Norymberga ma najsłynniejszy Jarmark Bożonarodzeniowy w Europie zwany Jarmarkiem Dzieciątka Jezus, a Kraków na największym Rynku Europy ma największą w Europie wigilię dla bezdomnych, samotnych, odrzuconych i potrzebujących, która skupia – choć nikt tego dokładnie nie zlicza – każdego roku nawet 50 tys. osób.

Niektórzy ściągają do Krakowa na ten moment przypadający zazwyczaj na niedzielę poprzedzającą wigilię kalendarzową z odległych zakątków Polski, by przynajmniej raz w roku najeść się do syta przypominających beztroskie dzieciństwo pachnących pierogów, napić ciepłego esencjonalnego barszczu czy zakosztować rzetelnego bigosu i doświadczyć, choć przez moment, poczucia wspólnoty i akceptacji. Wymyślił ją i po raz pierwszy zorganizował pod koniec XX wieku, w 1996 roku Jan Kościuszko, rajdowiec i restaurator, który zasłynął tym, że na gastronomiczne salony wprowadził proste polskie jedzenie. Można napisać, że to taka nowa krakowska, świecka tradycja, choć tradycyjnie oprócz prezydenta miasta odwiedza ją także arcybiskup metropolita. Początki nie były łatwe, każdego roku na konferencji prasowej poprzedzającej wydarzenie Jan Kościuszko przypomina, że ówczesne władze miasta wychodziły z założenia, że jak czegoś nie widać, to zjawisko nie istnieje. I nie chciały się przyznać, że bezdomność czy społeczne odrzucenia występuje także pod Wawelem...

Pierwsze wigilie Kościuszko organizował siłami własnymi, z czasem jednak doszła grupa handlowa ABC, która dostarcza jednorazowe naczynia i sztućce. Pojawili się partnerzy i sponsorzy. Ale partnerem może być każdy, kto przyniesie konserwy, makaron i inny niepsujący się prowiant, który natychmiast zostanie przekazany potrzebującym. Michał Kościuszko, syn Jana, również znakomity rajdowiec i współorganizator wigilii, za każdym razem podkreśla maksymalną transparentność i prostotę przedsięwzięcia prowadzonego bez zbędnych kosztów własnych. Wszystko co dostajemy, od razu trafia do potrzebujących – mówi. Kościuszkowie, ojciec i syn, organizują wigilie nieprzerwanie, choć bywał czas leczenia poważnych kontuzji, a biznes jak biznes nie zawsze przynosił same sukcesy.

Pytani, po co to robią, wszyscy organizatorzy odpowiadają, że to inwestycja na przyszłość, bo dobro wraca do nas. Czasem od razu, innym razem po latach, gdy tego potrzebujemy, bywa że w najmniej spodziewanym momencie. Los bywa bowiem przewrotny. Po drugiej stronie barierki może się znaleźć każdy z nas. Wystarczy chwila nieuwagi albo niekorzystny splot okoliczności, od którego nie da się ubezpieczyć...

*

W Krakowie wszystko musi mieć swoją historię i kontynuację. Także działalność dobroczynna. W 1595 roku ksiądz Marcin Szyszkowski, książę siewierski, późniejszy biskup krakowski i płocki, zakłada działające do dzisiaj Arcybractwo Męki Pańskiej. Jego pierwszymi członkami zostają kardynałowie Jerzy Radziwiłl i Henryk Gaetani – legat papieski, a później także królowie Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Jan III Sobieski. Władysław IV nadaje arcybractwo rzadki przywilej wykupu w Wielki Czwartek więźniów siedzących za długi w piwnicach Ratusza oraz uwalniania od śmierci jednego skazańca. Członkowie arcybractwa na co dzień oprócz kontemplacji męki pańskiej opiekowali się więźniami, ubogimi i chorymi. Do umierających sprowadzali kapłanów z ostatnim namaszczeniem, a zmarłym urządzali pogrzeby, stąd druga mniej oficjalna nazwa – Arcybractwo Dobrej Śmierci. Niestety, po III rozbiorze bractwo utraciło możliwość uwalniania więźniów i skazańców. Bractwo działa jednak do dzisiaj, choć pełni raczej funkcje liturgiczne, zaś jego członkowie kryją – jak przed wiekami – twarze w czarnych kapturach z wycięciem na oczy. Wiadomo tylko, że jego starszym jest fotografik Adam Bujak. 

*

W 1884 roku w Krakowie przy ul. Basztowej 4 zamieszkuje Adam Chmielowski, powstaniec styczniowy, inwalida bez nogi, którą stracił w niewoli, a przede wszystkim utalentowany malarz. Ale wraz z namalowaniem obrazu Ecce Homo porzuca karierę artystyczną, przywdziewa habit zakonny, wreszcie zakłada własne zgromadzenie braci albertynów. Zamieszkuje w ogrzewalni miejskiej przy ul. Skawińskiej na Kazimierzu razem z bezdomnymi, alkoholikami i nędzarzami. Sprzeciwia się jednak jałmużnie. Nie uznaje jej za prawdziwą pomoc pozwalającą wyjść z biedy, a jedynie doraźny zabieg uspokajający sumienie bogatych.

W 1896 powraca do kraju Erazm Józef Jerzmanowski, również powstaniec styczniowy, można by dzisiaj napisać – wcześniejszy uchodźca z Polski. Człowiek, który rozświetlił Amerykę tzw. gazem komunalnym, jeden z najbogatszych obcokrajowców, który dorobił się w Ameryce. Polski Nobel – bo tak jest nazywany – kupuje majątek w Prokocimiu wraz z pałacem i parkiem. Wspomaga miejscowych chłopów. Bywa, że małorolnych obdarowuje ziemią albo materiałem na budowę domu. Inwestuje w edukację od podstaw i przestrzega przed pochopną emigracją. – To, że mnie udało się w Ameryce, nie oznacza, że uda się każdemu – pisze. Funduje witraże do katedry wawelskiej autorstwa Józefa Mehoffera. Wspiera dzieło brata Alberta i ks. Kazimierz Siemaszko, który dzięki wsparciu sejmu krajowego Galicji, a także władz Krakowa i jego obywateli, w 1886 kupuje dom przy ul. Długiej, w którym zakłada „dom schronienia i dobrowolnej pracy dla biednych opuszczonych chłopców”. Z czasem, po jego śmierci w 1904 roku przemianowany na Zakład Wychowawczy im. ks. Siemaszki. I to najlepszy moment, by przenieść się do czasów nam współczesnych. Dzieło świętego brata Alberta kontynuuje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski pod postacią Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach, zaś idee ks. Siemaszki unowocześnił i przystosował do wymogów XXI wieku ks. Andrzej Augustyński, przewodniczący Stowarzyszenia Siemacha. Dzisiaj obie instytucje dzięki pomocy przyjaciół, darczyńców, a bywa także, że środków publicznych to potężne firmy o sławie i renomie wykraczającej daleko poza Kraków. Siemacha jako pierwsza wkroczyła z działalnością wśród młodzieży do galerii handlowych. Jako pierwszy zaprosił Siemachę do kontrolowanego przez siebie Gemini Park Tarnów Rafał Sonik, jedyny jak do tej pory Polak, który stanął na najwyższym podium Rajdu Dakar. Sonik zasłynął jeszcze innym gestem: gdy otrzymał wyczekiwaną Nagrodę Miasta Krakowa, bez chwili wahania jej pieniężny załącznik (dodając jeszcze od siebie drugie tyle) przekazał Stowarzyszeniu „Piękne Anioły”. A „Piękne Anioły” są niesamowite, odnawiają pięknie dziecięce pokoje, ale potrafią, jak trzeba, odnowić salę widzeń dzieci z rodzicami w zakładzie karnym czy salę pożegnań w dziecięcym hospicjum. Na taki gest nie zdobył się nikt przed ani po Soniku. 

*

W 2003 roku lubiana aktorka Starego Teatru Anna Dymna zakłada Fundację „Mimo Wszystko”, robi to po to, by w pierwszym odruchu uratować przed wykluczeniem grupę 26 dorosłych osób niepełnosprawnych intelektualnie, które na skutek zmiany przepisów utraciły prawo pobytu w schronisku Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach. Tak z „jednego procenta” ofiarowanego przez podatników powstaje w ciągu kilku lat „Dolina Słońca” – ośrodek terapeutyczno-rehabilitacyjny. Część obiektów przekazano – w bezpłatne użytkowanie – Fundacji im. Brata Alberta. Uruchomiono w nich świetlicę terapeutyczną oraz środowiskowy dom samopomocy. Ale najpopularniejszym przedsięwzięciem jest Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty współorganizowany z Telewizją Polską na krakowskim Rynku. To on leczy niepełnosprawnych z kompleksów, a pełnosprawnym pokazuje talenty niepełnosprawnych. Zmienia wizerunek i pomaga w integracji.

*

Dwa lata wcześniej, w 2001 roku charyzmatyczny i kontrowersyjny duchowny ks. Jacek Stryczek zakłada w Krakowie Stowarzyszenie Wiosna i wymyśla ideę „Szlachetnej Paczki” – paczki z pomocą adresowanej do konkretnej rodziny, z zawartością odpowiadającą jej rzeczywistym potrzebom. Idea, która rozpoczęła się od 30 rodzin mieszkających na osiedlu Prokocim Nowy rozprzestrzeniła się najpierw na całe miasto, potem na całą Małopolskę, a teraz jest to program ogólnopolski, zahaczając także o... Moskwę. Obecnie obejmuje ponad 20 tys. rodzin. Paczki przygotowują celebryci, politycy, gwiazdy sportu, prezydenci RP z pierwszymi Damami, a nawet sam... Papież.

Na drugim biegunie jest kameralny Klub Krakowski – stowarzyszenie intelektualistów, ludzi przeważnie wolnych zawodów powstałe w 1992 roku w celu wspierania przekształceń ustrojowych w Polsce. Członkowie Klubu dali się poznać szerszej opinii jako organizatorzy charytatywnych Bali Królewskiego Miasta Krakowa w Pałacu Wielopolskich. Po balach zostało już tylko wspomnienie, natomiast trwa program stypendialny.

– Od samego początku, gdy nie było jeszcze rozbudowanych programów stypendialnych, założyliśmy, że połowę naszych składek członkowskich będziemy przeznaczać na stypendia dla utalentowanej młodzieży krakowskich szkół średnich – mówi Krzysztof Görlich. Funduszy wystarcza na 9–10 stypendiów rocznie. Dodatkowo Krzysztof Piasecki ufundował indywidualne stypendium imienia zmarłego syna Wojtka Piaseckiego, które kierowane jest każdego roku do osoby o uzdolnieniach artystycznych. Wśród stypendystów Klubu Krakowskiego był np. Szymon Nehring – krakowski młody pianista, finalista XVII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego, wiolonczelistki Aleksandra Lelek i Estera Wityńska. Ta pierwsza jest już doktorem sztuki, a ta druga spełnia się jako brawurowa kompozytorka najmłodszego pokolenia.

 

(...)

 

Jacek Balcewicz - najmłodszy z „ojców założycieli” miesięcznika „Kraków”. Z wykształcenia inżynier górnik po AGH, z temperamentu i profesji dziennikarz, publicysta i fotografik. Radny Dzielnicy I Kraków Stare Miasto od trzech kadencji. Mieszka na Kazimierzu.

 

 

Na zdjęciach: 1) wydawanie chleba dla ubogich u oo. kapucynów, 2)  Apoteoza – impreza charytatywna Anny Dymnej, 2006 rok, 3) Stowarzyszenie Wiosna robi happening charytatywny na Rynku: lepienie bałwana z prawdziwego śniegu / fot. Grzegorz Kozakiewicz

 

 

Całość tekstu w miesięczniku „Kraków”, grudzień 2018.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl