Wsiadamy pod Dworcem w „czwórkę” i jedziemy do Huty. Dojeżdżamy do placu Centralnego. Dookoła socrealistyczna zabudowa i promieniście rozchodzące się aleje, które z początku wydają się niemal nie do odróżnienia. Do tego sprowadza się często obraz Nowej Huty, zwłaszcza dla zjawiających się tu po raz pierwszy. Ma ona jednak co najmniej jeszcze kilka obliczy. Niektóre całkiem zaskakujące.

Zacznijmy od tego pierwszego, najbardziej oczywistego: Nowa Huta – powstałe od podstaw robotnicze miasto wybudowane w stylu socjalistycznej odmiany modernizmu, tuż na obrzeżach starego, konserwatywnego Krakowa. Tu można wspomnieć o wszystkich ideologicznych założeniach przyświecających powstaniu Huty: nowy typ miasta, nowy typ człowieka, nowe relacje sąsiedzkie, nowa organizacja pracy itp. itd. Tyle tylko że taki obraz to już odległa przeszłość.

Socreal +

Wątek nazwany „Socreal +” to nowe spojrzenie na wizerunek Nowej Huty. Siłą rzeczy jest on kształtowany przez tutejszą zabudowę. Jeśli jednak na chwilę zapomnieć o jej komunistycznej przeszłości, nowohucka architektura to fascynujące zjawisko. Układ przestrzenny najstarszych części dzielnicy jest dziś jedynym, poza Starym Miastem, tak jednorodnym zespołem urbanistycznym na terenie Krakowa. W roku 2005 centrum Nowej Huty zostało nawet wpisane do rejestru zabytków. Jeśli się dobrze przyjrzeć, to rozchodzące się od placu Centralnego aleje wcale nie są identyczne, a myśl, że zwane „pałacami dożów” dawne budynki administracyjne Kombinatu nawiązują do włoskiego renesansu, tylko na początku wydaje się zabawna. Nie mniej ciekawe są nawiązania do koncepcji miasta ogrodu (stąd tyle zieleni) czy idei „jednostki sąsiedzkiej”, która pochodzi z… Ameryki lat 20. XX wieku.

W założeniach jednostki sąsiedzkie grupowały po 4–5 tys. osób i z reguły zaopatrzone były w niezbędną do funkcjonowania ich społeczności infrastrukturę: punkty gastronomiczne, sklepy, żłobki i wewnętrznie usytuowane szkoły. Koncepcja miasta ogrodu, charakteryzującego się luźną, niską zabudową i dużą ilością zieleni, też nie jest pomysłem ostatniego półwiecza. Powstała już pod koniec XIX wieku, a zaczęto ją realizować na początku wieku XX w wielu miastach Anglii oraz Europy Zachodniej. Jak więc widać ideologiczne założenia budowy Nowej Huty nie są aż tak oczywiste, a sama dzielnica jest dziś nie lada atrakcją dla niejednego architekta czy urbanisty.

Dziś, mimo swojej niewątpliwej PRL-owskiej proweniencji, Nowa Huta niekoniecznie musi kojarzyć się z ideologią tego systemu i siermiężnymi realiami epoki. Na jej socrealistyczną i zimnowojenną spuściznę można spojrzeć zupełnie na nowo. Obecnie już nie jest tak ważne, że miała być wzorcowym miastem komunizmu (chociaż, jak wiadomo, nigdy się takim nie stała). Dziś bardziej fascynujący może być wizerunek Huty wpisujący się chociażby w popularny w fantastyce nurt postapokalizmu. Miasto zbudowane jako forteca z myślą o III wojnie światowej. Szerokie aleje, których nie projektowano pod kątem obecnego ruchu ulicznego, a raczej z myślą o czołgach i wojennej pożodze. Schrony przeciwatomowe, podziemne szpitale, bunkry. To jest coś, co dziś znacznie bardziej pociąga w tej części Krakowa niż mówienie o niej jako o dzielnicy komunistycznej.

Dostrzegli to zarówno pisarze, jak samorządowcy i aktywiści. Rafał Majka w swej fantastycznej książce Dzielnica obiecana pisze o Nowej Hucie, która dzięki swym schronom stała się ostoją cywilizacji w świecie zniszczonym przez wojnę atomową. Pochodzący z Nowej Huty radni wybiegają w przyszłość znacznie bliższą i zdecydowanie mniej złowieszczą. W systemie nowohuckich schronów upatrują nowej, unikatowej atrakcji turystycznej Krakowa. Proponowana przez nich trasa turystyczna powoli zaczyna nabierać kształtów, a niektóre ze schronów, jak np. pod dawnym kinem Światowid, już dziś udostępniane są zwiedzającym.

Wojennego piętna nowohuckiej architektury nie da się ukryć. Wystarczy spojrzeć na blanki – punkty strzelnicze wieńczące bloki placu Centralnego (dziś im. Ronalda Reagana). Te same bloki, po zamurowaniu wiodących na podwórza bram mogły zamienić się w twierdze obronne. Całe szczęście – nigdy nie zostały użyte w ten sposób. Dziś mogą stać się jednym z elementów czyniących Nową Hutę ciekawą atrakcją, miejscem wartym odwiedzenia.

(Pra)historycznie

Pozostając przy architekturze: na zabudowę Nowej Huty składa się także wiele ciekawych obiektów, które powstały na długo przed wbiciem łopaty pod pierwszy blok na osiedlu Wandy. To pamiątki z czasów, kiedy obszar dzisiejszej Nowej Huty tworzyły podkrakowskie wsie Mogiła, Czyżyny (pierwsze zapisy z roku 1217), Mistrzejowice (pisane w 1270 roku jako „Mistrevich”), Batowice, Bieńczyce (należące ponoć do rycerza zwanego Bieńkiem), Grębałów, Branice czy Krzesławice. Na pewno nie są one czymś, co w pierwszej kolejności skojarzymy z Nową Hutą, faktem jest jednak, że na obszarze dzielnicy można spotkać zabytkowe obiekty, których początki sięgają nieraz najodleglejszych czasów.

Tereny, na których powstała dzielnica, mają bogatą historię datowaną nawet na czasy neolitu, o czym świadczą wykopaliska w Mogile, Pleszowie, Wyciążu czy Zesławicach. Najbardziej widocznym śladem pradziejów obszaru Nowej Huty jest bez wątpienia kopiec Wandy. Powstały w VII–VIII wieku jest obok kopca Krakusa najstarszym takim obiektem w mieście. Leżąca nieopodal wieś Mogiła, która nomen omen wzięła swą nazwę z legendy wiążącej się z kopcem, jest równie imponującym świadectwem dawnych, choć może nie aż tak odległych dziejów.

Najważniejszym obiektem wsi jest opactwo Cystersów. Tutejsze założenie klasztorne powstało już w pierwszej połowie XIII wieku dzięki fundacji biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża. Miejsce to było świadkiem historycznych wydarzeń, takich jak choćby najazd Tatarów czy późniejszy o cztery wieki najazd Szwedów. Gościli tutaj królowie polscy (m.in. Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Zygmunt Stary), ale też arcyksiążę Maksymilian Habsburg czy car Aleksander I Romanow. Mogilski klasztor cenny jest nie tylko ze względu na historię, ale i wartości artystyczne. W jego krużgankach można podziwiać zrekonstruowane, XVI-wieczne polichromie Stanisława Samostrzelnika, a także pochodzącą z XIII wieku tarczę najstarszego w Polsce zegara mechanicznego.

Tuż po przeciwnej strony ulicy Klasztornej znajduje się kolejny historyczny obiekt Mogiły – modrzewiowy Kościół Narodzenia Pańskiego i św. Bartłomieja Apostoła. Kościół uważa się za jeden z najcenniejszych zabytków architektury drewnianej w Polsce, a jego początki sięgają połowy XIV wieku. Duże wrażenie robi cmentarz mogilskiej parafii. Powstały pod koniec XVIII wieku, początkowo usytuowany był poza klasztornymi zabudowaniami, dziś otaczają go bloki osiedla Wandy, które zaczęto budować jako pierwsze w Nowej Hucie.

Mówiąc o historycznych obiektach leżących na terenie dzielnicy, warto wymienić także znajdujące się tu dwory i dworki, a nawet pałace (np. w Pleszowie i Kościelnikach). Część z nich funkcjonuje jako obiekty muzealne, np. dworek Jana Matejki w Krzesławicach czy dwór w Branicach, część jest niestety mocno zaniedbana, np. dwór w Wadowie. Ciekawymi obiektami historycznej zabudowy Nowej Huty są także XIX-wieczne austriackie forty. Z pięciu zlokalizowanych na terenie dzielnicy zachowały się forty: Krzesławice, Dłubnia, Grębałów i Mogiła , które stanowiły tzw. VI Obszar Warowny. Dziś wchodzą one w skład Szlaku Twierdzy Kraków i są prawdziwą atrakcją dla miłośników dawnych budowli obronnych.

Z punktu widzenia wizerunku Nowej Huty dosyć dziwnie mogą brzmieć określenia typu: „nowohuckie dworki” czy „nowohucki gotyk”, odwiedzając dzielnicę warto jednak pamiętać, że ta dzielnica to nie tylko plac Centralny i osiedla bloków, ale też zabytki na miarę krakowską.

Na zielono

Na obraz Nowej Huty równie mocno jak socrealistyczna zabudowa rzutuje jej przemysłowy charakter. To fakt, wystarczy spojrzeć na mapę, by zauważyć, że tutejszy kombinat metalurgiczny powierzchnią dorównuje niemal całej, najstarszej części mieszkaniowej. Mimo to dziś coraz częściej słyszy się określenie „zielona dzielnica”. Zieleń „miasta ogrodu” to jedno, ale dzika przyroda na terenie przemysłowej Nowej Huty?

Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości wystarczy jeden przykład – Łąki Nowohuckie. Liczący ok. 60 ha powierzchni obszar zieleni jest pozostałością po starorzeczu Wisły, która płynęła tędy jeszcze w XVIII wieku. Dziś jest to cenny użytek ekologiczny, chroniony specjalnie przyjętą uchwałą rady miasta. Podmokłe Łąki Nowohuckie są cenną ostoją nadwiślańskiej flory i fauny. Można tu spotkać chronione rośliny kwiatowe, np. storczyki krwiste czy goździki kropkowane, rzadkie gatunki motyli (modraszki, czerwończyki), łąki są również bogatym siedliskiem ptaków, których naliczono tu aż 78 gatunków.

Łąki Nowohuckie pełnią również – poza ekologiczną czy przyrodniczą – funkcje dydaktyczną i rekreacyjną. Ich południowym skrajem przebiega ścieżka spacerowa z drewnianymi pomostami wcinającymi się w głąb zieleni, z których można z bliska podziwiać bogactwo tutejszej przyrody. Korzystają z nich zarówno studenci kierunków ekologicznych, jak i sami nowohucianie. Pod względem przyrodniczym jest to jedno z najbogatszych miejsc w Krakowie, a wszystko raptem kilka kroków od placu Centralnego.

Kolejnym obszarem przyrodniczym i rekreacyjnym Nowej Huty, o którym mówi się ostatnio coraz więcej, jest rzeka Dłubnia. Licząca niecałe 50 km rzeka zaczyna swój bieg na Wyżynie Olkuskiej, uchodząc do Wisły w okolicach Mogiły. Jej malownicze koryto przebiega także przez Nową Hutę, a dokładniej przez dawne wsie położone na jej obszarze: Dłubnię, Bieńczyce, Krzesławice i Mogiłę. Przez lata Dłubnia pozostawała dosyć zapomniana i mocno zaniedbana, dziś przypomniano sobie o jej walorach.

Rzekę postanowiła zagospodarować Fundacja Eco Travel. Zaczęło się od zorganizowanej na wiosnę 2016 roku akcji „Sprzątanie Dłubni”. Rozpoczęta w mediach społecznościowych akcja szybko skupiła grupę nowohucian pragnących przewrócić ich rzece czyste oblicze. Kolejnym pomysłem na jej wykorzystanie była organizacja w maju 2016 roku spływu kajakowego Dłubnią. Od tego momentu podobnych spływów odbyło się już kilka, a atrakcja na stałe zagościła w ofercie rekreacyjnej Nowej Huty. Potencjał rzeki dostrzegli także miejscy radni, którzy w budżecie na rok 2017 przewidzieli środki na powstanie „Parku Rzecznego Dłubnia”. Docelowo tworzyć go będą alejki, ścieżki rowerowe, oświetlenie oraz tablice informacyjne przy wybranych punktach rzeki.

Pozostając w okolicach nowohuckiego koryta Dłubni, warto wspomnieć jeszcze jedno miejsce – Zalew Nowohucki. Chociaż nie został on stworzony przez przyrodę, a ręką człowieka, od samego początku w 1957 roku jest jednym z najatrakcyjniejszych miejsc rekreacyjnych w Nowej Hucie. Degradujący się przez lata zalew dziś jest sukcesywnie rewitalizowany. Już kilka lat temu rozpoczęto czyszczenie jego dna (niefortunnie oczyszczono tylko połowę), wzmocniono brzegi, utworzono niewielką plażę, ale też boiska do koszykówki czy siłownię na świeżym powietrzu. Działania te mają być kontynuowane i już dziś nad Zalewem Nowohuckim poza wędkarzami spotyka się coraz więcej rolkarzy, rowerzystów, koszykarzy czy plażowiczów korzystających z odnawianej infrastruktury. Jego brzegi coraz częściej stają się także miejscem imprez sportowych i kulturalnych.

Kulturalnie

Rekreacyjne walory Zalewu Nowohuckiego od kilku lat wykorzystuje znajdujący się nieopodal Teatr Łaźnia Nowa, który miejsce to stara się aktywizować kulturalnie. Nowy Bulwar(t) Sztuki – taką nazwę nosił zorganizowany przez Łaźnię cykl wydarzeń, które w wakacje 2016 roku odbywały się nad brzegami zalewu. Przez 90 dni lata zorganizowano tu 90 różnego rodzaju imprez: spektakli, spotkań z artystami, koncertów muzyki, pokazów filmowych, gier plenerowych, warsztatów dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wydarzenie to było nie tylko kulturalną propozycją na spędzenie letnich dni, ale też dobrym pomysłem na ożywienie okolicy zalewu oraz integrację nowohucian, z których spora część pamięta jeszcze czasy jego świetności.

Założona przez Bartosza Szydłowskiego Łaźnia Nowa, która w 2004 roku przeniosła się z Kazimierza do Nowej Huty, to dziś zdecydowanie jeden z najmocniej pulsujących ośrodków kulturalnych dzielnicy. Misją, jaka od początku przyświeca działalności teatru, jest kulturalne ożywianie zdegradowanych terenów, przede wszystkim poprzez angażowanie lokalnych społeczności. Projekty Łaźni realizowane są często poza budynkiem teatru – na ulicach, w blokowiskach czy w końcu nad Nowohuckim Zalewem. Już w 2015 roku wraz z Klubem Kombinator zorganizowano tu cykl imprez kulturalnych i artystycznych pod nazwą Zalew Sztuki, który rok później rozwinął się do rozmiarów Nowego Bulwar(t)u Sztuki.

Działalność Łaźni Nowej to ostatnie lata, Nowa Huta nigdy nie była jednak kulturalną pustynią. Od połowy lat 50. XX wieku działa tu Teatr Ludowy, który za czasów swoich pierwszych dyrektorów – Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego, potem Józefa Szajny – stał się symbolem teatralnej awangardy, zdobywając uznanie w Polsce i za granicą. W latach 90. słynna stała się tutejsza realizacja Romea i Julii. Do udziału w spektaklu ówczesny dyrektor teatru Jerzy Fedorowicz zaprosił przedstawicieli zwalczających się subkultur skinheadów i punków, co wzbudziło zainteresowanie mediów z całego świata. Od niedawna, pod nową dyrekcją Małgorzaty Bogajewskiej, teatr rozpoczął kolejne poszukiwania repertuarowe.

Kulturalną gwiazdą, która już zabłysła nad Nową Hutą, stał się od niedawna Zdzisław Beksiński. Konkretnie – galeria prac Zdzisława Beksińskiego zlokalizowana w Nowohuckim Centrum Kultury, otwarta w październiku 2016 roku. Wydarzenie to ściągnęło do Nowej Huty prawdziwe tłumy, pokazując jak wielką popularnością cieszy się twórczość artysty. Utworzenie stałej ekspozycji prac Beksińskiego to z całą pewnością strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o ofertę kulturalną dzielnicy.

Prace Zdzisława Beksińskiego w NCK-u po raz pierwszy prezentowano już w roku 2014. Wtedy była to jednak tylko wystawa czasowa, na którą złożyły się fotografie, rysunki, grafiki i obrazy olejne pochodzące z kolekcji Muzeum Historycznego w Sanoku. Sukces wystawy sprawił, że dyrekcja ośrodka zaczęła myśleć o Beksińskim w NCK-u na stałe. Ostatecznie dwa lata po wystawie oraz koniecznym remoncie i adaptacji pomieszczeń otworzono stałą ekspozycję. Tworzy ją 50 obrazów olejnych, w większości z lat 80. XX wieku, z tak zwanego okresu fantastycznego, kiedy powstawały najbardziej rozpoznawane prace malarza. Obrazy pochodzą z prywatnej kolekcji Anny i Piotra Dmochowskich – marszandów i przyjaciół nieżyjącego artysty, którzy postanowili zdeponować je w Nowej Hucie. Na wystawie okazjonalnie prezentowany jest również zbiór 200 rysunków i fotografii, które łącznie już teraz stają się potężnym magnesem przyciągającym do tej części Krakowa.

Nowa Huta to oczywiście także wiele innych, mniejszych lub większych przedsięwzięć kulturalnych, które cyklicznie czy jednorazowo urządzane są tu od lat. Warto wymienić koncert finałowy popularnego festiwalu „Sacrum Profanum” organizowany w jednej z hal nowohuckiego kombinatu, który każdego roku przyciąga do Huty tłumy gości. Inne to np. krakowski „przystanek festiwalowy” Europejskiego Festiwalu im. Jana Kiepury, cykl koncertów Nowa Huta. Dlaczego nie?! organizowany przez Porozumienie Dzielnic Nowohuckich, Festiwal Art Boom, którego edycja miała miejsce w Nowej Hucie czy działania podejmowane przez Ośrodek Kultury im. C.K. Norwida i kino Sfinks, np. Nowohucka Kronika Filmowa.

Wszystko to sprawia, że dawna przemysłowa dzielnica Krakowa dzisiaj zaczyna żyć zupełnie nowym życiem. Stereotyp robotniczej Nowej Huty pozbawionej kultury już dawno przestał obowiązywać. Może i są tu blokowiska, może i miejscami bywa niebezpiecznie, ale bez wątpienia jest to miejsce, które mocno tętni życiem, także kulturalnym.

*

Czy współczesny obraz Nowej Huty da się sprowadzić do czterech wizerunków? Na pewno nie. Zestawienie to pokazuje jednak, że na dzielnicę można spojrzeć z zupełnie innej strony. Patrząc na to, co dziś dzieje się w tej części miasta, można by pokusić się o jeszcze klika obrazów. Nowa Huta biznesowa i technologiczna – przykładami kolejne biurowce powstające czy to przy rondzie Czyżyńskim, czy na terenie Krakowskiego Parku Technologicznego. Nowa Huta sportowa – wydarzenia w Tauron Arenie, działalność Com-Com Zone, KS Hutnik, mecze żużlowe na stadionie Wandy. A w końcu Nowa Huta kulinarna – z racji powstających tu coraz ciekawszych punktów gastronomicznych, nieraz na miarę kultową (jak np. kiełbaski spod NCK-u, które cieszą się już niemal taką renomą jak te spod Hali Targowej). Na współczesną Nową Hutę można patrzyć z wielu różnych stron, trzeba tylko nieco szerzej otworzyć oczy.

 

Michał Zębik

 

Na zdjęciach: 1) Aleja Róż / fot. Jan Zych; 2) kościół św. Bartłomieja, 3) Łąki Nowohuckie, 4) Zalew Nowohucki / fot. Michał Zębik.

 

Tekst z czerwcowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl