… a powiem ci, kim jesteś. W tym powiedzonku zawiera się być może jakaś prawda uniwersalna, ale my nie mamy takich ambicji, żeby odkrywać jakieś prawidła w ludzkich zachowaniach, dlatego ograniczymy się do oglądania telewizji, a na przykład pornosy i „świerszczyki” zostawimy na inną okazję. Oto właśnie CBOS, czyli Centrum Badania Opinii Społecznej na jubileusz swego 20-lecia ogłosiło raport na temat wiarygodności telewizyjnych programów informacyjnych i publicystycznych. Poważna instytucja badawcza zainteresowała się tym, komu ludzie w Polsce wierzą, a zwłaszcza jak ten problem wygląda, gdy chodzi o media. Skądinąd wiadomo, że już pokolenie ’68 bez mała 50 lat temu miało świadomość, że „prasa kłamie”. Jednakże problem wiarygodności dotyczy nie tylko mediów, lecz także samego CBOS-u, który świętuje 20-lecie swego istnienia, gdy tymczasem ta szacowna instytucja liczy już sobie lat 35 (też jubileusz!), bowiem powstała w drugim roku stanu wojennego, za aprobatą gen. Jaruzelskiego. Aliści po transformacji ustrojowej postanowiono odciąć się od komuszego rodowodu i w 1997 roku CBOS przekształcono w fundację, pozostawiając jednakowoż starą nazwę. W świetle aktualnej ustawy dekomunizacyjnej poseł Pięta w przypływie likwidatorskiego szału może zażądać „dobrej zmiany”, choć na razie wszystko wydaje się być pod kontrolą. Pani premier z urzędu sprawuje nadzór nad fundacją, a rząd finansuje jej działalność (w 2016 roku wyasygnował na ten cel ponad 4 miliony). Gdy chodzi o tzw. słupki poparcia dla partii politycznych, to CBOS stale wykazuje wyraźną przewagę PiS-u nad PO, ale zachowuje zdroworozsądkowy umiar, w przeciwieństwie do Komendy Głównej Policji, której rzecznik każdą opozycyjną manifestację pomniejsza pięciokrotnie i już dawno powinien być skierowany do okulisty.

Wróćmy jednak do wiarygodności mediów. Z raportu CBOS-u wynika, że Polacy wiedzę o wydarzeniach w kraju i za granicą czerpią przede wszystkim z telewizji (64%), potem z internetu (21%), następnie z radia (8%) i na końcu z prasy (4%). Nie należy się zatem dziwić, dlaczego PiS bez najmniejszej zwłoki zawłaszczył w pierwszej kolejności media publiczne, przede wszystkim telewizję, do której posłał najpierw swoich komisarzy z Kurskim na czele, a potem „niepokornych” dziennikarzy. Oczywiście dla pokolenia internetu tam bije źródło wszelkiej wiedzy o świecie (58% badanych w wieku 18–24 lat), ale reszta narodu pozostała wierna telewizji i to wśród jej oglądaczy PiS ma najwięcej swoich zwolenników. Są to osoby w wieku powyżej 45 lat, zaś wśród nich 60% preferuje telewizję publiczną. I to jest niespodzianka, niemiła zapewne dla komisarzy TVP, bowiem taką samą oglądalność w tej grupie wiekowej mają programy informacyjne i publicystyczne TVN-u i Polsatu.

Jeszcze gorzej dla PiS-u sytuacja się przedstawia, gdy chodzi o stopień zaufania do tego, co ludzie oglądają. Co z tego, że publiczne radio i telewizję partia rządząca całkowicie sobie podporządkowała – rzecz bez precedensu po 1989 roku! – skoro informację i publicystykę oferowaną w tych mediach, nie bez przyczyny nazywanych rządowymi, a nawet partyjnymi – jak w PRL-u! – zaufaniem darzy zaledwie 34% odbiorców, a 32% im nie ufa. W tej ostatniej grupie zapewne wiele osób uważa, że telewizja Kurskiego i radio p. Stanisławczyk, Sobali oraz paru innych komisarzy, których centrum dowodzenia na Nowogrodzkiej zmienia w tej instytucji jak rękawiczki, po prostu kłamie – jak w 1968 roku, jak przedtem i potem, choć z różnym nasileniem. Ale o tym raport CBOS-u milczy. A przecież kłamstwo w mediach nie polega tylko na mówieniu nieprawdy lub jej fałszowaniu. Swoistą formą kłamstwa jest też ukrywanie prawdy, jej przeinaczanie, cenzurowanie i tendencyjne komentowanie. A w tym celują właśnie media rządowe, zwane oficjalnie dla niepoznaki narodowymi, zaś prowadzący programy informacyjne – vide Holecka czy Ziemiec – robią dobrą minę do złej gry, dając do zrozumienia Polakom: przecież nic się nie stało.

Otóż stało się! Jeśli media publiczne przez cały dzień nie zauważyły kwestującej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, to się coś bardzo niedobrego stało. I niech pan wicepremier Gliński, skądinąd profesor socjologii, nie rżnie głupa, apelując do rodaków o płacenie abonamentu, bo przecież publiczne radio i telewizja to takie same dobro narodowe jak teatry, filharmonie oraz muzea i obowiązkiem obywateli jest łożyć na ich utrzymanie. To jest właśnie polityczne szalbierstwo. Najpierw niech pan wicepremier przywróci Polskiemu Radiu i TVP status mediów publicznych, a dopiero potem niech wyciąga rękę po pieniądze od współobywateli. A to oznacza, że będzie w nich można zobaczyć i posłuchać reprezentantów całego społeczeństwa, a nie tylko płatnych dworaków partii rządzącej.

I na koniec osobom współpracującym z TVPiS pod rozwagę. W I programie po wieczornych „Wiadomościach” emitowany jest program – chyba rozrywkowy – pod nazwą „Kocham cię, Polsko”. Skoro pan wicepremier apeluje do nas, to ja też pozwolę sobie zaapelować do twórców i gwiazd tego programu, którzy za to „kochanie Polski” na antenie są sowicie wynagradzani. Obejrzyjcie sobie, kochani, ze trzy razy „Wiadomości”, które wasze występy poprzedzają, a potem kochajcie Polskę bez umiaru i… bezinteresownie.

 

Medioman

 


 

Tekst z czerwcowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl