Narzędzia

Na moje pasiaste oko: zły duch, co do tej pory pętał nogi piłkarzy Cracovii, przerzucił się na kibiców i nie tylko nogi im kazi. 

Kibice, kibole, grupa nie tyle trzymająca w klubie władzę, ile o tę władzę się ubiegająca – różnie ich nazywają – frajerzy bez kasy, spiskowcy spod Wawelu, grupa open letter – jest w czym wybierać.

Od razu też wyjaśniam: ja nie dokonuję żadnego wyboru, ja nie wybieram pomiędzy Filipiakiem a jakimiś siłami, co są przeciw niemu, ja nie rozważam argumentów za i przeciw, ja popieram Filipiaka, bo uważam, że drugiej strony sporu po prostu nie ma, że jak tu jest jakieś starcie, to przeciw profesorowi chimery, piana na wodzie, nieudacznicy, co im interesy idą jak sierp z dupy, i inne niewiarygodności występują.

Jak wszyscy wiemy niedobrze jest mieć 100 proc., racji – Filipiak niestety dysponuje 100 proc. Racji, nie ma jednakowoż w tym jego winy.

Wieloletnie kierowanie Cracovią nauczyło go, jak sądzę, dwu rzeczy: to znaczy nauczyło go bezmiaru różnych rzeczy, ale dwie wysuwają się w oczywisty sposób na plan pierwszy: są to cierpliwość i zupełna pewność, że Cracovia to jest klub inny niż wszystkie.

„Cierpliwość i czas” powtarzał pod Moskwą jednooki Kutuzow. Czy frazę tę powtarza Filipiak osobiście, wątpię, ale chodzi mu o to samo: wygrać z Napoleonem wtedy to było mniej więcej tak, jak wygrać Ligę Mistrzów. Cierpliwość w piłce nożnej to jest kategoria od potocznej odległa, tu naprawdę trzeba umieć czekać. Tu naprawdę trzeba umieć wybrać pomiędzy masową presją kibiców, którzy najchętniej zmienialiby trenera w trakcie meczu, a momentem, kiedy pewne zmiany są konieczne. W przypadku Cracovii, klubu niezwykłego, trzeba naprawdę umieć tę niezwykłość przynajmniej zauważać.

Być może Filipiak miał początki trudne, być może traktował klub jak zwyczajne przedsiębiorstwo – być może trochę z tym przesadzał, ale i to doświadczenie było dobre, uczył się często okrutnej nieprzewidywalności piłki nożnej. W przypadku Cracovii jest to nauka specjalnie trudna i, powiedziałbym, zniechęcająca. Cracovia wiadomo – ma wyrównać, nie wyrówna; ma strzelić zwycięskiego gola, nie strzeli – plus cała reszta negatywnych i pozornie niezniszczalnych zabobonów. Zaręczam, długo, bardzo długo trzeba czekać, aż zabobony te zostaną przezwyciężone.

Cierpliwość w piłce nożnej to jest kategoria od potocznej odległa, tu naprawdę trzeba umieć czekać. Tu naprawdę trzeba umieć wybrać pomiędzy masową presją kibiców, którzy najchętniej zmienialiby trenera w trakcie meczu, a momentem kiedy pewne zmiany są konieczne.

Ostatni – przed zimową przerwą – mecz z Zagłębiem Lubin był pod tym względem wysoce pouczający. Cracovia grała kiepsko, Zagłębie dominowało, rychło objęło prowadzenie, kwestia dalszych bramek dla gospodarzy – mecz, co ma niemałe znaczenie, odbywał się w Lubinie – zdawała się kwestią czasu, Cracovia, jakby to Sienkiewicz powiedział, „broniła się jeszcze”. Aż przyszła 70 minuta i sędzia wyrzucił z boiska bramkarza lubinian. Czyli nadeszło 20 minut prawdy. Wiadomo, że stara Cracovia (ta sprzed obalenia paraliżujących guseł i ta sprzed dyskusyjnej niekiedy zadziorności i najwyższej fachowości Michała Probierza) niczego by w tej nagle korzystnej sytuacji nie ugrała. Raczej zamiast rozsądnym szturmem ruszyć na przeciwnika, wdałaby się w jakiś skrajny chaos i prędzej by straciła bramkę, niż wyrównała. Tymczasem 20 minut prawdy miało architekturę nieubłaganą, trzeba było w ciągu 20 minut strzelić dwie bramki, nie stracić żadnej, trzeba było wygrać, zgarnąć pełną pulę – tylko zwycięstwo pokazywało, ile jesteśmy warci. I co powiecie? Stało się jak w dokładnie napisanym scenariuszu, nawet ta druga bramka, kiedy rykoszet zmylił bramkarza, była jakimś odczarowaniem fatalnego fatum – takich bramek Cracovia nie strzelała, owszem, traciła często.  

 

 

Jerzy Pilch pisarz, - felietonista i kibic.

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, luty 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



W NUMERZE LUTOWYM!


Okiem Beresia:
ŚMIERĆ PREZYDENTA

Felieton gościnny: Podróże z moją kotką
- Aleksandra Ziółkowska

Smocze jajo: Otwarta brama
- Mieczysław Czuma

Pasy pany: Na moje pasiaste oko...
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów