Obchodzimy tym roku 500-lecie reformacji, za początek której powszechnie uważa się wywieszenie 17 X 1517 roku przez Marcina Lutra na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez domagających się naprawy Kościoła. Konsekwencje tego czynu zmieniły Niemcy, Europę, świat i zapoczątkowały epokę nowożytną. Ale ten jubileusz budzi kontrowersje u katolików, zwłaszcza w Polsce, którzy uważają, że świętowanie podziału, przykrego „rozwodu”, nie jest dobrym pomysłem.

Prof. Zbigniew Pasek: Opory w świecie katolickim przed świętowaniem tego jubileuszu wynikają w moim przekonaniu z poczucia wstydu, są wyrzutem sumienia Kościoła, że sam z siebie nie dokonał reformy, którą zapoczątkował Luter. Wszak domagał się on spraw, co do których jest dzisiaj zgoda: uporządkowania kwestii związanych z kupczeniem zbawieniem. Widząc rozkład obyczajów chrześcijańskich na przełomie średniowiecza i renesansu, podjął dzieło reformy i zażądał zniesienia praktyki kupowania odpustów bez spowiedzi, przybliżenia Biblii ogółowi wiernych poprzez przetłumaczenie jej na języki narodowe czy zmiany kształtu liturgii, negując jej ofiarniczy charakter (Luter wierzył, że nie da się powtarzać ofiary Chrystusa w każdej mszy).

Ks. dr Roman Pracki: Trochę się z panem profesorem zgodzę, a trochę nie. W moim przekonaniu treści reformacji pozostają głęboko katolickie, co potwierdzają uchwały soboru trydenckiego w kwestii prymatu łaski. Także dziś teolodzy rzymscy stawiają prymat łaski i miłosierdzia w doświadczeniu Kościoła. Przykładem może być kard. Walter Kaspar, wieloletni przewodniczący papieskiej rady ds. popierania jedności chrześcijan. W swej książce Miłosierdzie. Klucz do chrześcijańskiego życia, stawia doświadczenie Marcina Lutra, siostry Faustyny i Karola Wojtyły jako wspólne dobro całego Kościoła. Większy kłopot sprawiło stronie rzymskiej radykalne zniesienie nadużyć oraz przeprowadzona przez protestantów reforma fiskalna.

Ale jednak zaskoczeniem dla wielu katolików było, że papież Franciszek z okazji tego jubileuszu już w ubiegłym roku wziął udział nabożeństwie luterańskim w Lund, w Szwecji, gdzie mówił, że nie chodzi o świętowanie rozwodu, ale o wspólną refleksję duchową i intelektualną, bo chrześcijanie powinni być razem. Podobnie jak prymas Wojciech Polak, który ku zaskoczeniu polskich katolików podjął decyzję uczestnictwa w Komitecie Honorowym obchodów 500-lecia reformacji, bo uznał, że jako Polacy, a przede wszystkim chrześcijanie, powinniśmy być razem. Warto też przypomnieć, że papież Jan Paweł II przepraszał za grzechy Kościoła katolickiego wobec ewangelików i zauważył, że Luter nie został dostatecznie wysłuchany i zrozumiany przez ówczesny Kościół .

Ks. dr Roman Pracki: Te przykłady są zaiste potwierdzeniem tego co nas łączy. Tego że mamy wspólne Pismo Święte, tę samą tradycję apostolską, jedną świętość Kościoła i to, że Kościół jest większy niż wszelkie podziały.

Ale jednak sporo też nas dzieli. Z całą pewnością intencją Lutra nie był podział Kościoła, ale jego wewnętrzna odnowa oparta na Biblii. „Czytajcie Biblię”– to jego zawołanie, tylko że on co innego z niej wyczytał niż katolicy.

– Prof. Zbigniew Pasek: Bo on czytał ją po grecku!

Ks. dr Roman Pracki: W roku 1524 roku przełożył ją z greckiego na współczesny niemiecki, był to przekład dynamiczny – zrozumiały. Przekład stał się podstawą powstania gramatyki i ortografii. Luter mówił, że dokonując tłumaczenia, „trzeba patrzeć człowiekowi na gębę, trzeba słuchać matki, jak do dzieci gada”. Biblia Lutra stała się elementarzem nauki czytania i w ten sposób Pismo Święte stało się wydarzeniem kulturotwórczym. Podobną rolę miały protestanckie przekłady Pisma Świętego na język polski: Nowy Testament w tłumaczeniu Jana Murzynowskiego (to także pierwsza gramatyka języka polskiego) oraz Biblia Brzeska. Razem z Nowym Testamentem Luter publikuje pierwszy kancjonał – śpiewnik kościelny, co z kolei jest transkrypcją prawd wiary w jeszcze bardziej przystępnej formie.

Może dlatego Bóg według tej Biblii jest jakby inny. Katolik żyje od samego początku w poczuciu grzechu, winy i strachu przed Bogiem, który ma nad nim pełną władzę. Bóg luterański daje mu wolność, poczucie swojego człowieczeństwa. Życie jest darem, więc żyj pełnią życia.

Prof. Zbigniew Pasek: To nie jest inny Bóg, ale inaczej opowiadany, z innym rozłożeniem akcentów w kwestii tego, czego Bóg wymaga od człowieka. Dlatego wtrąciłem uwagę, że Luter oparł się na greckiej wersji Biblii, bo to ma ogromne konsekwencje. Po grecku słowo matanoia oznacza trwałą zmianę kierunku, a łacińska poenitentia, za którą poszedł Kościół rzymskokatolicki oznacza powtarzalność żalu i „pokutowania” w rozumieniu potocznym, słownikowym. To dlatego ten powrót do greckiego oryginału był dla reformatorów tak ważny.

Dlatego Luter mówił: nie ma pokutowania, nie ma sakramentu pokuty. Praktyka katolickiej spowiedzi jest zbędna, bo Chrystus umarł za wszystkich i trzeba to przyjąć jako akt wiary, jako doświadczenie tego, że już jest się zbawionym, oto źródła reformacyjnego optymizmu. Interesująca książka Jaroslava Pelikana Jezus przez wieki pokazuje, że każda epoka kulturowa ma swoją postać Jezusa i opowiada o nim swoimi kategoriami kulturowymi bez względu na to, jaki jest tekst Biblii, ten wszak się nie zmienia. Wieki średnie pokazują Chrystusa jako sędziego, oświecenie jako nauczyciela moralności, wiek XIX jako reformatora społecznego. Reformacja była wielkim krokiem ku odrzuceniu obrazu Jezusa jako wyłącznie sędziego.

Ks. dr Roman Pracki: W luteranizmie nie istnieje coś takiego jak nauka społeczna Kościoła, każdy ponosi odpowiedzialność przed Bogiem osobiście. Kościół nie reprezentuje człowieka, lecz gromadzi wiernych i zapewnia im dostęp do Słowa Bożego oraz uczestnictwo w sakramentach. Taka organizacja życia religijnego daje wsparcie z jednej strony oraz jest realną obecnością ciała chrystusowego z drugiej. Co do struktury, Kościół jest dla luteran pojednaną w Chrystusie różnorodnością form i charyzmatów.

Prof. Zbigniew Pasek: Tylko że eklezjologia Kościoła katolickiego jest poważną przeszkodą do dialogu ekumenicznego. Eklezjologia tak dowartościowuje wymiar instytucjonalny Kościoła jako elementu pośredniczącego w zbawieniu, że dzisiaj główną przeszkodą dialogu ekumenicznego jest prymat papieża i np. ważność Eucharystii związana z sakramentem kapłaństwa. Brak interkomunii kryje się w katolickiej eklezjologii. Rozbudowany w Polsce prymat maryjny jest nie do przyjęcia dla ewangelików. Tego nie ma w Biblii.

Nie ma też wielu innych rzeczy. Kościół katolicki był jedynym Kościołem w historii chrześcijaństwa, który uczynił z celibatu duchownych obowiązek.

Ks. dr Roman Pracki: Reformacja przywróciła małżeństwa duchownych, a w wielu przypadkach, po prostu je zalegalizowała. Luter pokazał, że obowiązująca praktyka nie jest częścią przesłania biblijnego. Reformacja oddzieliła porządek stworzenia, do którego należy np. małżeństwo, od porządku zbawienia. Przyczyn należy upatrywać w oddaleniu średniowiecznego Kościoła od centralnych prawd wiary, na rzecz słabo potwierdzonej w Piśmie Świętym nauki o czyśćcu. W ten sposób powstał cały systemu zarządzający ludzkim życiem, który w zamian za wiele doczesnych zobowiązań oferuje wieczne zbawienie – w tym względzie teologia rzymska mocno odbiega od nauczania nie tylko protestantów, ale i prawosławnych chrześcijan.

Większość wspólnot luterańskich przyjmuje możliwość sprawowania przez kobiety roli duchownych, ma liberalne podejście do in vitro, do homoseksualizmu.

Ks. dr Roman Pracki: Luteranie w sprawowaniu kultu są dość konserwatywni, natomiast w teologii są rzecznikami wolności, dialogu, zrozumienia. Sprzeciwiamy się religijnemu i społecznemu wykluczeniu ze względu na rasę, narodowość, płeć czy seksualność. Kościół z natury jest pełnią, a skoro tak, to powinien przemawiać każdym głosem, zarówno mężczyzny, jak i kobiety. Gdyby kobiety miały milczeć w sprawach religijnych, to nic byśmy nie usłyszeli ani o bożym narodzeniu ani o zmartwychwstaniu. Dwa centralne punkty naszej historii zbawienia oparte są na świadectwie kobiet. Dla luteran to oczywiste, że istnieje jedno kapłaństwo wszystkich ochrzczonych, a osobą duchowną zostaje się na podstawie kompetencji, a nie płci. W Polsce jesteśmy w okresie przejściowym, w którym kobiety mogą pełnić urząd diakona z kompetencją do sprawowania sakramentów.

Prof. Zbigniew Pasek: Jeszcze niedawno obowiązywało myślenie według starych reguł. Dzisiaj chrześcijanie daleko szerzej akceptują te reguły, o których mówił ksiądz Pracki. Kobieta może w wielu Kościołach pełnić posługę duchowną, homoseksualność to nie jest grzech, ale sprawa dziedziczona od natury itd. Kościoły współcześnie żywo dyskutują na te właśnie tematy, ścierają się stanowiska liberalne z konserwatywnymi.

Jedną z najbardziej charakterystycznych „tajnych” broni reformacji były pieśni. Luter sam pisał pieśni, wyśpiewywanie swojego wyznania było przełomem, bo Kościół rzymski trochę sprywatyzował śpiewanie przez rozwój chórów i muzyki gregoriańskiej.

Prof. Zbigniew Pasek: Reformacja upowszechniła śpiew i to było wydarzenie w tym sensie, że położono nacisk nie na wizualność, ale na słowo i uczucie, z kultu obrazu na sztukę muzyczną, a także piękno wyrażone przez słowo.

„Nic nam nie trzeba, jeśli jest praca i kawałek chleba” – to jeden z hymnów ewangelickich. I to jest pochwała pracy, etosu pracy, pracowitości. Niektórzy badacze przypisują kalwinizmowi dużą rolę w rozwoju stosunków wczesnokapitalistycznych.

Prof. Zbigniew Pasek: Warto tu zacytować Melanchtona z Konfesji Augsburskiej, w której pisze, na czym polega doskonałość religijna. Nie na praktykach ascezy („brudna szata” i posty), tylko na tym, czy jest się pożytecznym dla bliźnich. Jakie ludzka praca przynosi owoce. Etos pracy, praca jako realizacja powołania jakie mamy tu na ziemi, pokazuje jakość twojej religijnej postawy i twojej wiary. Katolicyzm dowartościował pracę dopiero w XX wieku (chyba najbardziej Laborem exercens Jana Pawła II zdjęło odium „kary za grzech” z pracy). To miało ogromne skutki cywilizacyjne, kulturowe. Badacze spostrzegli, że kraje protestanckie są inaczej zorganizowane, nie mają np. takich problemów ekonomicznych jak te z dominującą kulturą katolicką. To było też budowanie etosu życia codziennego, świadectwo jakości twojej wiary. Nie ma możliwości oczyszczenia z grzechu, pójścia do spowiedzi, nie ma czyśćca, musisz pilnować pracy, ona jest jedynym powołaniem, jakie masz, w niej pokazujesz jakość swojego chrześcijaństwa.

Ks. Dr Roman Pracki: Kilka dni temu dzwonił do mnie jeden z parafian z pytaniem, jak może podziękować Bogu za zdany egzamin zawodowy. Ja na to: „Bracie! Każdego dnia idąc do pracy i solidnie wykonując obowiązki, będziesz dziękował i zarabiał; będziesz to robił z pożytkiem dla siebie i bliźnich, a Bogu na chwałę”. To jest w protestantyzmie przekonwertowanie działania religijnego z ofiary na pracę.

Świętowanie jubileuszu, o którym rozmawiamy, dla wielu otwartych katolików ma sens, jeśli będzie okazją do nowej reformacji, bo po latach, po II Soborze, reformy znów są niezbędne.

Prof. Zbigniew Pasek: W Polsce Kościół katolicki naznaczony jest ludowym charakterem, jest także „przyzwyczajony” do sarmackich związków z państwem. Choć w czasach PRL udawało mu się zachowywać niezależność, mimo że bywał zwalczany, to po 1989 roku jest silny siłą, jaką daje sojusz z władzą, co grozi poważnymi konsekwencjami, ale już o religijnym charakterze, po prostu wierni szukający w przestrzeni kościelnej religii, a nie polityki, odwracają się od niego. Coraz więcej młodych ludzi w ogóle odrzuca Kościół, a nadchodzące młode pokolenia są dla Kościoła stracone. Bierzmowanie, jak powiedział pewien duchowny, to „pożegnanie z Kościołem”, potrzebny „papier do ślubu” i koniec…. W tej sytuacji Kościół ratuje swój status przez pilnowanie strony materialnej, a więc majątku, bo daje on gwarancję przetrwania. Mając nawet pusty kościół duchowni będą żyli np. z wynajmu lokali. Zbyt silny związek Kościoła z władzą kończy się zawsze dramatycznie dla Kościoła, może nie dla wiary, ale dla tej instytucji.

Dla wiary chyba też. Mam wrażenie, że świadomość religijna, nawet wśród osób wykształconych, jest niemal zerowa. Powszechnie nie rozumie się ani sensu praktykowanych w kościele rytuałów, ani znaczenia wygłaszanych formuł liturgicznych. To jest taki odświętny katolicyzm pozbawiony duchowej głębi. I dlatego można być katolikiem, nie przestrzegając kanonów wiary.

Prof. Zbigniew Pasek: To jest konsekwencja ideologii „przedmurza” jako elementu sarmackiego katolicyzmu. Często mam wrażenie, że w naszym kraju katolicyzm nie jest religią, ale formą kulturową (czyli wszystkie „obrzędy przejścia”, chrzty, śluby pogrzeby, odbywają się zwyczajowo w tradycyjnej przestrzeni symbolicznej i tych dekoracjach). W latach 70. przeprowadzono pierwsze badania jakości wiary (ks. W. Piwowarski) i wyniki były porażające dla Kościoła: 30 proc. katolików polskich to absolutni poganie, nie wiedzą, co to Trójca Święta. Wiedza o zasadach wiary swojego Kościoła jest nikła. Tylko kilkanaście procent polskich katolików wie, na czym polega katolicyzm, i usiłuje żyć według jego zasad. I kiedy nadchodzi taka sytuacja jak teraz i trzeba powiedzieć „sprawdzam” i pokazać swoje miłosierdzie np. w sprawie uchodźców, mówi się o zagrożeniu własnego dobrobytu i stanu posiadania. Większość „katolickiego” społeczeństwa popiera taką politykę.

Ks. dr Roman Pracki: To, co pan mówił o mariażu Kościoła z państwem jest dla mnie porażające, widzę w tym skrajność, która napawa lękiem. Protestanci mają bardzo negatywne doświadczenia i bardzo się wstydzą, szczególnie luteranie, tego, jak to wyglądało w latach 30. w Niemczech. Erich Fromm opisał to zjawisko w książce Ucieczka od wolności. To, co dzieje się wokół nas, wygląda na podobny proces radykalizacji postaw, coraz bardziej agresywnego języka, społecznego wykluczenia i ksenofobii. Postępującej radykalizacji postaw towarzyszy osłabianie instytucji stojących na straży prawa i sprawiedliwości społecznej. Siłą społeczną narodu nie jest jego duma, lecz sprawnie działające instytucje i transparentne procedury. Zadaniem Kościoła jest w tej chwili dać świadectwo tolerancji i dialogu, wbrew mowie nienawiści i wykluczenia.

Prof. Zbigniew Pasek: Chrześcijanie w Polsce mają trudne zadanie: jak będąc chrześcijaninem, wypracować dyskurs patriotyczny, w którym nie ma nienawiści do innego i ci inni nie są w tej wizji dla mnie zagrożeniem. To jest bardzo trudne, coraz więcej ludzi żyje w dobrobycie, średnia klasa staje się wreszcie faktem, a nadal 60–70 proc. Polaków jest przeciw uchodźcom czy w ogóle przeciwko „obcym” – a to pojęcie jest u nas bardzo szerokie, nie tylko rasa, kolor skóry, ale także np. „ludzie gorszego sortu”. Jak w tych warunkach budować autentyczne postawy patriotyczne?

U nas jest raczej patriotyzm polityczny. Episkopat zwrócił uwagę na potrzebę rozróżnienia między patriotyzmem a nacjonalizmem, na obowiązek przyjmowania uchodźców, ale nikt na to nie zareagował, ani wierni, ani władza. Prezes Kaczyński powiedział niedawno, że „mamy moralne prawo powiedzieć uchodźcom »nie«”.

Ks. dr Roman Pracki: Nikt nie ma takiego prawa, a szczególnie Kościół – jesteśmy narodem uchodźców, zesłańców, emigrantów oraz gastarbeiterów. Kościół żydów powstał jako społeczność uchodźców błąkających się po pustyni synajskiej, natomiast w dniu zesłania Ducha Świętego powstał Kościół pogan. Jesteśmy jednym i drugim, to oczywiste, dlatego cały Kościół musi być otwarty dla uchodźców, wykluczonych, tych którzy potrzebują pomocy, są niechciani, na marginesie. Krakowska parafia luterańska to ludzie z różnych stron świata, ale tutaj jest ten kawałek stworzenia, za który każdy w swojej pracy i w swoim zawodzie bierze odpowiedzialność. Począwszy od 1920 roku odprawiane są u nas nabożeństwa ze szczególną modlitwą za kraj i naród: spotykamy się w kościele św. Marcina na nabożeństwach 3 maja i 11 listopada o godz. 10.00. I co ciekawe, biorą w nich udział parafianie różnych narodowości, jak w nabożeństwie dziękczynnym, że tutaj mają pracę, dom i chleb. W taki sposób rozumiemy swoje narodowe zobowiązanie, jako przywilej pracy, zamieszkania i domu, płacenia podatków, edukacji itp. Każdy jest na jakiejś emigracji… i każdy pragnie odrobiny stabilizacji…

Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski zapytany czy Kościół katolicki powinien świętować 500-lecie reformacji, odpowiedział: „W tamtych czasach zaczęło się odchodzenie Europy od chrześcijaństwa i postawa Chrystus – tak, Kościół – nie. Zaczęła się równia pochyła”. Mam wrażenie, że wielu polskich katolików odnosi te słowa do obecnej sytuacji w Polsce i tak właśnie myśli: z panem Bogiem można się porozumieć, z Kościołem czy raczej z jego hierarchami jest to trudne. Powstaje pytanie: dlaczego?

Prof. Zbigniew Pasek: Z jednej strony zachłanność instytucji, apetyt na wyłączność, z drugiej niewiedza. Jako religioznawca prowadziłem zajęcia, w których opowiadałem o rozpowszechnianiu się chrześcijaństwa w świecie, a wtedy uwzględnia się prawdę, że Kościoły w różnych rejonach geograficznych bardzo różnią się kulturowo. Chrześcijanie zresztą różnili się od początku (zob. Dzieje Apostolskie). To nie jest tak, jak mówi abp Jędraszewski. Jak przywołamy historię chrześcijaństwa, to widzimy, że biskup Rzymu jest początkowo jedynie patriarchą Zachodu, dopiero w średniowieczu rozbudował swoje roszczenia. Od początku chrześcijaństwa na Wschodzie sprawowano eucharystię po grecku i chlebem zakwaszonym. Te Kościoły różniły się między sobą i nikt nie mówił o „równi pochyłej”. To jest retoryka tych, którzy nie są w stanie pogodzić się z tym, że jest inne chrześcijaństwo, nie chcą, żeby wierni wiedzieli, że można inaczej interpretować przesłanie Biblii.

Ks. dr Roman Pracki: Równia pochyła jest od samego początku, tj. już od nocy paschalnej po ukrzyżowaniu. Uczniowie – bohaterowie wiary, byli tak przerażeni, że bali się wyjść z Wieczernika. Nawet po tygodniu ciągle siedzieli w zamknięciu, aż Pan przyszedł i się im pokazał. Cała nadzieja Kościoła była wtedy w kobietach, bo to one w tych trudnych okolicznościach poszły do grobu… A po kilku latach, na pierwszym soborze apostolskim, opisanym przez św. Łukasza w Dziejach, kolejny kryzys, katastrofa, próba odejścia, zarówno od Kościoła, jak i od Chrystusa. Spór Piotra z Pawłem o formy przyjmowania pogan do Kościoła: obrzezywać czy nie? Co dziś z perspektywy czasu wydaje nam się absurdalne… Kontrowersje i polaryzacje stanowisk są w Kościele od samego początku, od pierwszego soboru apostolskiego w Jerozolimie. Kościół jest różnorodny od samego początku i musi się zmierzyć z różnorodnością.

Czy można w ogóle nie wierzyć?

Ks. dr Roman Pracki: Wiara w Boga nie jest potrzebna do tego, aby przyjść do kościoła. Nabożeństwo jest stricte misyjne, nie zakłada, że ktoś po raz pierwszy, drugi czy kolejny, doświadczy jakiegoś religijnego pobudzenia. Mamy całą sferę kulturotwórczą chrześcijaństwa w postaci obrazów, muzyki, które to ludzie odbierają nie tylko w sposób religijny, ale czysto estetyczny. Wiara jest darem Ducha Świętego – to swoisty cud, którego doświadczamy albo nie. Jako duchowny mogę o nim rozmawiać, mogę towarzyszyć w jego pielęgnowaniu, ale nie podlega on mojej ocenie. Bo cudu się doświadcza albo nie… Wiem jedynie, że dzieje się to za sprawą Słowa Bożego i sakramentów. A to jest moje rzemiosło, aby Słowo Boże było wiernie zwiastowane, natomiast sakramenty należycie sprawowane. Reszta to Spiritus effector.

Prof. Zbigniew Pasek: Obserwuję życie religijne w Polsce od 30 lat i widzę, jak narasta proces odchodzenia od Kościoła. I on będzie trwał. Myślę, że sformułowanie „równia pochyła” odnosi się do Kościoła katolickiego, jeśli będzie się trzymał swojej retoryki wyłączności i wykluczał „innych”, nie otworzy się na dyskurs teologiczny, zapomni o człowieczeństwie w religii, będzie się trzymał ideologicznych i instytucjonalnych gwarancji. To nie jest retoryka rokująca dobrze dla niego, kiedy zderzymy ją z wrażliwością człowieka Zachodu, jak i młodego pokolenia w Polsce.

Mówiliśmy, że świętowanie 500-lecia reformacji powinno służyć temu, żeby chrześcijanie byli razem, budowali wspólnotę nie tylko w kwestiach wiary, ale jesteśmy daleko od tego.

Ks. dr Roman Pracki: Przesłanie reformacji jest związane z postulatem osobistej odpowiedzialności, przywracaniem indywidualnych relacji człowieka z Bogiem, niesie prymat Pisma Świętego jako jedynego Objawienia. Istnieje wreszcie protestancka zasada „kanonu w kanonie”, czyli całe Pismo Święte (cały kanon) należy odczytywać mając zawsze na uwadze słowa Jezusa: „miłuj Boga, a bliźniego jak siebie samego”.

Prof. Zbigniew Pasek: Ja nie jestem protestantem, ale dla mnie reformacja ma ogromne znaczenie w kulturze europejskiej. To jest „odmagicznienie” Chrystusa i Kościoła przez to, że nic nie dzieje się kościołach protestanckich mocą samych wypowiedzianych słów. Bóg podczas katolickiej mszy zstępuje mocą samych czynności kapłana (ex opere operato). Zerwanie z tym było doniosłym krokiem, który pchnął mentalność Europy w inną stronę..

Reformacja, jak panowie mówiliście, zapoczątkowała reformy w wielu dziedzinach: kulturze, oświacie, polityce, gospodarce, wpłynęła także na duchowość ludzi, proponując drogę do Boga bez znaczącego pośrednictwa innych ludzi czy instytucji – każda jednostka odpowiada właściwie przed własnym sumieniem. Po co więc Kościół?

Ks. dr Roman Pracki: Kościół jest potrzebny do tego, żeby Ewangelia była wiernie opowiadana, Słowo Boże słyszalne, a sakramenty dostępne dla wszystkich.

 

Rozmawiał Kazimierz Targosz

 

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, październik 2017.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl