Prawo i obyczaje

Populizm penalny

Kolejność zdarzeń jest z reguły taka. Ma miejsce jakieś spektakularne przestępstwo. Spektakularne z uwagi na okrucieństwo sprawcy, albo jego nietypowe zachowanie, albo z uwagi na osobę ofiary, albo z uwagi na miejsce popełnienia, albo na inne jeszcze okoliczności. Spektakularne dlatego, że nietypowe, niecodzienne. Teraz do akcji wkraczają media. Z zasady nie bardzo wiedzą o co chodzi, w szczególności nie wiedzą na czym ta nietypowość przypadku polega, ale czują sensację i chcą ją wykorzystać. Z zasady media powinny informować o zdarzeniach i je objaśniać. Informować we współczesnym świecie dzięki technice jest łatwo. Z objaśnianiem gorzej. Tu trzeba by już mieć jakąś wiedzę merytoryczną albo co najmniej wiedzieć, kto ją ma i mieć do niego numer telefonu. Prościej jest pogonić za sensacją.

Przykład z ostatnich dni. Sąd poznański zwolnił z aresztu oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Sensacja! Kto ma jakie takie pojęcie o procedurze karnej wie, co to oznacza i skąd taka decyzja sądu. Albo sąd uznał po przeprowadzeniu części dowodów, że prawdopodobieństwo, iż oskarżony to zabójca jest mniejsze niż sądził prokurator wnosząc akt oskarżenia w tej bądź co bądź poszlakowej sprawie, albo uznał, że dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania (bo temu i tylko temu służy tymczasowe aresztowanie!) dalszy pobyt oskarżonego w areszcie nie jest konieczny. Dziennikarze tego publice nie wyjaśnią, bo nie mają o tym pojęcia, o wyjaśnienie też nie proszą prawnika, tylko… ojca ofiary. Czego oczekiwali po nim? Że wyjaśni im procedurę? Że wyrazi spontaniczną radość z decyzji sądu, której podobnie jak dziennikarze nie rozumie? Biedny ten człowiek, przeżywający boleśnie stratę córki, cóż sensownego może w takiej sytuacji powiedzieć do kamery? Mówi, że nic z tego nie rozumie, podejrzewa jakieś spiski i machloje. Jemu wolno. Co więcej, takie jego przekonanie jest zrozumiałe. Jemu też najwidoczniej ani sąd nie wyjaśnił swej decyzji używając ludzkiego języka, ani nie wyjaśnił mu adwokat, jego pełnomocnik.

Jaki przekaz płynie z ekranu telewizora? Ano taki, że sąd nie wiadomo czemu zwolnił z aresztu mordercę (bo o tym, że każdy oskarżony jest na pewno sprawcą i by to uznać nie trzeba czekać na wyrok - lud jest zwykle głęboko przekonany), że decyzja sądu nie tylko dla ludu, ale także dla dziennikarzy jest niezrozumiała (to akurat jest prawdą, ale lud nie podejrzewa dziennikarzy o idiotyzm), a ojciec ofiary jest tym oburzony i podejrzewa tu jakiś spisek.

Po samobójstwie kilkunastolatka dziennikarze nie proszą o komentarz psychologów czy pedagogów, tylko szukają babci młodego samobójcy, by zapytać ją przed kamerą, czy jest jej smutno…

Jaki pożytek z takiego programu? O czym wartościowym poinformował? O czym w ogóle poinformował? O tym, że babci jest smutno jak wnuczek wyskoczy z okna? Albo o tym, że babcia nie chce przed kamerą rozważać, dlaczego wnuczek wyskoczył z okna? A jak się uda nie pokazując całej twarzy babci, sfilmować jak po policzku spływa jej łza! Toż to mistrzostwo reportażu!

Wracając do populizmu penalnego. Jego mechanizm jest taki. Spektakularne zdarzenie. Nagłośnione przez media wywołuje określone reakcje społeczne. W szczególności społeczeństwo jest przekonane, że to nagłośnione, nietypowe zdarzenie jest typowe, że jest tylko jednym z wielu. Co więcej, że jeśli natychmiast stanowczo się nie zareaguje, grozi nam lawina podobnych zdarzeń. Taką reakcję społeczną kryminologia nazywa panika moralną. Objęci tą paniką ludzie oczekują pomocy i opieki ze strony polityków. Wierzą, że surowe kary są najskuteczniejszym remedium na to niepożądane zjawisko (nawiasem mówiąc, guzik prawda, setki badań wskazują, że nie w surowości kar rzecz). Gdy panika moralna obejmie kręgi na tyle szerokie, że godne uwagi polityków wpatrzonych w słupki społecznego poparcia, zaczynają oni reagować. Zwykle w sposób typowy i łatwy do przewidzenia. Podzielają publicznie obawy społeczne, czemu służą specjalnie zwołane konferencje prasowe i mównica sejmowa. Za taki stan obciążają poprzedników („nic nie zrobili”, „dopuścili do tego!”), zapowiadają, że wsłuchani w głos ludu zrobią z tym porządek. W tym klimacie, przy społecznej akceptacji i rosnącym społecznym poparciu, mogą zaostrzać prawo karne, rozszerzać uprawnienia policji i wszelkich służb „jawnych, tajnych i dwupłciowych”, co wymaga z natury rzeczy ograniczenia praw i wolności obywatelskich.

Prawo zostaje doraźnie dostosowane do zwalczania przypadków nietypowych, czasem kosztem możliwości zwalczania tych typowych, najliczniejszych z natury rzeczy. Ten to rodzaj populizmu i demagogii, rzekomo wychodzących naprzeciw oczekiwaniom społecznym, kryminologia nazywa populizmem penalnym.

„Panika moralna” i jej konsekwencja w postaci „populizmu penalnego” kształtują w dużej mierze to, co nazywa się czasem „społecznym poczuciem sprawiedliwości”. Z tym ostatnim, choć nie powinny, liczą się sądy. Wprawdzie prawo polskie (por. art. 53 kodeksu karnego) mówi wyraźnie, że to sądy swymi wyrokami maja kształtować społeczne poczucie sprawiedliwości - a nie odwrotnie: społeczne poczucie sprawiedliwości kształtować orzecznictwo sądów - ale który sąd chce narazić się opinii publicznej (nie mówiąc już o narażeniu się ministrowi sprawiedliwości)? Który chce usłyszeć od gawiedzi ryki „sąd pod sąd!”. Na takie naciski sądy (niestety, łącznie z Najwyższym) bywają nieodporne. Tak więc, populizm penalny sięga niestety sądowego orzecznictwa.

Można narzekać na polityków, że cynicznie, do swoich celów, wykorzystują panikę moralną. Można mieć pretensje do sądów, że ulegają czasem populizmowi penalnemu. Ale - wiem, że głoszę rzecz bardzo niepopularną - ogniwem koniecznym w tym łańcuchu od paniki moralnej do populizmu penalnego, ogniwem bodaj najważniejszym, są jednak dziennikarze.

 

Jan Widacki

 

Tekst z kwietniowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl

Strona 3 z 8