Odwiedziłem swoją rodzinną miejscowość. – Synu, i co teraz będzie? – usłyszałem po raz kolejny od matki, jakby w ostatnim miesiącu wydarzyło się coś na tyle przełomowego i przejmującego, by mogło usprawiedliwiać tego typu pytania. Nic się nie wydarzyło, raczej postępuje. Zżera nas jak rak – kawałek po kawałku, w swoim, zapisanym gdzieś na górze albo na dole, tempie. Czasami wolniej, czasami szybciej. Bezlitośnie i brutalnie. 

Zdarza się, że ludzie nie podają sobie już rąk na przywitanie, przechodzą na drugą stronę ulicy, by uniknąć spotkania, nawet plują przez lewe (a może prawe?) ramię, jak w jakiś gusłach. 

Wstręt.

Rozmowy przy jednym stole – jeśli w ogóle do nich dochodzi – już nie kończą się przyjaznymi gestami, uśmiechami i poklepywaniem po ramieniu. Już nie różnimy się pięknie, choć Norwid powiedziałby zapewne, że nigdy tego nie potrafiliśmy. Musiałby tak jednak powiedzieć dziś o całym świecie. Nie tylko o Polsce, ale też o Węgrzech, Francji, Stanach Zjednoczonych, i wielu innych krajach, gdzie sumienie krzyczy – coraz częściej i donioślej: „jeszcze nigdy nie byliśmy tak bardzo podzieleni”.

Skąd ten wstręt? Przecież różniliśmy się zawsze. I zawsze byliśmy podzieleni. A polaryzacja to sprawdzona strategia na uprawianie polityki. Może dlatego, że już nie różnimy się racjonalnie, a emocjonalnie? Już nie dzieli nas stosunek do gospodarki czy polityki zagranicznej, lecz do rzeczy bardziej intymnych: jak żyć? z kim? kiedy? gdzie? dlaczego? Kogo wpuścić do środka, a przed kim zamknąć drzwi. Komu pozwolić na miłość, a kogo skazać na samotność. Kogo nagrodzić równością, a komu wymierzyć karę drugorzędności. W co wierzyć, a wobec czego przechodzić obojętnie. Tak, różnimy się emocjonalnie, nie racjonalnie. Tego chcą dziś populiści i inni demiurgowie. 

Nie rozmawiamy ze sobą, bo nie chcemy. Młodzi nie rozmawiają ze sobą (i z nami), bo nie potrafią. Nadużywają „elektronicznej kokainy” jak mawiają Amerykanie, lub jak kto woli „cyfrowej heroiny”, jak powiadają Chińczycy. Kupują „lajki”, „obserwacje”, „komentarze”, „wyświetlenia”, „reakcje”, „subskrypcje”. Wchłaniają ten nierealny świat jak gąbka wodę. Ich „ja idealne” odjechało od „ja realnego” zbyt daleko. Rośnie więc jak na drożdżach pokarm dla populistów, którzy malują biało-czarny świat, pozbawiony jakichkolwiek szarości. Frustracje znajdą swoje ujście. Będziemy (będą) coraz bardziej podzieleni.

Nowy rok. Nowe wybory. Najpierw w Polsce, później – w kolejnych latach – w Stanach Zjednoczonych, Francji, na Węgrzech i w wielu innych krajach. Znowu komuś będzie zależało na podziałach. Im bardziej emocjonalnych, tym lepiej. Po co wyważać otwarte drzwi, skoro przepuszczają swąd bezcennego wstrętu.

Dziś zewsząd słychać o postprawdzie, fake newsach i alternatywnych faktach, ale kłamstwo zawsze pozostanie kłamstwem.

I ta wszechobecna dominacja kłamstwa. Pragną, aby kłamstwo było naturalne, masowe, powszechne jak poranne mycie zębów. Z kłamstwem mają kojarzyć się wszyscy i wszystko. Kłamstwo ma nas otaczać z każdej strony i o każdej porze dnia. W takiej mętnej wodzie czują się bowiem najlepiej. Mogą znów emocjonalnie dzielić.

Czy należy godzić się na nieuprawnioną równowagę? To tak, jakbyśmy nie dostrzegali różnicy pomiędzy szczerością, a oszustwem. Jakbyśmy wspierali wrażenie, że wszyscy kradną, oszukują, manipulują. 

Dziś zewsząd słychać o postprawdzie, fake newsach i alternatywnych faktach, ale kłamstwo zawsze pozostanie kłamstwem. I nie zmienią tego żadne leksykalne akrobacje silące się na tworzenie „wygodnych” synonimów. Nie, nie gódźmy się na nieuprawnioną równowagę. Ani w tym, nowym roku, ani w przyszłych latach.

 

 

Grzegorz Szymański - kiedyś w polityce (szef Centrum Informacji Rządowej w czasach premiera Donalda Tuska), dzisiaj w biznesie. Od zawsze w temacie komunikacji społecznej. Przyjaciel miesięcznika „Kraków”.

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, styczeń 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



Z najwyższej półki: Jan Józef miałby sto lat
- Krzysztof Burnetko

Bedeker krakowski: Kraków, czyli czas przyszły!
- Iga Dzieciuchowicz

Pasy pany: Jedyny taki klub w Unii Europejskiej
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów