedzie się od Saula, polskiego króla. Na początku XX wieku głośno była we Lwowie o pewnej uczennicy o nazwisku Wahl, która nie chciała za popełnione przewinienie poddać się karze cielesnej (zasłużyła na porcję klapsów), jako nieprzystojnej dla osoby królewskiego pochodzenia. Ale ród ten i to nazwisko związane jest przede wszystkim z Krakowem. I tutaj też zastała tę familię hitlerowska okupacja. Jeszcze we wrześniu 1939 roku przy ulicy Wrzesińskiej mieszkał poważany kupiec drzewny Leon Wahl oraz jego dzieci: Pola, Fryderyk, Julian i Maksymilian. Zagładę przeżyli tylko Pola i Julian, którym ucieczkę z getta zorganizował ich szkolny, a potem uniwersytecki kolega Tadeusz Dzik (dziś posiadacz medalu „Sprawiedliwy wśród narodów świata”).

Saul Wahl to oczywiście dziejowa ciekawostka, prawda że pierwszego sortu, ale tylko ciekawostka. Natomiast ogólne wnioski tego przeglądu naszych władców budujące nie są. Pośród koronowanych głów Rzeczypospolitej tak po prawdzie nie było naszych, czyli swojaków. I w tej sytuacji dziś trzeba podjąć się wiekopomnej misji: Polskę przywrócić Polakom. Prawda, że dopiero po latach, ale jednak. I to musi być fundament naszej polityki historycznej.

 

Mieczysław Czuma

 

 

 

Tekst z marcowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl