Chciałem tu pisać, że Walentynki, że Dzień Kota, że miłość do zwierząt oznacza miłość do ludzi. I do tego Anna Dymna na okładce. Ale mord polityczny na Pawle Adamowiczu uświadamia, że aby Polacy mogli wyciągać rękę jeden do drugiego, najpierw państwo musi walczyć z nienawiścią, a nie ją podsycać.

Jest grudzień 1922. Prezydentem RP zostaje Gabriel Narutowicz. „Jak śmieli Żydzi narzucić Polsce swego prezydenta?” – pyta następnego dnia „Gazeta Poranna 2 Grosze”. A endek Stroński oznajmia, że obcy narzucili prezydenta większości polskiej. Kiedy Narutowicz zostaje zastrzelony, morderca najpierw przez prawicę zwany jest szaleńcem, a potem – bohaterem. A ten sam Stroński, chcąc umyć ręce, poucza: „Ciszej nad tą trumną”. Itp., itd.

Nasze błędy to błędy. Ich błędy od dzisiaj mają wymiar zbrodni.

Jest styczeń 2019 i ginie prezydent Adamowicz. Wcześniej, jak wyliczono, rządowe „Wiadomości” TVP mówiły o nim negatywnie ponad sto razy. Pół roku temu jeden z portali zastanawiał się, czy aby na pewno Adamowicz jest Polakiem. Po porażce prawicy w miastach w wyborach samorządowych publicysta pewnego tygodnika zaatakował Adamowicza, konstatując, iż „te wybory pokazały, że gen uczciwości nie jest dla ludzi w polskich miastach ważny”. Itp., itd.

*

Przy wszystkich różnicach sytuacji dziś i tej sprzed lat stu – podobieństwa są zatrważające. Dlatego rozważania, czy było to zabójstwo polityczne czy też z elementami szaleństwa, jest bezprzedmiotowe: śmierć prezydenta jest dowodem, że w Polsce się źle dzieje.

Morderca, może i szaleniec, krzyczał, co krzyczał, bo szukał poklasku. A każdy wie, nawet wariat, że poklask zdobywa się dziś, atakując obóz wolności. 

Ktoś wątpi? Rzecznik rządzącego klubu parlamentarnego usprawiedliwiała przemoc narodowców wobec działaczy opozycji. A wcześniej było spalenie kukły Żyda, wystawianie aktów zgonu dla prezydentów miast, wieszanie portretów europosłów. Takim ludziom jak eksksiądz Międlar pozwala się działać, a protestującym zgodnie z prawem Obywatelom – wykręca się ręce. Nie mówiąc o tak zwanych marszach niepodległości, na które zwolennicy Polski zwartej, silnej i gotowej idą w koszulkach „Śmierć wrogom ojczyzny”, a władza jest zachwycona tym pokazem młodości (tak kiedyś ogłosił Andrzej Duda). 

Najgorsze, że jest spora grupa ludzi, którzy pod pozorami umiarkowania, zacierają prawdę. Niech wszyscy uderzą się w piersi – mówi kardynał, który nie zabierał głosu, gdy władza nas obrażała. Ciszej nad tą tragedią – sugeruje zwolennik smart-autorytaryzmu, bo liczy na lepszą koniunkturę. Nie czyńmy z tego polityki – zaleca dziennikarz szukający wiecznie środka, mimo że żadna z poprzednich ekip władzy nie rozkręciła takiej propagandy. 

Przypomnijmy więc: za stan bezpieczeństwa odpowiada władza, a nie opozycja. A nasze błędy to błędy. Ich błędy od dzisiaj mają wymiar zbrodni.

*

Ten mord nie tylko nie spowoduje otrzeźwienia władz, ale i pociągnie eskalację nienawiści. Będzie tylko gorzej – już teraz w dniu śmierci prezydenta jeden z duchownych zapowiedział, że nie będzie się modlił za niego. A czego oczekiwać później, gdy morderca, jak wieść niesie, nieprzyznający się jak i Niewiadomski do winy, stanie przed sądem?

Pojednanie jest w takich warunkach niemożliwe.

I trudno się dziwić, że Jerzy Owsiak, chcą ratować swoje wielkie dzieło, ogłasza dymisję. (Na marginesie – zdeptanie Orkiestry to jedna z największych porażek wolności po roku 1989). 

Ale przecież nie musimy oczekiwać powszechnego odrzucenia mowy nienawiści, wzajemnej miłości i przebaczenia. Wystarczy skuteczne państwo i przestrzeganie prawa w przestrzeni publicznej.

Wiem, że są dwie Polski i każda komunikuje się sama z sobą. Jednak zawsze wśród miękkich zwolenników obu obozów znajdą się tacy, którzy nie spluną na widok drugiej strony.

Chcecie Państwo spokoju? Chcecie uratowania Orkiestry? Bo my chcielibyśmy pisać tylko kulturze, miłości i pięknym Krakowie. Tak?

To wszystko jest stosunkowo proste do osiągnięcia. 

Do zwolenników władzy: – Nie pozwólcie, aby wasz świat wartości został zgwałcony przez prostaków.

Do zwolenników opozycji: – Nie potępiamy przeciwników en bloc. Nie obrażamy ich. Nie obrażamy się. Nie złorzeczymy bezsilnie. Gdzie się da, wyciągamy rękę.

Ale najpierw budujemy obóz wolności i odsuwamy dzisiejszą władzę. Następnego dnia, pamiętając o domniemaniu niewinności, stawiamy przed wolnymi sądami ludzi podejrzanych o przestępstwa. A potem rozpoczynamy wielką akcję pojednania na poziomie obywatelskim.

Małe jednak szanse? Małe. Ale i tak większe niż sklejanie Polski na siłę.

A że trzeba skleić, bo takie państwo prędzej czy później musi upaść – tego chyba nie trzeba tłumaczyć.

*

Pawle, będę Cię zawsze pamiętał.

 

                                                                                 Kraków, 15 stycznia 2019

 

 

Witold Bereś - producent filmowy, scenarzysta, publicysta, pisarz. Redaktor naczelny miesięcznika „Kraków”.

 

 

Tekstu z miesięcznika „Kraków”, luty 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



Z najwyższej półki: Jan Józef miałby sto lat
- Krzysztof Burnetko

Bedeker krakowski: Kraków, czyli czas przyszły!
- Iga Dzieciuchowicz

Pasy pany: Jedyny taki klub w Unii Europejskiej
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów