Prawo i obyczaje

300-lecie sejmu niemego

Email

Kryzys parlamentarny zmusza do historycznej refleksji. A ponieważ, zgodnie z obecnie obowiązującą doktryną, o historii Polski pisać krytycznie nie wolno, no, może z wyjątkiem historii najnowszej i roli Lecha Wałęsy, a także destrukcyjnej roli Michnika, wynika z tego jasny przekaz, że w naszej historii wszystko – poza działalnością wspomnianych Wałęsy i Michnika, „grubą kreską” oraz 8 latami rządów Platformy – było dobre i chwalebne. Dlatego chciałem przypomnieć i dać za przykład wydarzenia sprzed lat równo trzystu. W 1717 roku zebrał się mianowicie sejm niemy.

Można by przy okazji, czcząc tę równą rocznicę, rok 2017 ogłosić rokiem „sejmu niemego”. Nie wiem, czy marszałek Kuchciński dostrzega doniosłość tego wydarzenia i świadomie nawiązuje do jego tradycji, czy też jego działanie wynika z innych motywów, w każdym razie czynnie do tej tradycji próbuje nawiązać. Tym bardziej że mamy dziś w Polsce wiele analogii do epoki saskiej. Upadek edukacji (reforma min. Zalewskiej), lekceważenie dla nauki zastępowanej przez zabobon i mity ( komisje „smoleńskie” ćwiczące na parówkach i puszkach po coca-coli), ciemnota, fanatyzm religijny, przekonanie o zupełnej wyjątkowości Polski.

Przypomnijmy zatem te wydarzenia sprzed lat 300. A było to tak. Sejm otwarto 1 lutego 1717. Marszałek Ledóchowski przywitał króla Augusta II mową piękną i patriotyczną. Mówił między innymi tak: „Stawamy, nieodrodni orła polskiego synowie, niezmrużonym na jaśniejący majestat Twój patrzyliśmy i patrzymy okiem. My na całość dostojeństwa Waszej Królewskiej Mości i w popiół (…) obróconą dźwigamy Ojczyznę”. Prawda, że pięknie? Krótko mówiąc, marszałek podkreślił znaczenie dobrej zmiany. Odpowiedział mu krótko w imieniu króla kanclerz Szembek. Później Michał Potocki odczytał przygotowaną wcześniej konstytucję (tak zwano ustawy) i przygotowany wcześniej traktat. Odmówiono udzielania komukolwiek głosu, więc dyskusji żadnej nie było, po czym kanclerz pożegnał stany, a marszałek z posłami przystąpili do pożegnalnego ucałowania ręki królewskiej. Wszystko łącznie trwało niecałe sześć godzin.

Czyż to nie piękny przykład sprawnego działania sejmu? Nazwano go później co prawda „niemym”, ale co z tego? Czyż nie mówi się, że „milczenie jest złotem”?

Ten ideał można by w ramach dobrej zmiany realizować. Wymagałoby to tylko kilku poprawek do regulaminu sejmu. Na razie tego nie zrobiono, ale sprawny marszałek Kuchciński i bez tego sobie 16 grudnia 2016 poradził. Może nie w pełni ideał ten zrealizował, ale bardzo się do niego przybliżył. Zupełnie nie rozumiem opozycji, czego się czepia i przeciwko czemu protestuje.

W tym nowym regulaminie sejmu, wzorowanym na regulaminie sejmu niemego, trzeba by wprowadzić oczywiście pewne drobne poprawki. Na przykład taką, że marszałek na otwarcie sejmu witałby piękną, patriotyczną mową nie króla, ale prezesa Polski, a na pożegnanie posłowie opozycji mieliby prawo pożegnalnego całowania prezesa w rękę, a posłowie PiS w dowolnie wybrane miejsce.

Nie ma obawy, by Trybunał Konstytucyjny w nowym składzie dopatrzył się w takim nowym regulaminie sejmu niezgodności z konstytucją, a „suwerenowi” sprawę by przedstawiono nie dość, że jako znaczne usprawnienie prac sejmu, to jeszcze jako wyjątkową oszczędność, pozwalającą na przeznaczenie zachowanych dzięki temu pieniędzy na potrzeby najuboższych. A jako że ostatnio wszystko musi być podlane patriotycznym sosem, dodano by, że jest to nawiązanie do najpiękniejszej tradycji polskiego parlamentaryzmu. Do tradycji sejmu niemego. Istota i kulisy tego wydarzenia sprzed 300 lat, a w szczególności jego konsekwencje, są na ogół mało znane. Tym łatwiej będzie je dowolnie, to znaczy w sposób „jedynie słuszny”, zinterpretować w nowych programach nauczania historii, w zreformowanej przez minister Zalewską szkole.

 

 

Tekst ze styczniowego numeru „Krakowa”
do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl

Strona 7 z 10