Narzędzia

Nie przepadam za VAR-em, ponieważ nie przepadam za prawdą. Byli wprawdzie tacy, co twierdzili, iż „tylko prawda jest ciekawa”, ale nie byli to – bo nie mogli być – zwolennicy piłki nożnej. 

VAR niestety kojarzy się z lustracją – przebieg wydarzeń jest nie taki jaki był, ale taki jaki zatwierdzi najwyższa komisja, komisja ta ma niby wszystko na taśmach, niby pracuje po to, by czuwać nad prawdą, ale czasu ma cholernie mało i przez ten brak czasu albo się myli, albo nie podejmuje ryzyka popełnienia błędu, albo błędu nie popełnia, czyli widzi mniej więcej tyle ile ja: był spalony dwumetrowy.

Degraduje to stosunki międzyludzkie, zauważyliście z pewnością, że cieszący się ze strzelonej bramki zawodnicy zanim zaczną tryumfalnie ściskać się, skakać z radości, tryumfować – lękliwie i niepewnie spoglądają w kierunku, gdzie stoi autobus wypełniony varowskim areopagiem, dopiero jak stamtąd nie płyną żadne wątpliwości, cieszą się, zaczynają się cieszyć w sposób wszakże nieco zbyt wystudiowany.

Skrajna próba usunięcia z dziejów i najlepiej w ogóle z rzeczywistości prawa człowieka do błędu – niesie jak wiadomo – totalitarne problemy. Może po latach, jak te wszystkie nowinki techniczno-moralne przyjmą się albo nie przyjmą – będzie łatwiej. Na razie jest dramatycznie, a najgorzej mają tacy jak ja frajerzy – przyszło im żyć – ja pierdolę – w ciekawych czasach.

Przyjmuję dla ułatwienia, że widziałem w życiu około 1000 (tysiąc) zawodów piłkarskich. W rzeczywistości widziałem znacznie więcej, musiałem widzieć znacznie więcej, ale nie o bicie rekordu idzie, a o czytelność prostych działań matematycznych. Czy mnie ta obecność na rozmaitych, pierwszo-, drugo- i trzecioligowych, też pucharowych itd. meczach – wzbogaciła? Nie wiem, ale kiedy poczułem chłodny powiew przebudzonej nagle sprawiedliwości dziejowej – bez cienia wątpliwości – poczułem się zubażany.

Skrajna próba usunięcia z dziejów i najlepiej w ogóle z rzeczywistości prawa człowieka do błędu – niesie jak wiadomo – totalitarne problemy.

Okazało się bowiem, że na te umowne 1000 meczów najmniej 300 – to były mecze sprzedane. Tak jest, siedziałem, i to nie jeden raz, a ładnych kilkaset razy, siedziałem na meczu i kibicowałem po staremu, nie wiedząc, że głupa z siebie robię, bo wynik od dawna wszystkim jest znany i widok trzech działaczy przemierzających boisko z małą walizką w garści nic mi nie mówił, i trochę mnie dziwiło, że kibice Wisły śmieją się szyderczo i ostentacyjnie, wrogiej Legii kibicują, choć ta po jakiś kuriozalnych golach prowadzi już 4:0. Dopiero wiele lat później przyszło nie tyle zrozumienie, ile zwykłe wyjaśnienie: te dziwne mecze były dziwne, bo były sprzedane! A dziwności ilu ja w ogóle nie zauważyłem, w końcu na boisku piłkarskim „dziwności” się nie szuka, a była tam tuż pod nosem i co, jak mam z tym żyć? Jak mam żyć okradziony z emocji, albo, co gorsza, z żenującą świadomością, iż zamieniono mi emocje! Dobrą minę robić i udawać, że napięcie było takie samo, bo emocjonowałem się: kto da więcej. Teraz z VAR-em będzie podobnie – jak po latach ogłosi on swój dorobek bezbłędny, rychło okaże się, że ci co nie weszli, niesprawiedliwie nie weszli, bo jednak był spalony, a ci co spadli, powinni zostać, bo jednak była ręka…

Jak w dzieciństwie grywałem z kolegami w piłkę, to mniej więcej wiedziałem, że wymogi sportu są zawsze takie same, że tak samo jest na bieżni olimpijskiej jak na naszej szkolnej bieżni, i że nasze boisko różni się od tego, na którym Niemcy grają z Anglią tylko drugorzędnymi szczegółami technicznymi. Skąd to wtedy wiedziałem, nie wiem, ale szczerze mówiąc, do dziś tak uważam.

 

 

Jerzy Pilch pisarz, - felietonista i kibic.

 

Całość tekstu w miesięczniku „Kraków”, styczeń 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



W NUMERZE LUTOWYM!


Okiem Beresia:
ŚMIERĆ PREZYDENTA

Felieton gościnny: Podróże z moją kotką
- Aleksandra Ziółkowska

Smocze jajo: Otwarta brama
- Mieczysław Czuma

Pasy pany: Na moje pasiaste oko...
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów