Polecamy

Email

Od 12 do 19 listopada w Krakowie trwać będzie Festiwal Twórczości Korowód. To już IX edycja wydarzenia zainicjowanego przez Annę Treter i jej fundację Piosenkarnia. Festiwal składa się z części konkursowej, przeznaczonej dla młodych artystów, oraz cyklu koncertów, przypominających najwybitniejsze postaci polskiej piosenki. Wśród dotychczasowych laureatów Korowodu znaleźli się m.in. Hanka Wójciak, Marta Honzatko, Angela Gaber, Tomasz Steńczyk, Olek Różanek, Karolina Skrzyńska, Sokół Orkestar i Kapelanka.






Po co człowiekowi piosenka?

– Mnie jest bardzo potrzebna. Od najmłodszych lat żyję z muzyką. Zaczęłam się jej uczyć, mając pięć lat. Potem zaciekawiła mnie poezja. A piosenka jako połączenie tych dwóch rzeczy jest dla mnie szalenie ważna. Już w liceum pisałam różne teksty na potrzeby szkolnych akademii. Potem poszłam studiować ekonomię, którą, przyznam, z trudem ukończyłam, ale równolegle występowałam w kabarecie Pod Budą. Kiedy po 1979 roku Grupa Pod Budą wypłynęła na szerokie wody, zrozumiałam, że z piosenką zostanę już na zawsze.

Piosenki często służą do poprawiania świata albo naprawiania czegoś w sobie. To też jest ważne?

– Oczywiście. Bywa, że w ramach autoterapii słucham spokojnej muzyki i piszę teksty o miłości i pięknie świata. Czasem jednak kusi człowieka, żeby napisać coś o wydźwięku społecznym. Na przykład Wielki wiatr – utwór tytułowy z mojej ostatniej płyty – w poetycki sposób daje do zrozumienia, że świat się musi opamiętać, bo źle się dzieje. Pisałam tę piosenkę jeszcze przed atakami terrorystycznymi i falą uchodźców, ale już dawało się odczuć niepokój. Tworząc piosenki, trudno milczeć o tym, co niesie współczesność.

Piosenka jest w stanie coś zmienić w postrzeganiu rzeczywistości?

– Tak. Wystarczy pomyśleć o popularności hip-hopu czy wcześniej rock’n’rolla i punk rocka. Z pomocą piosenek były przekazywane idee, a na ich bazie powstawały całe ruchy społeczne. Każde pokolenie ma własne wzorce. Żałuję, że odchodzą w zapomnienie tak świetni polscy autorzy jak Przybora, Wasowski, Młynarski czy Kofta. Młodym ludziom te nazwiska są właściwie obce. Stąd też wzięła się Piosenkarnia i Korowód. Dodajmy jeszcze, że to wydarzenie ma w swojej nazwie słowo „twórczość”– Festiwal Twórczości Korowód. Chodzi o to, żeby muzykujący artyści byli twórczy, a nie odtwórczy. Żeby opisywali otaczającą ich rzeczywistość własnymi słowami.

Właśnie. Obok konkursu dla młodych artystów Korowód przypomina postaci, które można określić „mentorami piosenki”. Między innymi Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Leszek Aleksander Moczulski, Andrzej Poniedzielski czy Wojciech Bellon doczekali się specjalnie dedykowanych koncertów. Czego pokolenie młodych może się od nich nauczyć?

– Sądzę, że na przykład z piosenek Wojciecha Młynarskiego mogłoby się nauczyć wszystkiego. Świat i ludzka mentalność wbrew pozorom aż tak bardzo się nie zmieniły. Z drugiej strony z własnego doświadczenia wiem, że jak mama przed czymś przestrzega, to i tak się jej nie słucha i idzie własną drogą. Natomiast jak się przez taki etap buntu przejdzie i dalej chce zajmować się piosenką, to dobrze jest poznać poprzedników. Może nie powinnam o tym wspominać, ale martwi mnie trochę poziom edukacji w szkołach artystycznych. Jedną z części naszego koncertu galowego jest wykonanie przez laureatów, czyli bardzo młodych ludzi, piosenek napisanych przez wybitnych, nieco starszych twórców. Kiedy układałam koncert piosenek Przybory i szukałam młodego aktora do ich wykonania, co drugi nie znał Addio, pomidory. To samo było z piosenkami Młynarskiego. Dlatego myślę, że takie festiwale jak mój wypełniają luki edukacyjne. Trzeba to wyraźnie podkreślić: konkurs nie ma żadnych obostrzeń, jeśli chodzi o autorstwo piosenek. Można śpiewać swoje, można skorzystać też z repertuaru mistrzów albo własnych kolegów, zaś koncerty galowe to taki drogowskaz, że można sięgnąć głębiej, zrobić coś staranniej i lepiej warsztatowo. Mieliśmy taką edycję, kiedy na jednej scenie spotkali się Lech Janerka, Piotr Bukartyk i Katarzyna Groniec. Moim zdaniem mogą oni stanowić świetną inspirację na przykład dla zespołu rockowego, który o tych postaciach do tej pory w ogóle nie słyszał.

A to, o czym młodzi sami chcą śpiewać, jeszcze jakoś panią zaskakuje?

– Zacznijmy od tego, że rokrocznie w części konkursowej festiwalu dostajemy kilkadziesiąt zgłoszeń. W regulaminie kładziemy nacisk na jakość artystyczną wykonania, ale też, jak wspomniałam, bardzo zależy nam, żeby to była własna twórczość solistów i zespołów. Kilkunastu wybranych młodych artystów prezentuje się potem na koncercie przed publicznością radiową. Te piosenki rzeczywiście pokazują świat widziany ich oczami. Śpiewają o wszystkim: od pełnych buntu tekstów o współczesności i dojrzewaniu, aż po te o piłce nożnej, i to jest interesujące. Z moich obserwacji wynika, że obecnie pisze się raczej białym wierszem, mało kto sili się na rymy. Z punktu widzenia bardziej doświadczonego człowieka te utwory są też mało ogładzone literacko. Ale nie przeciwstawiam się temu, bo trudno przeciwstawiać się naturalnemu biegowi rzeczy. W warstwie kompozycyjnej mamy zanik melodyczności i struktury zwrotka-refren. Sporo propozycji jest dobrze, nowocześnie zaaranżowanych i gdyby pozostałe elementy były bardziej poprawne, jeśli mogę tak to określić, to całość byłaby przyjemniejsza dla słuchacza. Ale każdego roku udaje się wyłuskać paru bardzo dobrych wykonawców, z którymi można iść dalej. Oni mają gotowe całe recitale, a że u nas jedną z nagród jest sesja nagraniowa, to często stanowi ona zaczyn kolejnych działań, na przykład nagrania płyty. Niestety, wciąż mamy za mało wsparcia w mediach. Kolejny rok próbuję rozmawiać z telewizją i wciąż nawet zrealizowanie reportażu o festiwalu wydaje się być ponad jej możliwości.

A kiedy pani zaczynała... czy było coś o czym pani nie wiedziała, a bardzo by się przydało?

– Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że z muzyką uda mi się powiązać całe życie. Spotykałam wielu wspaniałych ludzi, którzy przychodzili na koncerty kabaretu Pod Budą. Wśród nich był na przykład Jonasz Kofta, któremu w tym roku poświęcimy koncert galowy. Wpadali też Kryszak, Pietrzak czy Prochyra. Po spektaklach z nami zostawali, dyskutowali, a czasem improwizowali coś na scenie – takie kabaretowe jam session się robiło. Myślę, że wtedy zaczęłam się dowiadywać, że muzyka, a szczególnie piosenka to jest wspaniała dziedzina, którą warto się zająć. A czego nie wiedziałam? Tego, co i teraz jest aktualne: że bardzo trudno jest się w niej wybić. Ale ta świadomość w sumie do niczego by się nie przydała... Budzie na pewno pomógł występ w Opolu w 1979 roku, podczas którego publiczność owacyjnie nas przyjęła.

Zmierzam do tego, że dziś młodzi ludzie wiedzą z grubsza, jak się reklamować. A Grupa Pod Budą wyglądała na garstkę przyjaciół, która znienacka stała się wielką gwiazdą.

– Myślę, że naszą główną zasługą było trzymanie się własnej drogi. Uważaliśmy, że w zespole jest taki potencjał i tyle indywidualności, iż zdołamy stworzyć coś interesującego. Był czas, w latach 70. i 80., kiedy bez przerwy pokazywano nas w telewizji. Nie dawaliśmy się przebierać, nie pozwalaliśmy ingerować w repertuar i nie nagrywaliśmy głupich piosenek. Po prostu.

A za co chcieli was przebierać?

– Był na przykład odcinek popularnego wówczas cyklu telewizyjnego, kręcony na wsi mazurskiej. No i trzeba było znaleźć jakiś pretekst scenograficzny, żeby pokazać Balladę o ciotce Matyldzie. Najprostszy pomysł, jaki się pojawił to poprzebierać nas w stroje ludowe. Nie poddaliśmy się tym zabiegom.

Mówiąc krótko „robiliście swoje”. Czy to jest rada dla młodych artystów?

– Zdecydowanie tak. Zresztą to też cytat z piosenki Młynarskiego. Myślę, że dziś młodzi ludzie powinni unikać pokusy prowokacji jako drogi do sławy. Poza tym, jak pokazują przykłady Dawida Podsiadły czy Brodki – wygrywają ci, którzy mają na siebie pomysł, którzy próbują coś swoją twórczością przekazać innym, którzy myślą oryginalnie.

Co nas czeka podczas tegorocznej edycji Festiwalu Twórczości Korowód?

– 12 listopada zapraszam od godziny 14.00 do klubu studenckiego Żaczek na przesłuchania konkursowe. Wiem, że nie brzmi to najlepiej... Po prostu kilkanaście najlepszych zespołów zaprezentuje się na scenie przed publicznością i jury. Na koncert może przyjść każdy, więc zachęcam, żeby przyjść i posłuchać, co grają młodzi ludzie i co mają do powiedzenia. 13 listopada na antenie radiowej Trójki o 19.00 będzie można posłuchać transmisji koncertu laureatów konkursu, a 18 listopada, w piątek o 20.00 w Piwnicy pod Baranami czekają nas dwa piękne recitale. Pierwszy – jednego z moich ulubionych artystów, Piotra Woźniaka. Piotrek jest synem Tadeusza, ale pisze zupełnie inne piosenki niż ojciec – bardzo skromne, miłe, oczywiście autorskie rzeczy. W drugiej części koncertu spodziewajmy się bardziej kabaretowej odsłony w wykonaniu Krzysztofa Piaseckiego. Następnego dnia, 19 listopada o 20.00, koncert galowy. W Operze Krakowskiej usłyszymy piosenki z tekstami Jonasza Kofty. Będzie je śpiewać m.in. Hanna Banaszak ze swoim zespołem, a w drugiej części koncertu także Krzysztof Kiljański, Stefan Friedmann, Grzegorz Halama, Marta Honzatko, Piotr Goljat. Ja także pokuszę się o nowe interpretacje dwóch piosenek. Całość poprowadzi Andrzej Poniedzielski. Wszystkie informacje znaleźć można na stronie fundacji: www.piosenkarnia.pl

 

Rozmawiała Agnieszka Barańska

 


Strona 8 z 11