Tegoroczny laureat Jerzy Baczyński - redaktor naczelny obchodzącego właśnie swoje 60. lecie tygodnika „Polityka” wizytę w Krakowie rozpoczął od Cmentarza Rakowickiego, gdzie w Alei Zasłużonych złożył kwiaty i zapalił znicze na grobie red. Janiny Paradowskiej zmarłej latem ubiegłego roku, bodaj najwybitniejszej polskiej publicystki politycznej przełomu XX i XXI wieku. Zresztą dobry duch Janki – jak zwykli o niej mówić przyjaciele i współpracownicy był gdzieś cały czas tego popołudnia między nami. Uzasadnienie medalu przyznawanego za wybitne zasługi w obronie zasad demokracji i społeczeństwa obywatelskiego, za rzetelność i profesjonalizm w pełnionej przez laureata funkcji oraz za przestrzeganie zasad przyzwoitości w życiu publicznym przedstawił Jan Pieszczachowicz. – Wiem gdzie, ale nie pamiętam kiedy poznałem Jerzego Baczyńskiego – zaczął żartobliwie. - Było to w Domu Polonii, w Krakowie, a poznał nas Krzysztof Mroziewicz, późniejszy ambasador. To jest taki fajny facet, który zapowiada się dobrze - przedstawił krótko… „Polityka” redagowana od kilkunastu lat przez Jerzego Baczyńskiego jest instytucją i zastanawiam się co by było gdyby jej nie było. Całe szczęście, że jest!

Laudację wygłosił prof. Wiesław Władyka z Uniwersytetu Warszawskiego (pełny tekst zamieszczamy osobno.














- Chciałem Panu Redaktorowi podziękować za to, że stworzył i prowadzi takie pismo jakie jest, że w tym czasie w którym przyszło nam żyć, takie pismo istnieje – powiedział prof. Jacek Majchrowski prezydent miasta Krakowa. Jest to dzisiaj – chyba nie przesadzę – najważniejszy tygodnik polskiej inteligencji, na którym ta inteligencja może się wychowywać. Pozwala nam także na jeszcze jedną niezmiernie ważną rzecz – na wiarę w standardy dziennikarstwa, dowodzi, że dziennikarstwo może być rzetelne i uczciwe oraz takie na którym możemy się opierać, co jest w tej chwili niezmiernie rzadkie. Chciałem po prostu za to wszystko Panu podziękować.

Z gratulacjami pospieszył także wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa, a zarazem prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Sławomir Pietrzyk. - Medale mamy różne i jest ich w Polsce wiele, ale ten choć wydawałoby się skromny medal autorstwa krakowskiego plastyka Janusza Trzebiatowskiego jest szczególny. To medal podwójny, przyznawany za mądrość i odwagę, która zwłaszcza dzisiaj w kręgu mediów jest szczególnie cenna. Dlatego cieszę się, że mogę w tej uroczystości wziąć udział i być świadkiem wręczenia tej prestiżowej nagrody. Ten medal trafia w godne ręce. Jest Pan przykładem, jest Pan wybitna postacią mediów i „Polityka” pod pańskim kierownictwem jest nie tylko tym tygodnikiem, na którym wychowują się młodzi, ambitni ludzie, którzy chcą coś dobrego w tym kraju zrobić, ale gazetą darzoną dużym sentymentem, a przede wszystkim zaufaniem.

Głos zabrali kolejno krakowscy członkowie redakcji „Polityki”: Adam Szostkiewicz, prof. Jan Hartman oraz Krzysztof Burnetko. (a może czas najwyższy pomyśleć o krakowskim oddziale „Polityki”? „Politykę” z „Krakowem” łączyła przez wiele lat Janina Paradowska pisując i tu i tu. Łączy cały czas Andrzej Mleczko rysując w „Polityce” co tydzień, a w Krakowie co miesiąc, a znacznie wcześniej połączył prof. Roman Banaszewski, który był autorem starej czerwonej winiety „Polityki” i wymyślił także winietę „Krakowa” oraz jego szatę graficzną.)

- Co za miła chwila, co za przyjemność zobaczyć naczelnego w takiej sytuacji i to w Krakowie – zaczął z krakowskim zaśpiewem Adam Szostkiewicz. - Ponieważ tyle było już tutaj wielkich liter, to ja wygłoszę krótki tekścik małymi literami i podzielę się z Państwem refleksja jak to jest tyle lat krążyć pomiędzy Krakowem a Warszawą. Ja tak krążę od 1999 roku kiedy to Jurek porwał mnie z „Tygodnika Powszechnego”, w którym odsłużyłem w najlepszym jego czasie 11 lat. A ponieważ Polska wydawała mi się wtedy krajem już normalnym i sądziłem, że tak już zostanie więc postanowiłem spróbować chlebna warszawskiego, także w sensie zawodowym. I nie żałuję tego. Chociaż wiąże się to z koniecznością podróżowania pomiędzy obydwoma miastami. Wbrew pozorom nie było to takie straszne wyzwanie, bo zbiegło się ono z początkami Intercity i już wtedy było nieźle, bo zaczynało się od 2 godzin 10 minut, czyli tak jak jeździ się teraz, co wszyscy uważają za niebywałe osiągnięcie. Jakie są pożytki z takiego jeżdżenia ? Poza tym że można mieć dwie godziny dla siebie można porozmyślać o Polsce, o rodzinie, poczytać, napisać na ipodzie krótki tekst użytkowy dla naszego portalu internetowego, spotkać interesujących ludzi, bo oprócz migracji zewnętrznej istnieje także migracja wewnętrzna między Krakowem a Warszawą. Można też zobaczyć jak zmienia się Polska tzn. jak popada w ruinę można także zaobserwować jak się czasy zmieniają. Na początku w Intercity pojawili się np. pucybuci, z jednym bardzo miłym byłem nawet zaprzyjaźniony. Opowiadał mi o swoim doświadczeniu z nową Polską, co było zresztą bardzo pouczające. Niestety zniknął wraz z modernizacja Intercity. Teraz mamy high-tech są ekrany ciekłokrystaliczne, które umilają czas pasażerom. I co na nich widać ? Są filmiki, które zachwalają zalety podróżowania Intercity z udziałem polskiej, narodowej reprezentacji hokeja na lodzie. Poprzednio przez lata to samo robił Man z Materną. Nie muszą w tym gronie przypominać, że między dawną, a obecna stolicą jest swoiste napięcie. Ono może być twórcze. Teraz dzięki dobrej zmianie pomiędzy częścią obywateli obu miast dochodzi do zbliżenia, czasami nieoczekiwanego i niespodziewanego. Nagle się okazuje, że lewacy, nie lewacy, łżekonserwatyści, prawicowcy – nagle widzą, że jest jakaś wspólna sprawa. Warto się dla niej częściej widywać, spotykać, a nawet nagradzać. Nagroda przyznana dla Warszawiaka w Krakowie to jest niebywałe. Nie wszyscy dostąpili takiego zaszczytu. To działa także w drugą stronę, ale dużo mniej. Poznałem dwa światy. Dużo jest sympatii i podziwu w Warszawce, którą ja znam, dla Krakowa, niż odwrotnie tzn. dla Warszawki w Krakówku. Bardzo się cieszę, że magazyn „Kraków”: takiego wyboru dokonał.

- Czy w Polsce są wolne media? – uderzył niczym w dzwon Zygmunta prof. Jan Hartman. - Tak! Jest w Polsce wiele małych wolnych mediów. Ale jest tylko jedno duże. To jest „Polityka”, która nie zależy od żadnej partii politycznej, nie zależy od żadnej zagranicznej czy krajowej korporacji, która sama dla siebie jest pracodawcą i podmiotem gospodarczym, która utrzymuje się na rynku tylko dzięki swoim czytelnikom. I tylko od nich zależy czy nadal będzie trwała. Ale ta odpowiedzialność nie jest już dzisiaj odpowiedzialnością tylko przed polska inteligencją, ale to jest odpowiedzialność przez całą Polską. To jest odpowiedzialność za stan dzisiejszy i przyszłość naszej ojczyzny. Czas jest bowiem szczególny. „Polityka” już raz w takim czasie szczególnym zdała egzamin. Na niedawnym jubileuszu – nestor naszego tygodnika red. Marian Turski opowiadał, że w roku 1968 kiedy partię i rząd ogarnęła antysemicka histeria – ta państwowa w końcu wtedy gazeta miała odwagę się temu przeciwstawić. To musiało być wtedy niezwykle trudne. Dla tych, którzy tych czasów nie pamiętają trudne do wyobrażenia jest to jakiej wtedy trzeba było odwagi, aby przeciwstawić się sekretarzom partii. Przeciwko swoim przełożonym zejść z oficjalnej linii. Dzisiejsze wyznania są inne, ale myślę, że nie łatwiejsze! Niechaj w tym miejscu w Magistracie Krakowskim, w obecności prezydenta tego miasta a także krakowskich elit wybrzmią te słowa, które mamy w głowach. Każdego dnia wali się w gruzy demokratyczne państwo prawa , niezawisłość sądów, niezależność prokuratury, wolne media, służba cywilna, a obecnie jak słyszymy demokratyczne cywilizowane wybory do samorządu. Czyją sprawą jest obrona porządku konstytucyjnego. Zwykle jest to sprawa inteligencji, tej najbardziej zawsze światłej warstwy społecznej. A gdzie inteligencja ma swoje przywództwa ? Formalnego nie ma! Ale nieformalną, najpewniejszą organizacją polskiej inteligencji jest tygodnik „Polityka”. To łącznik nas wszystkich ! To jest ostoja wolnej, obywatelskiej myśli. To jest nasza wspólna instytucja, do której się odwołujemy. I uznajemy niezależnie od naszych poglądów politycznych nadrzędność tej instytucji w stosunku do wszystkich innych ośrodków wolnej myśli. To są reduty wolności obywatelskiej, odpowiedzialności za Polskę. Jest redaktor Jerzy Baczyński, który w tych okolicznościach w jakich znaleźliśmy się czy chciał tego czy nie – stał się politykiem. Dzisiaj oddzielenie tych funkcji jest już logicznie niemożliwe. Skoro musimy bronić podstaw ustroju konstytucyjnego, to jest to naszym wspólnym obywatelskim obowiązkiem. Musimy wszyscy być w polityce. Jako obrońcy ojczyzny. Chciałbym wyrazić najgłębsze przekonanie, że redaktor Jerzy Baczyński z wielka godnością, roztropnością, mądrością już teraz odnajdując się w tej roli, dalej będzie świadomie i uparcie tę rolę pełnił. Już teraz stoi w szeregu przywódców polskiej opozycji, choć nie jest liderem partii politycznej, nie został przez nikogo wybrany, ale jest liderem instytucji na którą wszyscy liczymy i wokół której wszyscy się skupiamy. Chciałem życzyć panu redaktorowi, aby w tej szczególnej, być może najważniejszej w życiu roli wytrwał z tą sama roztropnością, mądrością, godnością, sprawiedliwością, rozwagą, którą przekazujecie od samego początku kryzysu politycznego, w którym się znaleźliśmy. Liczymy na pana i bardzo panu dziękujemy.

- Ja myślę, że ta obywatelskość Baczyńskiego - powiedział Krzysztof Burnetko – polega na tym, że on nie uległ chorobie bardzo popularnej w polskich mediach tzw. bezstronności. A bezstronność sprowadza się do poglądu, że prawda zawsze leży gdzieś pośrodku, że w każdym poglądzie jest odrobina racji, a winę trzeba rozkładać między różne osoby, podmioty, partie i środowiska. Otóż ta bezstronność odbywa się kosztem rzetelności. „Polityka” staje się pismem zaangażowanym, coraz bardziej zaangażowanym, jednocześnie pozostając pismem rzetelnym. Nie bądźmy bezstronni, prawda nie leży pośrodku, a winni są tam gdzie są – zaapelował na koniec.

- Doceniam to, że Kraków honoruje dzisiaj Warszawiaka - zaczął dziękując Jerzy Baczyński - na okoliczność łagodzącą powiem, że pochodzę z Otwocka. Czuję się trochę jak Tomek Sawyer, który trafił na własny pogrzeb i płakał bardzo wzruszony, że go tak strasznie chwalą. Nazwa tej nagrody „Za mądrość obywatelską” jest bardzo krępująca, bo jest takie powiedzenie, że ktoś kto uważa, że jest mądry daje świadectwo własnej nieroztropności żeby nawet nie powiedzieć własnej głupocie. Mądrość jest słowem dzisiaj nieużywanym, bo jeśli dzisiaj chce się komuś wyrazić uznanie mówi się o jego inteligencji, o wiedzy czy kreatywności. Mądrość jest określeniem dzisiaj anachronicznym, a jednocześnie bardzo krakowskim. Kraków jest jedynym z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie takiego słowa można używać. W Warszawie brzmiałoby ono co najmniej dziwnie. Dzisiaj zostałem tutaj oto postawiony jako 12. laureat tej nagrody, w szeregu ze znamienitymi postaciami, których wielu uważam za swoich nauczycieli i mistrzów. Każdej z tych postaci stojących przede mną zwykłym magistrem, skromnym redaktorem obserwującym ledwie otaczającą nas rzeczywistość przypisałbym atrybut mądrości, czegoś co jest naddatkiem wykraczającym ponad wiedzę i kompetencję, co płynie z osobowości i poczucia odpowiedzialności. Każda z tych osób jest legendą polskiej inteligencji i państwowości. Dlatego znaleźć się w tym szeregu jest czymś niesłychanie zaszczytnym i absolutnie niezwykłym. Chciałem tu odnieść się do mojego poprzednika na tej liście ks. Prof. Michała Heller, gdyż nasze ścieżki zarówno w Krakowie jak i w Warszawie przeplatają się wzajemnie. Z księdzem profesorem, który jest esencją krakowskości łączy mnie szczególny sentyment, gdyż traktuję go jako swojego przewodnika po wszechświecie. Prowadziłem z nim wywiady i wiele spotkań i zawsze miałem takie poczucie niezwykłości polegającej na tym, że ateista taki jak ja spotyka się z księdzem i nie mamy najmniejszego problemu, by odczuwać to samo poruszenie, gdy rozmawiamy o współczesnej nauce, o wszechświecie i losach ludzkiego pyłku rzuconego w ten wszechświat. I jestem za to wdzięczny i księdzu, i Krakowowi, który go hołubi, gdzie znalazł fantastyczne miejsce by prowadzić swoją niezmiernie ważną prace naukową. Ale jest jeszcze jedna osoba, o której chciałem wspomnieć, a której na tej liście nie ma, a myślę że przyjmuje dzisiaj to wyróżnienie także w jej imieniu. To Janka Paradowska, krakowianka z krwi i kości, która za życia nie lubiła wszelkich słów uznania i bardzo nie lubiła, gdy nazywano ją wybitną publicystka czy intelektualistką. Zawsze mówiła, że wykonuje najprostszą pracę dziennikarską i świadczy usługi dla czytelników. I tyle. W Jance tkwiła bardzo szczególna mądrość polegająca na dystansie do siebie, i do świata oraz rozumienie wszystkich procesów politycznych i społecznych. A także poczucie odpowiedzialności wobec społeczeństwa, w którym żyjemy, wraz z umiejętnością okazywania przyjaźni, wierności i miłości. To że myślę w tym momencie o Jance, i o redakcji „Polityki” ułatwia mi przyjęcie tej nagrody, bo chcę ją dzielić z moimi kolegami z zespołu redakcyjnego, tymi którzy są i tymi którzy od nas już odeszli. Dostałem tę nagrodę za instytucję, którą prowadzę, za fantastycznych dziennikarzy i publicystów, których mam w swoim zespole, i z którymi dzielimy tę samą troskę o Polskę. Rozmyślałem także, którą z definicji mądrości mógłbym zaakceptować, aby poradzić sobie z patosem tej nagrody. Znalazłem taką definicję, u krakowianina ks. prof. Józefa Tischnera, który powiedział, że „mądrość to trwanie przy prawdach oczywistych, kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić czy zrobić karierę przeminie wraz z iluzją”.

Starsze od nas pokolenia inteligencji wyznawały bardzo podobny zespół wartości próbując go realizować w warunkach historycznych jakie były im dane. I zawsze napotykały na opór przeciwników z tej samej strony. Pomyślałem sobie, że mądrość o ile mogę wracać do tego słowa, które jest w nazwie tej nagrody ma zawsze tych samych przeciwników. Jest nią po pierwsze głupota, która znajduje swoje reinkarnacje na każdym etapie historycznym w różnej postaci. Głupota jako ignorancja, arogancja jako lekceważenie realiów i faktów. Głupota, która przybiera kształt szaleństwa, kompletnego nieliczenia się z realiami świata, staje się w swoim kształcie paranoidalną obsesją spiskowej teorii świata, a co gorsza ulegają jej polityczni szaleńcy. Jest jeszcze kolejny przeciwnik mądrości jakim jest niedojrzałość czyli infantylizm, wobec którego – starając się go opisać - stajemy zupełnie bezradni. Zadajemy tylko sobie pytanie jak tak można ? Jak można być tak narcystycznym, jak można być tak bezczelnym, jak można być tak kapryśnym, jak można tak nie szanować innych. To jest postawa, która przystoi tylko dzieciom, a i to w najwcześniejszych latach ich rozwoju. Mam wrażenie, że wkroczyliśmy w epokę infantylizmu. Te trzy postawy będące zaprzeczeniem mądrości czyli ignorancja, szaleństwo i infantylizm nieoczekiwanie wzięły także nas w swoje obroty. Przy okazji naszego sześćdziesięciolecia zastanawialiśmy się, gdzie my polska inteligencja popełniliśmy błąd komunikacyjny i nie potrafiliśmy przekazać tak wielu ludziom, że jest możliwe zbudowanie społeczeństwa, w którym będziemy się szanować, nawzajem lubić i nie będziemy tak rozdarci jeśli idzie o tolerowanie swoich odmiennych przekonań, nie będziemy się tak różnili w ocenie tego jak powinno funkcjonować współczesne państwo. Gdzieś ten błąd został popełniony i ja nie wiem czy da się on jeszcze naprawić. Ta gazeta i jej zespół mówię tu o „Polityce” od 60 lat ma rozmaite złudzenia i te złudzenia pielęgnujemy i będziemy pielęgnować, i wciąż wierzymy, że ta lepsza Polska jest możliwa. Co będziemy mogli, to będziemy robili żeby ją przywrócić. Dostałem tę nagrodę – przepraszam że się w tym momencie może mądrzę się, ale jest to taki moment że mogę powiedzieć więcej niż normalnie miałbym śmiałość – także za to co piszę. Dziękuję, że kapituła zauważyła także moje drobne teksty, które zacząłem pisać z pewna nieśmiałością uważając że redaktor naczelny jest jak trener drużyny i nie powinien grać na boisku. Ale przyszły takie czasy, że powiedziałem sobie, że nie mogą już występować tylko w roli nauczyciela czy trenera, ale przynajmniej powinienem być spikerem stadionowym. I wychodzę przed każdą środą, gdy rozgrywamy mecz i zapowiadam, mobilizuję oraz wskazuję co w tym tygodniu gramy i przeciw komu. Ta nagroda za publicystykę ma ten negatyw, że dostałem ją za mądrość, ale przecież następnego tygodnia mogę walnąć jakąś głupotę, która państwa zadziwi… To jest nagroda obarczona potwornym ryzykiem, bo ja nie wiem czy mądrość jest dożywotnia czy jak raz dostanie się medal „za mądrość”, to on ma wiek nieskończony, czy może być wycofany. Przyjmuję zatem ten medal dzisiaj, ale wszystkie potencjalne moje głupoty są już na nowy rachunek.

Chciałbym podziękować kapitule, że tak odważnie zdecydowała się tę nagrodę publicyście i redaktorowi przyznać, zwłaszcza po tylu profesorach, którzy przede mną ja otrzymywali, bo ja jestem jedynie zwykłym magistrem. Postrzegam naszą powinność w „Polityce” i moją jako redaktora, abyśmy starali się na ile tylko można ograniczać zasięg i siłę głupoty, ignorancji, szaleństwa i infantylizmu, abyśmy ze wszystkich sił to czynili. I wciąż wierzę, że ta obywatelska mądrość gdzieś, kiedyś w końcu zwycięży, co oczywiście droga kapituło jest dowodem mojej naiwności i głupoty - zakończył Jerzy Baczyński.

W uroczystości wzięli udział także laureaci medalu „Za mądrość obywatelską” z lat poprzednich profesorowie: Andrzej Romanowski i Bronisław Łagowski. Był także obecny nestor krakowskich redaktorów naczelnych - Zbigniew Regucki, który stworzył podwaliny i rzetelny fundament pod późniejszy sukces „Gazety Krakowskiej” z początku lat osiemdziesiątych. Jak sam przyznał jest czytelnikiem „Polityki” od pierwszego jej numeru.

Dla laureata i zgromadzonych gości zagrał bezpośrednio po powrocie z zakończonego sukcesem tournee po Indiach HeFi Quartet w składzie: Leszek HeFi Wiśniowski - flet, saksofon; Dominik Wania - piano; Maciej Adamczak - kontrabas; Bartosz Staromiejski – perkusja. Muzycy wykonali autorskie kompozycje lidera Leszka HeFi Wiśniowskiego z płyty „Kinetyka": „Saint Germain 141", „Taniec we mgle" i tytułową „Kinetykę".

 

Jacek Balcewicz


Zdjęcia: Jan Zych