Jest w Krakowie miejsce, gdzie uczą sztuki szlachetnego edytorstwa.

Od jakiegoś czasu niektórzy wieszczą zmierzch tradycyjnej książki. Liczni bywalcy księgarń temu zaprzeczają. Owszem, korzystamy z audiobooków, ale czy są one w stanie zastąpić przyjemność obcowania z papierowym tomem? Takim, do którego przyciągają nie tylko nazwisko autora czy tytuł, ale i jego wygląd: okładka, ilustracje, elementy graficzne. To dzieło artystów, którzy specjalizują się w projektowaniu książek.

Tajniki sztuki szlachetnego edytorstwa zgłębiają m.in. studenci Wydziału Grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

W Pracowni Projektowania Książki zdobywają wiedzę, że na formę książki składają się odpowiednio dobrany papier, czcionka, okładka, ilustracje, format czy akcenty graficzne.

Znając możliwości coraz to bardziej udoskonalanych programów komputerowych, mogłoby się wydawać, że takie projektowanie nie jest skomplikowane. Nic bardziej mylnego.

Oczywiście w Pracowni Projektowania Książki przy ul. Smoleńsk 9 są komputery, przy których uczą się i pracują studenci. Ale to nie wszystko. Możemy tu też zobaczyć maszynerię rodem, wydawałoby się, z epoki Gutenberga. I nie są to tylko urządzenia muzealne – cały czas pracują i służą studentom w zdobywaniu bezcennych umiejętności, a uczelni pozwalają wykonać czasem jakiś druk bibliofilski czy okolicznościowy, jak choćby dyplom doktora honoris causa. 

Ważną częścią Pracowni jest bowiem drukarnia typograficzna, zwana Zakładem Technik Drukarskich. Ten staromodny park maszyn znalazł się tutaj dzięki profesorowi Witoldowi Chomiczowi, który w początkach lat 60. XX wieku, kiedy krakowskie drukarnie wymieniały stare, mocno wysłużone urządzenia, zwrócił się z apelem o nieodpłatne przekazywanie Akademii tego już niepotrzebnego sprzętu. I tak trafiły tu stare winiety, inicjały, zdobniki, gilotyny, czcionki gotyku, fraktury, drewniane czcionki plakatowe, ręczne prasy drukarskie, prasy tłoczeniowe do introligatorstwa, mosiężne czcionki... Uczelniana drukarnia dysponuje chociażby czcionkami o krojach Półtawski antykwa, Sorbona gruba, Wisła kaligraficzna, Paneuropa gruba i drewnianymi literami afiszowymi.

Następcy profesora Chomicza, czyli, kierujący Pracownią Książki prof. Roman Banaszewski (do 2003 roku), prof. Zbigniew Majkowski (do 2011 roku) i obecnie jej szefująca dr Dorota Ogonowska wpisywali możliwość korzystania z tych tradycyjnych urządzeń w program studiów projektowania typografii. W efekcie z pracowni studenci wynoszą nie tylko znajomość komputerowych programów graficznych, ale również obycie ze starym rzemiosłem. Co najważniejsze: znają jego wartość i urok.

O potrzebie uprawiania tej sztuki i jej docenianiu świadczy fakt, że do terminowania w Pracowni zgłasza się coraz więcej studentów zagranicznych, między innymi z Hiszpanii, Irlandii, Słowacji. 

Prace studentów to całościowe projekty wydawnicze, na które składają się liternictwo, ilustracje, format, sposób łamania tekstu i oprawa. Te niepowtarzalne egzemplarze można oglądać na wystawach wieńczących każdy rok akademicki. Tematy prac na ogół studenci wybierają sami. Były wśród nich Wiersze wybrane Miłosza, Opowieści o kronopiach i famach i inne historie Cortazara, Małpa w kąpieli Fredry. Była Do czarnej dziury – niezwykła książka, w której umieścili własne artystyczne DNA (projekt pięciu studentów w 2016 roku). W 2017 roku w ramach współpracy z Bezalel Academy of Arts and Design w Jerozolimie opracowano typograficznie poemat Abrahama Suckewera Do Polski.

Każda książka powinna być skomponowana niczym utwór muzyczny, ma poruszać wyobraźnię, a także zaskakiwać niebanalnymi propozycjami.

Krakowscy studenci nie ograniczyli się, jak ich koledzy z Jerozolimy, do ilustracji. Zaproponowali ciekawe formy, na przykład zwój Tory, niebanalną typografię i grafikę, a wszystkie elementy były skomponowane w harmonijną całość. 

Studenci uczą się bowiem w Pracowni, że każda książka powinna być skomponowana niczym utwór muzyczny, ma poruszać wyobraźnię, a także zaskakiwać niebanalnymi propozycjami. Tutaj zdobywają nie tylko teoretyczną i praktyczną wiedzę, ale i umiejętności łączenia najnowszej techniki z techniką tradycyjną, nieraz trudną do zastąpienia. Pomocą służą im nie tylko pracownicy naukowi, ale także doświadczeni introligatorzy i drukarze. Tylko oni bowiem potrafią jeszcze poruszyć najstarsze gilotyny czy prasy introligatorskie.

 

 

Anna Stafiej - teatrolog naturalizowany w teatrach: Starym, Groteska, im. J. Słowackiego, STU.

 

 

Na zdjęciach: 1) w tle szafa z cennymi elementami detali drukarskich (ornamenty, inicjały, stemple). Na stole książka w introligatorskiej obróbce, 2) szafy z pudełkami, przegródkami, a w nich czcionki. To odpowiednik klawiatury naszego laptopa!, 3) tygle do złocenia na gorąco i prasa introligatorska / fot. Jan Zych 

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, luty 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



Z najwyższej półki: Jan Józef miałby sto lat
- Krzysztof Burnetko

Bedeker krakowski: Kraków, czyli czas przyszły!
- Iga Dzieciuchowicz

Pasy pany: Jedyny taki klub w Unii Europejskiej
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów