Prawo i obyczaje

Kolejny etap dyskusji o aborcji

Email

Niedawno sejm skierował do prac w komisji projekt ustawy wprowadzającej całkowity zakaz aborcji.  Niezależnie od dyskusji (o ile to można nazwać dyskusją) w sejmie,  rozpoczęła się kolejna faza dyskusji społecznej, prowadzonej nie tylko w mediach, ale także w rozmaitych środowiskach, nawet w rodzinach. Autorzy projektu ustawy chcą zakazać zupełnie aborcji, dziś i tak dopuszczalnej tylko w sytuacji, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa, gdy zagraża życiu ciężarnej kobiety albo w razie stwierdzenia w badaniach prenatalnych poważnych wad płodu.  Nawiasem mówiąc, obowiązujące w Polsce prawo  jest w tym zakresie najbardziej restrykcyjne w Europie.  Teraz ustawa, nad która pracuje sejm, ma to prawo jeszcze zaostrzyć.  Gdyby została uchwalona, byłaby to najbardziej restrykcyjna, bezwzględna ustawa antyaborcyjna w całym cywilizowanym świecie.

Autorzy projektu i jego zwolennicy  wychodzą z założenia, że człowiek powstaje z chwilą poczęcia (czyli zapłodnienia), zatem  aborcja jest zabójstwem.  Na pytanie, czy rzeczywiście dwie połączone komórki to już człowiek nauka nie odpowie. Ma z tym, nawiasem mówiąc,  problem nawet teologia. To kwestia umówienia się, przyjęcia założenia bez dowodu.  W oparciu o własne przekonanie, motywowane religijnie, filozoficznie lub w jakikolwiek inny sposób.  Wolno takie założenie komuś przyjąć, równie dobrze jak ktoś inny może je odrzucić. To kwestia światopoglądu i wynikających z niego przekonań.   Próba zdefiniowania „człowieka” wbrew pozorom nie jest prosta, o czym przekonali się swego czasu pitagorejczycy.

Jednak zwolennicy poglądu, że człowiek jest nim od chwili poczęcia, a zatem aborcja jest zabójstwem, nie są konsekwentni.  Gdyby byli, kwalifikowaliby aborcję jako zabójstwo,  czyli przestępstwo z art. 148 kodeksu karnego („kto zabija człowieka podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności”). Tymczasem oni chcą wprowadzić  do prawa karnego nowe przestępstwo, zagrożone karą więzienia, ale mimo to znacznie łagodniejszą niż za zabójstwo.  Tym samym przyznają, że wprawdzie aborcja wedle nich jest zabójstwem,  ale innym niż to zabójstwo z kodeksu karnego.  Przyznają zatem pośrednio, że płód to jeszcze nie człowiek.

Nie chcę się w tym momencie wdawać w dyskusję światopoglądową.  Chciałem jednak przypomnieć pewne  rzeczy, które w tej dyskusji są zapomniane.

W roku 1932, rozporządzeniem Prezydenta  Rzeczypospolitej  Ignacego Mościckiego, wszedł w życie kodeks karny. Głównym autorem jego projektu  był  prof. Julian Makarewicz. Obowiązywała Konstytucja z roku 1921, zaczynająca się od słów” W imię Boga Wszechmogącego…”. Artykuł 114 tej Konstytucji stanowił: „Wyznanie rzymsko-katolickie będące religią przeważającej większości narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”. Zarówno Ignacy Mościcki, jak i Julian Makarewicz,  byli praktykującymi katolikami.  Makarewicz nawet przez jakiś czas był senatorem z ramienia chadecji.

Wspomniany  kodeks karny, przewidujący za zabójstwo kary od 5 lat więzienia aż po karę śmierci, aborcji nie nazywał „zabiciem dziecka poczętego”, jak  mawiają dziś  zwolennicy bezwzględnego zakazu aborcji, ale „spędzeniem płodu”.   Kodeks  zezwalał na spędzenie płodu pod pewnymi warunkami.  Spędzenia płodu dokonać musiał lekarz, a wolno mu to było uczynić za zgodą kobiety ciężarnej, gdy ciąża zagrażała zdrowiu matki albo była wynikiem jednego z czterech enumeratywnie wymienionych przestępstw:  stosunku płciowego  z nieletnią poniżej 15 roku życia (art. 203 kk), zgwałcenia (art.204 kk), stosunku płciowego wymuszonego wykorzystaniem zależności lub krytycznego położenia kobiety (art. 205 kk), albo stosunku  kazirodczego (art.206 kk).

Stan prawny był zatem podobny do obecnie obowiązującego. Brak było tylko możliwości „spędzenia płodu”  z powodu  jego poważnych wad, bowiem ówczesna medycyna nie dysponowała możliwościami badań prenatalnych.

Katolik profesor  ułożył  taki projekt, katolik prezydent nadał mu rangę swego rozporządzenia mającego moc ustawy.  Nie protestowali  biskupi ani  żadni ówcześni  Terlikowscy, czy inni fundamentaliści świeccy.  A było to wszystko prawie przed stuleciem, dokładnie 84 lata temu.

Oczywiście, kodeks kodeksem. Przed wojną wszak religia katolicka  była religia przeważającej większości narodu,  a większość  spędzeń płodu  katolickim kobietom po wsiach robiły katolickie „babki” a nie lekarze. I niekoniecznie  ciąże były wynikiem przestępstwa lub zagrażały zdrowiu ciężarnej.

Każda epoka ma swoje, typowe dla swego czasu podziemie aborcyjne.


Jan Widacki

 

Na zdjęciu, manifestacja przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, Kraków 25 września 2016 r. / fot. Grzegorz Kozakiewicz.

Strona 10 z 10