Narzędzia

Kalendarz, czyli spis dni roku z podziałem na miesiące i tygodnie, z oznaczeniem świąt, towarzyszy ludziom od czasów starożytnych. Wzbogacany był informacjami dotyczącymi spraw kościelnych i państwowych, a także prognostykami astrologicznymi.

W początkach ich wydawania, zwłaszcza od średniowiecza, tkwiła potrzeba informacji, kiedy i jakie przypadają święta kościelne, zwłaszcza te „ruchome”, jak i liczenie upływającego czasu, bo to sprawiało ludziom nieco kłopotu.

Kraków od wieków słynął z wydawania kalendarzy. Istnieją przypuszczenia, że kalendarze astronomiczne powstawały od kiedy Akademia Krakowska uzyskała katedrę astronomii i astrologii. Profesor obu tych przedmiotów obowiązany był przedkładać Akademii ułożony przez siebie kalendarz, w którym najważniejszą rolę odgrywały przepowiednie meteorologiczne i „gwiaździarskie”. Kalendarze powstające w Krakowie zyskały tak dużą popularność, że już na początku XV wieku wychodziły w Heildelbergu i Wiedniu pod nazwą Practica Cracoviensis.

Okazało się, że drukowanie kalendarzy jest nader dochodowym zajęciem dla krakowskich oficyn wydawniczych. Ponoć już w XV wieku wydawały je warsztaty, np. Kaspra Straube, Jana Hallera, Floriana Unglera czy Hieronima Witora. Wśród wydawców – wtedy, jak i później – dochodziło do zatargów i procesów, by otrzymać królewski przywilej na ich wydawanie.

W 1525 roku ukazał się pierwszy w języku polskim, ozdobiony polskim orłem, zachowany do dziś kalendarz Mikołaja z Szadka, zatytułowany Naznamionowanie dzienne miesiąców nowych, pełnych, a przy tym dobrych ku krwie wypuszczaniu, baniek, lekarstwa, szczepienia i siania, etc. Żyjący w XIX wieku filolog i archiwista Józef Przyborowski tak go określił: „Jest to kalendarz ścienny krakowski na rok 1525, służący na dowód wczesnej naszej cywilizacji, były bowiem w Europie kraje, które w roku 1526 jeszcze własnej drukarni nie miały”. Kalendarz ten, co do podawania prognoz pogody nie był zbyt obszerny i nie zamieszczał wróżb. Natomiast nie skąpił rad praktycznych, np. którego dnia należy siać, szczepić drzewa owocowe czy odłączać dzieci od piersi. Mikołaj z Szadka w swym kalendarzu wskazywał nawet dni, kiedy najlepiej strzyc włosy i zmieniać odzienie, puszczać krew czy stawiać bańki. Pamiętać należy, iż tak dziwaczne wskazówki były akceptowane i rozpowszechniane przez lekarzy całej Europy i są wytworem ówczesnej nauki. W 1754 roku profesor filozofii i teologii Józef Alojzy Putanowicz rozpoczął wydawać na wzór warszawskiej Kolędę krakowską albo kalendarz astronomiczno i geograficzno-chronologiczny, podający rzeczowe informacje, bez prognoz astrologicznych. Ogół jednak akademików krakowskich czy zamojskich, głuchy na postępowe postulaty jezuitów i pijarów, uprawiał astrologię w swych kalendarzach.

Kalendarze stanowiły rodzaj pierwszej w Polsce książki masowej. Żadna inna forma słowa drukowanego nie da się z nimi porównać – każdego roku ukazywało się ich wiele, na ogół w dużych nakładach. Społeczny zasięg i ważność kalendarzy potwierdzają liczne świadectwa literackie. Franciszek Karpiński w Historii mego wieku napisał, iż „nikt naszym obywatelom galicyjskim wyperswadować nie mógł o niepewności przepowiedzeń kalendarzów”, a Hugo Kołłątaj w Stanie oświecenia ubolewał, że w latach panowania Sasów były w Polsce jedyną książką rzeczywiście czytaną. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że kalendarz poza drukami o charakterze religijnym był wydawnictwem najczęściej obecnym w przeciętnych polskich domach szlacheckich czy mieszczańskich. Jak napisał Zygmunt Gloger: „kalendarz podobnie jak książka do nabożeństwa wciska się do sfer, gdzie dostęp dla słowa drukowanego był najtrudniejszy”. Do języka polskiego weszło nawet określenie „koncept z kalendarza”, wziąwszy początek z faktu zamieszczania w nich nie zawsze dowcipnych żartów i dykteryjek.

Podstawową częścią kalendarza były umieszczone z reguły na dwunastu jego pierwszych stronach spisy kolejnych miesięcy. Kalendaria w epoce staropolskiej zazwyczaj były podwójne – „polskie” i „ruskie” (czyli wg kalendarza juliańskiego i gregoriańskiego). Ponadto ukazywały się również kalendarze uwzględniające „turecką”, czyli mahometańską i żydowska rachubę czasu. Ważną częścią była astrologia i prognostykarstwo, opracowywane według tradycyjnie ustalonego schematu. Nie pomijano spraw spodziewanego urodzaju, wiadomości o zdrowiu i chorobach.

Kalendarz zawierał ponadto mnóstwo innych wiadomości i pouczeń oraz rad na poszczególne dni, tygodnie i miesiące. Do ważniejszych należała rubryka dotycząca znaków zodiaku, a także właściwej dla każdego dnia sytuacji astrologicznej, informowała również, jakich czynności danego dnia należy unikać. Zamieszczano też wskazania, np. dietetyczne, gospodarskie czy sanitarne, oraz odpowiednie maksymy. Czytelnik znajdował przypisane do poszczególnych tygodni zalecenia w rodzaju: „Jedz i pij ostrożnie – dla febry”, „Ciepło się chowaj, a nie gniewaj się – dla paraliżu”, „Krwi z palca upuścić możesz” czy „Wanny zażywaj i lekarstwa”. Ostatnia część poświęcona była zazwyczaj prognozom meteorologicznym, a także danym o wschodzie i zachodzie słońca.

Kalendarz był podręcznym informatorem o sprawach ważnych dla odbiorców. Powiadamiał o jarmarkach i odpustach, o przychodzących i odchodzących pocztach, systemie miar i międzynarodowych przeliczeniach monetarnych. Publikowano w nim ogłoszenia, a znaczna część kalendarzy dostarczała danych o życiu publicznym i działaniu ważniejszych instytucji państwowych. Były wiadomości m.in. o królewskich dworach i rodzinie królewskiej, spisy senatorów, informacje o trybunałach i sądach różnej instancji, o urzędach w województwach, ziemiach czy powiatach. Ponadto kalendarz bywał rodzajem praktycznego poradnika w różnych sprawach od sposobów wywabiania plam po czary, a także swoistą encyklopedią podręczną przynoszącą najróżniejsze wiadomości o kraju i świecie. Na jego łamach popularyzowano wiadomości z zakresu historii i geografii, donoszono o najnowszych wynalazkach, a także o curiosach. Na łamach pojawiały się teksty literackie, oryginalna lub tłumaczone, oraz maksymy moralistów.

Jak już wspomniano, w okresie staropolskim, w tym w epoce Oświecenia, potęgą autorską i wydawniczą w zakresie kalendarzy była Akademia Krakowska. Przygotowanie kalendarza z prognostykiem należało do akademickich obowiązków, ale i przywilejów, stanowiąc źródło dochodów dla profesorów matematyki i astronomii, a także teologii, filozofii czy medycyny. Wydawała je Drukarnia Akademicka, czasem niejedną wersję na dany rok.

Do autorów kalendarzy należeli najwybitniejsi krakowscy akademicy, rozpoczynający karierę właśnie od ich wydawania, tak np. zaczynał Sebastian Czochron, jeden z przedstawicieli nauki epoki Oświecenia. Do „kalendarzystów” zaliczali się też Feliks Radwański czy Jan Śniadecki. Podobno starsi koledzy tego ostatniego byli oburzeni, kiedy pozwolił sobie prognostyk nazwać „domysłem astrologicznym”, co podważało powagę przepowiedni. Kres wydawaniu kalendarzy przez Akademię Krakowską położyła w 1780 roku reforma kołłątajowska, zabraniająca propagowania w ten sposób astronomii czy prognostykarstwa, sankcjonowanego naukowym autorytetem uniwersytetu. Profesorowie nadal jednak parali się wydawaniem kalendarzy, nie ujawniając swego nazwiska, bo ten proceder zaczęto uważać za żenujący i niegodny uczonego.

W XIX wieku wzrosła nie tylko liczba tytułów kalendarzy, ale wykształciły się różne ich typy i rodzaje. Z czasem zamieniał się niekiedy w kilkusetstronicową książkę, poszerzając część informacyjną. Chwyt reklamowy stanowiło skierowanie danego tytułu do określonego czytelnika. I tak pojawiły się kalendarze dla ludu, dla robotników, dla rodzin katolickich, dla kobiet, dla wyznawców różnych religii, specjalistyczne (dla różnych zawodów), satyryczno-humorystyczne oraz dla poszczególnych miast i regionów ziem polskich.

Każda większa firma wydawnicza podejmowała się drukowania kalendarzy, zwłaszcza że przy ich publikacji mniej było kłopotów z cenzurą. Do połowy XIX wieku wydawcami byli przeważnie księgarze, drukarze lub firmy wydawnicze, natomiast później zaczęły wychodzić pod patronatem lub nakładem czasopism. W latach 40. XIX wieku nastąpiła swoista nobilitacja kalendarza – zaczęły się pojawiać podpisy autorów pod poszczególnymi utworami. Zamieszczanie prac w kalendarzu nie przynosiło już ujmy – na ich kartach pojawiały się nazwiska polskich pisarzy i poetów.

Najsłynniejszym kalendarzem wydawanym w Krakowie był Kalendarz krakowski (kilkakrotnie zmieniał szczegółowy tytuł), od nazwiska jego wydawcy nazywany kalendarzem Józefa Czecha. Po raz pierwszy ukazał się jeszcze w czasach Wolnego Miasta Krakowa w 1832 roku i wychodził przez kolejne 86 lat – do 1917. Jak napisał Karol Estreicher: „Przez 86 lat służył wiernie jako nieodstępne źródło informacyjne, przetrwał w mieście okresy wielu burz i niepokojów, przeżył swego wydawcę”.

Kalendarz był największym osiągnięciem wydawniczym Józefa Czecha. Skierowany był przede wszystkim do mieszkańców Krakowa, ale okazało się, że ma czytelników we wszystkich zaborach. Do 1876 roku nakładcą był Józef Czech, potem do 1903 wydawany był przez drukarnię „Czasu”, a w latach 1904–17 przez Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Początkowe roczniki Kalendarza miały niewielką objętość 18–30 kartek. Weźmy jako przykład kalendarz na rok 1832. Poza kalendarium z wyszczególnieniem świąt „rzymskich” oraz „ruskich”, a także kalendarzem żydowskim na rok 5592 i mahometańskim na rok 1247–1248, podawał terminy jarmarków na ziemiach polskich i Przypomnienia gospodarskie. Ponadto prognozy meteorologiczne, artykuł o Tadeuszu Kościuszce, „Rozmaitości”, a także wiele porad gospodarskich, np. sposób hodowli cieląt bez mleka, smażenia konfitur z truskawek, używania kartofli do czyszczenia bielizny, wykonania bulionu w tabliczkach czy sera kartoflanego, oduczenia bydła, by się nie bodło, a także leczenia kaszlu u owiec.

Pod koniec wydawania kalendarza przez Józefa Czecha liczył on już około 100 stron. Największą objętość osiągnął w 1894 roku – aż 352 stronice oznaczone cyframi arabskimi i dodatkowo 79 oznaczonych cyframi rzymskimi. Przyczyniły się do tego zamieszczane od 1854 roku ogłoszenia i reklamy. Przez cały okres istnienia Kalendarz krakowski był podzielony na dwie podstawowe części: kalendarium i rozmaitości, z czasem coraz bardziej rozbudowane. Atrakcję stanowiły coraz liczniejsze utwory literackie i historyczne, a Józef Czech zaprosił do współpracy znanych w Krakowie autorów. Z biegiem czasu zaczęto publikować wykazy władz i urzędów miasta Krakowa, a od 1902 roku wykaz władz krajowych. Zapoznać się można było z nazwiskami właścicieli realności w Krakowie, a także nazwiskami i adresami praktykujących lekarzy. Kalendarz Krakowski był też źródłem informacji o istniejących firmach księgarsko-wydawniczych, a także zamieszczał nekrologi i pośmiertne wspomnienia.

Powszechnie znany był również w Krakowie Kalendarz powszechny wydawany w latach 1853–68 przez Juliusza Wildta, Kalendarz dla rodzin katolickich (w latach 1845–71), Kalendarz katolicki krakowski (1881–89), różnego rodzaju kalendarze dla lekarzy czy Kalendarze polskie i ruskie. Kalendarze towarzyszyły też prasie robotniczej. Najbardziej chyba znany był Kalendarz robotniczy, wydawany w latach 1892–1918 przez krakowski socjalistyczny „Naprzód”. Poza niezbędnymi informacjami znajdujemy tam artykuły przeznaczone dla określonego czytelnika, np. w 1895 roku przeczytać można porównanie moralności burżuazyjnej z moralnością proletariatu, o ruchu socjalistycznym w różnych krajach, o sposobach agitacji, o życiu i działalności Ludwika Waryńskiego, a także zapoznać się z nutami pieśni Czerwony sztandar, rozpisanej na cztery męskie głosy.

Warto zwrócić uwagę na kalendarz „Diabła” (w latach 1896–1914), wydawnictwo towarzyszące krakowskiemu pismu satyryczno-literackiemu wychodzącemu z reguły dwa razy w miesiącu. Wydanie na rok 1888, czyli 130 lat temu, nosiło pełny tytuł: Kalendarz diabelski na rok 1888 dla użytku wszystkich żyjących Polaków oraz sporej paczki różnych znakomitości skłonnych do zamieszkania w państwie Lucypera Pierwszego i Ostatniego ułożony i w świat puszczony przez redakcję jego Diabelskiej Mości toczącej walkę z księciem wszelakich ciemności. Poza zwyczajowym kalendarium ze świętami „rzymskimi”, „ruskimi” i kalendarzem żydowskim oraz godzinami wschodu i zachodu słońca, w tym ponad 200-stronicowym wydawnictwie znaleźć można wiele satyrycznych rysunków, wierszy i prozy, a także poważne i jakże przydatne informacje dotyczące krakowskich tramwajów (wówczas były trzy linie), rozkład jazdy pociągów, cennik usług pocztowych oraz mnóstwo reklam i ogłoszeń krakowskich przedsiębiorców, rzemieślników, kupców i hotelarzy. Jest też miejsce na zapiski właściciela.

Tematy w kalendarzu nie ograniczały się tylko do spraw krakowskich, a zamieszczane w nim rysunki i satyry wyśmiewające rosyjskiego zaborcę skierowane były głównie do mieszkańców Królestwa Polskiego. Cenzura galicyjska w tym wypadku była dość pobłażliwa, nie reagując m.in. na nazwanie Michaiła Murawjowa, pogromcę powstania styczniowego – Skotina (bydlak).

Nie mogło zabraknąć przepowiedni. Publikowano więc żartobliwe prognostyki i przepowiednie dla wszystkich znaków zodiaku. Znalazł się też Kalendarz dla różnych stanów: dla hrabiów, dla wojaków, kucharek, profesorów i uczniów, szewców, szwaczek, aktorów, dyrekcji teatrów oraz górników. W kalendarzu dla hrabiów czytamy, iż rok 1888: „ma 365 dni świątecznych, których większa połowa z postem. Dzień liczy się od 12 w południe do 1 w nocy. Suche dni są te, w których nie ma deszczu i można robić przejażdżki w odkrytym powozie. Pory roku są trzy: 1) karnawał zimowy, 2) wyjazd do wód, czyli karnawał letni, 3) i pora rautów”. Z kolei rok dla wojaków ma wyglądać następująco: „składa się z 25 Übimgsmarszów, 52 Kirchparad, 30 Scheibenschusów. 212 egzecyrek i 6 Hauptmanewrów oraz kilku dni Stockhasu. Niedziela jest to taki dzień, co się w nim idzie do befelu, a potem na hulkę i tancmuzykę z fajerkami. Post jest wtedy, kiedy się masiruje na warte i jest od tego taki pan postfürer, co na te posty prowadzi”.

Kalendarz diabelski podał też kalendarium dla Żydów, np.: „6 marca – Git szabes, czyli założenie pierwszego szynku przez Icka Fefelberga, 1 kwietnia – Pascha, czyli spożywanie baranów galicyjskich”. Z kolei: „25 września – Trąbki na pamiątkę ciągłego trąbienia sznapsa przez naród polski, 1 października – Szwarcyjur, sądny dzień na pamiątkę zniesienia lichwy”.

Kalendarze należą wydawnictw znanych od stuleci. Cieszyły się popularnością, bo czytelnicy znajdowali w nich nie tylko „uporządkowaną rachubę czasu”, ale wiele bardziej lub mniej istotnych wiadomości. Kupowało się je z reguły przed Nowym Rokiem, lecz lekturę odkładano na później, gdy po karnawałowych trudach następowały spokojne, długie zimowe wieczory.

Ewa Danowska

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, styczeń 2018.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl