Narzędzia

List do dzieci „zwykłego szarego człowieka” wysłany mailem na adres córki 28 listopada 2017 o godz. 11.

„Szanowna Pani!
Z zamiarem zaproponowania Pani rozmowy zwlekałam przez jakiś czas. Dla mnie, dla Pani jeszcze bardziej, nie będzie to rozmowa jak każda. Dobrze wiem. Pracuję sporo lat. Dużo ludzkich losów już zdążyłam opisać.

Ale rozmowa z Panią, z Pani Bratem, jeśli wyrazi zgodę, to będzie co innego. Pisałam i to nieraz o ludzkim dramacie, który kończyła śmierć. Ale nie taka jak śmierć Pani Ojca. Z taką siłą przekazu dla społeczeństwa. On odszedł, aby pozostawić w ludziach po sobie ziarno niepokoju i sprzeciwu, które nie powinno zostać zapomniane, niezauważone. Dlatego dzisiaj postanowiłam do Pani napisać. (…) Bardzo proszę o odpowiedź niezależnie od tego, jaka ona będzie, czy na „tak”, czy na „nie”. To jest dla Pani trudna decyzja, wiem i czuję”.

Do dzisiaj odpowiedź na „tak” lub na „nie” nie nadeszła i pewnie nie nadejdzie.

 

Jeszcze pogoda była ładna….

Tego już się nie dowiem, w jakim momencie Piotr Szczęsny (rodzina wyraziła zgodę na podawanie nazwiska), z wykształcenia chemik, z zawodu trener konsultant i doradca biznesu z ponad 15-letnim doświadczeniem zawodowym, który posiadał Międzynarodowy Certyfikat Zawodowy Trenera Zarządzania, Doradcy i Asesora Matric & Thames Valley University, był członkiem Stowarzyszenia Mensa (największe i najstarsze stowarzyszenie osób o ilorazie inteligencji w zakresie dwóch górnych procent populacji danego kraju) zaczął z coraz większą szybkością zbliżać się do ściany wyznaczającej kres życia.

19 października 2017 roku, w czwartek, na dworcu w Krakowie rozpoczął się etap ostatni. Wsiadł do pociągu jadącego do Warszawy, z którego wysiadł na Dworcu Centralnym. Było ciepło, w południe miało być nawet 18 stopni na plusie, ale na noc prognozowano nadejście frontu deszczowego i zmianę pogody. Rodzinie powiedział, gdzie jedzie. Nic w tym nadzwyczajnego, często jeździł na szkolenia. Zabrał z domu stary i duży głośnik. Tłumaczył, że kolega chce go od niego odkupić.

W tym dniu w Pałacu Kultury i Nauki odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej zmarłą radną Olgę Johann. Ukończyła socjologię i psychologię, była wiceprzewodniczącą rady miasta. Członkini PiS. Bardzo znana. Następnie rozpoczęła się sesja. Jeszcze trwała, kiedy o godz. 16.30 na placu Defilad, stojąc od strony ul. Marszałkowskiej, spojrzał przed siebie raz i drugi i poczuł strach…. To co robić?

Realizować swój plan. Wyjął z torby magnetofon, podłączył ten stary głośnik, piosenkę Chłopców z Placu Broni już wcześniej miał przygotowaną, tylko wcisnąć klawisz, a więc to zrobił. Rozległo się: „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”, słowa tłumiły nieco odgłosy miejskiego ruchu, rozmowy przechodniów. I wtedy on, „zwykły szary człowiek” dopowiedział od siebie to, o czym Chłopcy z Placu Broni nie śpiewali, nie dopowiedział, a wykrzyczał, że protestuje przeciwko łamaniu przez rząd wolności obywatelskich, Konstytucji, lekceważeniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego, przekraczaniu przez władze prawa, jest przeciwny takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy są tworzone w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, protestuje przeciwko marginalizowaniu Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju. Swój protest zapisał w 15 punktach, na końcu dodał obszerne podsumowanie, ulotki rozsypał wokół siebie.

Piosenka ma kilka zwrotek. Kiedy wybrzmiała w całości, schylił się do dwóch niedużych baniaków, które przyniósł ze sobą. Były wypełnione łatwopalną substancją. Oblał się nią i podpalił. „Ja, zwykły szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich, nie czekajcie dłużej!”, wołał, dodając: „Protestuję! Protestuję!”, póki nie upadł na ziemię. Zmierzchało, a więc z daleka był dobrze widoczny. Najpierw jak pochodnia, potem jak dymiący strzęp ludzkiego ciała. Ugasili go pracownicy PKiN jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej. Po strażakach na plac Defilad błyskawicznie dotarła karetka pogotowia. Zabrali go do szpitala przy ulicy Lindleya. Lekarze orzekli, że ma poparzone 60 procent ciała. Jego stan jest ciężki. Gdybyśmy się spotkali, ja z jego dziećmi, tobym miała kogo zapytać, jak Ojciec wyglądał, kiedy go po raz pierwszy zobaczyły w szpitalu, tylko same bandaże i ani trochę zdrowej skóry, kroplówki, co jeszcze?

 

Ludzie pochodnie

Płonęli tutaj oraz poza naszymi granicami, nieraz daleko. Karol Levittoux w warszawskiej cytadeli, po brutalnym śledztwie rosyjskich oprawców, aby nie wydać kolegów, wybrał śmierć w płomieniach w roku 1841. Był studentem, miał 21 lat. Podpalił się w celi, znaleziono go w pozycji klęczącej. Płonęli mnisi tybetańscy, by świat dostrzegł krzywdy narodu tybetańskiego ze strony Chin. Płonęli mnisi buddyjscy w Wietnamie. W 1978 roku protestując przeciwko rusyfikacji Ukraińców i przynależności jego kraju do ZSRR, podpalił się obok grobu Tarasa Szewczenki dysydent Oleksa Hirnyk. W tym samym roku spłonął Musa Mamut. Chciał zwrócić uwagę świata na radzieckie represje wobec Tatarów Krymskich. W 1968 roku, 8 września w Warszawie, na Stadionie Dziesięciolecia, w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację spłonął były żołnierz AK, filozof i księgowy z Przemyśla Ryszard Siwiec, urodzony w 1909 roku. Stało się to w czasie ogólnokrajowych dożynek, na oczach dziesiątków tysięcy widzów, władz partyjnych oraz dyplomatów.

Nagrał przesłanie:

„Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, zwyczajnego człowieka...”. List do żony, przechwycony przez SB, który dotarł do niej dopiero po 22 latach, zaczynał się tak: „Kochana Marysiu, nie płacz!”.

Minęło pół roku i na placu św. Wacława w Pradze 16 stycznia 1969 roku podpalił się 21-letni student historii i ekonomii politycznej na Uniwersytecie Karola Jan Palach (o śmierci Ryszarda Siwca nie wiedział). Zmarł w szpitalu trzy dni później. Miał poparzone 85 proc. ciała. Zostawił przesłanie mówiące o tym, że samospalenie jest protestem przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację oraz powszechnej apatii społeczeństwa. „Mój czyn ma sens, ale nikt nie powinien go naśladować. Studenci powinni zachować życie, aby spełnić jego cele, by mogli żywi wesprzeć walkę” – napisał.

Niestety, tak się nie stało, 25 lutego tego samego 1969 roku, w takim samym jak Jan Palach proteście, na placu Wacława w Pradze 18-letni uczeń Jan Zajic o godzinie 13.30 oblał się 8 litrami benzyny i po 15 minutach już nie żył. Wcześniej oddał koledze dowód osobisty, odezwę do narodu czechosłowackiego, list do przyjaciela i list pożegnalny do rodziców:

„Kochana Mamusiu, kochany Ojcze, droga siostro, miły bracie! Gdy będziecie czytać te linijki będę już martwy albo prawie martwy. Wiem, co Wam czynię. Robię to, bo cenię życie. Wierzę, że w ten sposób poprawię życie innych. Znam cenę życia. Wiem, że jest ono najcenniejsze”.

List rozdawany przez Piotra S. pod Pałacem Kultury


„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.
2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent), podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
5. Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.
8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów takich jak np. Lech Wałęsa czy byli prezesi TK.
10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.
12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.
Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.
Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.
Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem, też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.
Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.
Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.
I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.
Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele, mamy zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?
Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.
Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.
Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to, co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.
Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to, żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.
Ja, zwykły szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.
A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!
Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

W pierwszym dniu wiosny, 21 marca 1980 roku na Rynku w Krakowie do zabytkowej studzienki przykuł się łańcuchem Walenty Badylak, urodzony w 1904 roku, były żołnierz AK, emerytowany piekarz. Oblał się benzyną i podpalił. To był jego osobisty krzyk rozpaczy wobec przemilczania zbrodni katyńskiej. Tylko w lokalnej prasie ten fakt, trudny do ukrycia przed mieszkańcami miasta, został odnotowany. Napisano: był to chory psychicznie emeryt.

Piotr Szczęsny po dziesięciu dniach zmarł w szpitalu przy ul. Lindleya w Warszawie, 29 października. Już zrobiło się chłodno, w Warszawie najwyżej 8 stopni, powiał zimny wiatr, w górach zaczął sypać śnieg.

 

Cienka skóra

Nie, zdecydowanie nie zapytałabym ani córki, ani syna o dzień śmierci Ojca, co wtedy robili, to dla nich jest kamień nadal za ciężki. Pewnie byli w szpitalu razem z Mamą. Wszystko, co ich w życiu pochłaniało, wobec tej tragedii zrobiło się mało ważne.

Jeszcze kiedy żył, jego żona opowiedziała o nim dziennikarce radia TOK FM. Mam w pamięci jej spokojny głos, ale tylko na pozór spokojny, bo podszyty emocjami, które się wyczuwało. Mówiła, że są małżeństwem od 30 lat, dorosłe dzieci poszły własnymi drogami, córka pisze doktorat, syn też. Mąż od 8 lat cierpiał na depresję, która dotyka w Polsce parę milionów osób, ale, jak zresztą sam o sobie napisał, depresja nie ma nic wspólnego z niepoczytalnością. Nigdy mu to nie przeszkadzało w pracy, był czynny, jak zwykle opanowany i skupiony na tym, co robi. Kończąc list do rodziny, odniósł się do swojego czynu:

„A dlaczego taka radykalna forma protestu? Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi), ale że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje, i trzeba je z tego snu obudzić”.

Gdybyśmy się spotkali, zapytałabym dorosłe dzieci „zwykłego szarego człowieka”, czy ich zdaniem społeczeństwo śpi? Natomiast nie mam pewności, czy zapytałabym o to, czy droga, jaką wybrał Ojciec, aby to społeczeństwo obudzić, droga płomieni, nie jest autostradą tam, gdzie by wystarczyły, powiedzmy, tylko dwa pasma szybkiego ruchu? Ale może lepiej nie oceniać i o taką ocenę nie pytać, nie ważyć i nie mierzyć ludzkich wyborów, na które musiała mieć wpływ cienka skóra wrażliwego, a z powodu choroby nadwrażliwego człowieka. Ta cienka skóra właśnie sprawia, że trudniej się obronić, znieczulić, znaleźć dla siebie wygodną niszę, zupełnie możliwe, że tak to było.

Na moje znaki zapytania pomógł mi odpowiedzieć ks. Adam Boniecki w ostatnim pożegnaniu Piotra Szczęsnego na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie 14 listopada 2017 roku (na urnie z prochami zmarłego, na której leżała wiązanka biało-czerwonych róż, przytwierdzono tabliczkę z imieniem i nazwiskiem oraz datami narodzin i śmierci: 1963 – 2017, tylko tyle). Ks. Boniecki powiedział:

„Piotr był z tych, którzy widzą ostrzej, widzą to, czego większość ludzi nie dostrzega, czuje drgania sejsmiczne, których wielu nie czuje, widzi rysy na murze, stłuczony dzban i złamany kołowrót, widzi symptomy katastrofy. Wierzy, że może ostrzec. Wie, że to uczynić musi.

Widzę pana Piotra: wieczór, kilka ostatnich godzin życia, trwania pod Pałacem Kultury. Myślę o wewnętrznym dialogu, który z sobą toczy. Dialog trudny. Straszny. Samotny wśród biegających ludzi. Wyobrażam sobie cisnące mu się do głowy pytania: Czy warto? Jaki krzyk, jaki znak może ludzkie serce poruszyć? O tym być może myślał, siedząc kilka godzin pod Pałacem Kultury. Napisał: Wierzcie mi, nie jest łatwo…

Mówią mi: z samobójcy robisz świętego. Nie jestem urzędem ogłaszającym świętych. Myślami stoję tam, na placu pod Pałacem Kultury, i pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mojego bliźniego? Taki czyn. Tak dramatyczny”.

 

Pamięć

Ale na pewno zapytałabym dzieci, co Ojciec lubił jeść na śniadanie. Jeśli wypijał z rana filiżankę kawy, to jakiej? Czarna? Z mlekiem? Co, oprócz wędkowania (o tym wędkowaniu czytałam) było jego sposobem na wyciszenie się, relaks? Jeśli muzyka – to jaka? Jeśli chodzenie po górach – to po których, tych najwyższych?

W trzy dni po tragedii na placu Defilad w Warszawie, w niedzielę, o godz. 16.30, na krakowskim Rynku, obok studzienki z tablicą upamiętniającą samospalenie się w tym miejscu Walentego Badylaka, zebrało się kilkadziesiąt osób. Przynieśli znicze. Odczytano postulaty Piotra Szczęsnego z Niepołomic (opuścił Kraków jakieś dziesięć lat temu, jego marzeniem był własny dom pod lasem). Wtedy jeszcze żył.

– Trzy dni po tragedii spotykamy się tutaj, w szczególnym dla krakowian miejscu. Dziś nie będzie tu krzyku, nie będzie haseł. Jesteśmy tylko my i list. List człowieka, który doszedł do ściany. Chcemy mu okazać nasze wsparcie. Obecnie w ciężkim stanie leży w warszawskim szpitalu przy ulicy Lindleya. „Ja zwykły szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich nie czekajcie dłużej”, napisał do nas” – mówił prowadzący spotkanie.

Postulaty zostały odczytane po polsku i po angielsku. Pozostawione koło studzienki Badylaka świece paliły się nocą, a niektóre jeszcze następnego dnia.

Gdy 2 listopada, w Dzień Zaduszny, odbyło się spotkanie w miejscu samospalenia, „zwykły szary człowiek” już nie żył. Jego ostatni list odczytał aktor i reżyser Bartłomiej Topa. Cztery dni później, w poniedziałek 6 listopada, wyruszyły marsze pamięci w Warszawie i Toruniu. W dzień po pogrzebie Piotra Szczęsnego, 15 listopada, na placu Defilad, w miejscu tragicznego zdarzenia, została wmurowana tablica: „Ja, zwykły szary człowiek, 19 X 2017”.

Pewnie o tej tablicy upamiętniającej Ojca jego dzieci wiedzą, a być może ją w Warszawie widziały. Natomiast gdybyśmy się spotkali, opowiedziałabym im o pani Gabrieli Lazarek, właścicielce salonu fryzjerskiego w Cieszynie, która z własnej woli i według własnego pomysłu podjęła w istocie prostą inicjatywę. Ręcznie wymalowała sporych rozmiarów plakat:

„Stop agresji i nienawiści! Obojętność to przyzwolenie. Jeżeli nie jesteś obojętny, stań przy mnie 5 minut”.

Pani Gabriela codziennie o godzinie 17 stoi z tym plakatem na Rynku w Cieszynie, niedługo, 15 minut, i czyta na głos manifest Piotra Szczęsnego. Z początku nikt obok niej nie stawał, teraz to się zdarza, czasami stoją dwie, trzy osoby i słuchają. Komentują. Treść manifestu oraz czyn desperacki, tragiczny, jedni widzą w nim przekroczenie bożych przykazań i grzech, inni są wyrozumiali, bo chciał dobrze. Ale nie każdego dnia ktoś stanie na te 5 minut, o jakie prosi kobieta trzymająca plakat. Czasami stoi sama.

O pani Gabrieli Lazarek napisała reportaż Marta Mazuś. Został wydrukowany w nr 47 tygodnika „Polityka”. O, jak dobrze się stało, że dziennikarka tę inicjatywę podjętą w Cieszynie odnotowała! Dowiedziałam się o niej. Ale także dzieci „zwykłego szarego człowieka”, które chociaż odmawiają kontaktów z mediami, przecież codziennie, no może prawie codziennie, zadają sobie po cichu kilka ważnych pytań.

 

Pytania

Jakie te pytania są? O pamięć, między innymi, o to na pewno. I o to, czy za ścianą, która okazała się nie do pokonania dla Ojca, a kiedyś stanie na drodze życia każdego z nas, jest tylko ciemność, czy coś jeszcze.

 

Elżbieta Dziwisz

Zdjęcia: M. Lasyk

List Piotra S. do mediów: Dlaczego tak radykalnie? Bo sytuacja jest dramatyczna
„Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić). Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie. Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie.
Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi.
Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo.
Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości.
A dlaczego tak radykalna forma protestu?
Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi), ale że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje, i trzeba je z tego snu obudzić”.

Do listu do mediów dołączone były dwa fragmenty:


Fragment 1: Tak mało zrobiłem do tej pory dla Ojczyzny
„Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje.
Kiedy wybuchła „Solidarność”, byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów.
13 grudnia byłem już studentem i nie spałem do południa, tylko roznosiłem pierwsze ulotki.
W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach.
4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych.
Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić”.


Fragment 2: Wstydzę się tłumacząc, że Polska to nie to samo, co polski rząd
„Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win).
Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia.
Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd.
Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL.
Wstydzę się, widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”.

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, styczeń 2018.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl



W czerwcowym „Krakowie”

Smocze jajo: 708, to jest to!
- Mieczysław Czuma

Polecamy

Witryna fotoreporterów