Elżbieta Lisowska: To jest emocja. Lubię koty i uwielbiam ich cudowny egoizm oraz asertywność. Najbrzydsza kotka z krótkimi nogami i krzywymi zębami uważa się za ósmy cud świata. Ona uczy jak współgrać ze światem. Kot jest królem życia. Lubię sposób, w jaki koty walczą o swoje bez wyciągania pazurków, jak potrafią omotać człowieka, żeby zrobił, co zechcą. Cenię je za czystość, uważam, że działają na nas terapeutycznie. 

Ewa Kozakiewiczowa: Z punktu widzenia podróżniczki i filozofki religii obserwujesz koty w różnych rejonach świata i w różnych kulturach. Gdzie żyje się im najlepiej, gdzie najgorzej? 

Elżbieta Lisowska: To zależy od szerokości geograficznej, miejscowej tradycji, także religii. Z punktu widzenia kota nie najlepiej jest w Indiach.

Dieta wegetariańska (większość mieszkańców Indii nie jada mięsa) nie nadaje się dla kota, długie monsunowe miesiące też nie ułatwiają życia, do tego dla takich czyściochów, jakimi są koty, jest tam po prostu za brudno. Nie widać ich na ulicach Delhi, Waranasi, Kalkuty czy Madrasu, w dużych miastach żyją w ukryciu, wybierają zadbane podwórka i ustronne miejsca. Można być pewnym, że jeśli zobaczy się w Indiach koty, to będzie czysto i spokojnie. Tak jest na przykład w naszej ulubionej Kerali, gdzie koty mają co włożyć do pyszczka: zawsze trafi się jakaś krewetka lub rybka, a nawet mięso. A to dlatego, że mieszka tutaj dużo chrześcijan, którzy jedzą mięso!

Niechęć do kotów zaobserwowałam niestety w Iranie, kraju przecież muzułmańskim, szyickim. Awersja ta bierze się z zaratusztranizmu, w którym koty jako zwierzęta nocy klasyfikowano po ciemnej, demonicznej stronie. Dlatego do dziś niektórzy Irańczycy czują podświadomy lęk przed kotami i boją się ich dotykać albo przechodzą koło nich obojętnie.

Gdzie koty czują się najlepiej i otaczane są estymą? 

Generalnie koty mają się nieźle w krajach muzułmańskich. Znana jest powszechnie opowieść o kobiecie, która za złe traktowanie kota trafiła do piekła. Mahomet lubił i szanował koty, nakazał też okazywać im szacunek i pomoc. Ulubionej kotce pozwalał spać na swojej szacie, a gdy pewnego razu wstał do porannej modlitwy i zobaczył ją śpiącą w rękawie, odciął go, by jej nie budzić. W jednej z krążących w świecie muzułmańskich opowieści Mahomet niebezpiecznie pokąsany przez dzikie psy doczołgał się do jaskini, gdzie odnalazła go Muezza, wylizała rany i siedziała przy nim tak długo, aż odzyskał siły. Prawdopodobnie to ona właśnie uratowała go przed wężem. Nie wiemy, jak wyglądała Muezza, czy istotnie była kotką czy kotem? Prawdopodobnie była arabskim kotem pustynnym o sympatycznym pyszczku, dużych uszach, krótkich łapkach z charakterystycznymi poprzecznymi pręgami i długich włoskach między poduszkami palców (dla ochrony przed gorącym piaskiem pustyni). Ten przyjazny stosunek do kotów przetrwał do dzisiaj w wielu krajach muzułmańskich. Od lat obserwujemy z Andrzejem podczas pobytu na Medynie w Tunisie kotkę, która jest niekwestionowaną panią kafejki przy Rue Jamaa Ez-Zitouna, parę kroków od Meczetu Oliwnego. 

Z dokumentalnego filmu Kedi – sekretne życie kotów wynika, że Turcja to prawdziwy raj dla kotów. To prawda? 

Tak. Najlepszy stosunek w islamie do kotów zaobserwowałam właśnie w Turcji, znacznie lepszy niż u nas w Polsce! Dobrze się im tam wiedzie: w Stambule wylegują się na przykrytych miękką tkaniną stolikach kawiarnianych, towarzyszą rybakom nad Bosforem i nikt ich nie wygania z meczetów. Znam imama, który dokarmia koty, a w chłodniejsze dni zaprasza je do wnętrza meczetu. Cecyda Torun, reżyserka Kedi – sekretne życie kotów, który podbił serca ludzi na całym świecie, mówi, że dbanie o zwierzęta jest wdrukowane w tureckie DNA. W czasach imperium osmańskiego budynki stawiano tak, by ptaki mogły na nich wić gniazda, a przy zagrodach dla koni dodawano przejście dla kotów, by mogły swobodnie przemieszczać się między domami. Stambuł jest w ogóle kocim miastem, ludzie dokarmiają koty, opiekują się nimi i zatrzymują, by je pogłaskać.

Kocie wyspy w Japonii. Na Aoshimie mieszka 13 stałych mieszkańców (to rybacy powyżej 75. roku życia) w towarzystwie 150 kotów. Koty zdominowały wyspę, ale Japończycy opiekują się nimi, a zwierzaki stały się atrakcją turystyczną. Z kolei Tashirojima w prefekturze Miyagi znana była z hodowli jedwabników, którą kiedyś ochraniały właśnie koty. Ich populacja także i tutaj znacznie wzrosła, przewyższając liczbę mieszkańców. Japończycy wystawili na samym środku wyspy świątynię neko (kota), w innych miejscach wyspy jest dziesięć takich kapliczek.

Jeden z bohaterów filmu opowiada, że opiekowanie się kotem wyleczyło go z depresji, z którą walczył od lat. Naukowcy podkreślają, że zwierzęta mają terapeutyczny wpływ na naszą psychikę, a już samo głaskanie kota łagodzi stres i wspomaga wydzielanie endorfin w organizmie człowieka. To pokazuje, że we współczesnym świecie potrzebujemy kontaktu ze zwierzętami. Obserwowałam to w kocich kawiarniach w Tokio, niektórzy ludzie przychodzili tam, by pobyć ze zwierzakami, a niektórzy sprawiali wrażenie, jakby dopiero uczyli się głaskać kota. Pierwsze takie kawiarnie powstały w Korei Południowej, a dopiero potem rozpowszechniły się w Japonii, są też w Bangkoku, stolicy Tajlandii. W japońskiej kociej kawiarni obowiązuje ostry regulamin, w którym przykłada się ogromną wagę do zdrowia kota (stąd dezynfekcja rąk, ubrania, ściąganie butów). Odwiedzający muszą być niemal sterylnie czyści... 

Wygląda na to, że Japonia to także dobre miejsce do życia dla kotów?

W Japonii kocha się naturę, nie tylko koty, ale i psy, które na przykład wozi się w wózeczku. Istne szaleństwo! Ale koty mają mocną pozycję ze względu na barwne legendy i anegdoty o przynoszących szczęście kotach pochodzących jeszcze z początku okresu Edo (1603–1867). Koty rasy bobtail hodowano na dworze cesarskim, a figurki kota Maneki-Neko, tej rasy właśnie, z podniesioną zapraszająco łapką, od dawna zdobiły i zdobią domy i wejścia do sklepów, są wszędzie. Mają przyciągać klientów, sprzyjać dobrobytowi i oddalać nieszczęście. Doświadczyliśmy tego i my. Przywieziony z podróży biały porcelanowy Maneki-Neko podczas pożaru naszego mieszkania stał obok wieży muzycznej. Odtwarzacz dosłownie się rozpłynął, zmienił się w bezkształtna plamę, tymczasem porcelanowy kot wyglądał, jakby nie tknął go ogień. Nie było na nim najmniejszego śladu osmalenia... A my, w końcu, powróciliśmy do naszego mieszkania. W symbolice azjatyckiej koty odgrywają dużą rolę. Największe nagromadzenie pomników kotów widziałam na Borneo w malezyjskim Kuchingu (w malezyjskim języku kuching znaczy kot). Monumentalne koty znajdują się tutaj na wszystkich ważniejszych skrzyżowaniach, trudniej trafić do burmistrza miasta niż do Muzeum Kotów, które znajduje się w tym samym budynku. Na ścianach urzędu wiszą zdjęcia radnych z ich kocimi pupilami i trudno sobie wyobrazić, że w tym mieście mógłby sprawować urząd ktokolwiek, kto nie ma kota! 

Jak na tym tle powszechnego uwielbienia kota wygląda jego pozycja w Europie? Są jakieś szczególne miejsca poświęcone kotom?

Wiele zależy od stopnia zamożności społeczeństwa. W Szwajcarii nie widziałam w ogóle na ulicy kotów, w Szwecji nierzadkim widokiem jest kot idący na smyczy ze swym właścicielem, nie ma bezdomnych kotów w Anglii i w Austrii, w Norwegii... Nie wiem, jak to rozwiązują, ale wałęsających się, zaniedbanych mruczków nie widać. 

Wyjątkowym miejscem na pewno jest Amsterdam. To nieprawda, że tylko rowery, kanały, barki mieszkalne, pochylone kamienice czy coffee shopy tworzą niepowtarzalny koloryt miasta. Uroku dodają mu także koty. Spotkać je można na wiekowych podwórkach, na nabrzeżach kanałów, pośród porzuconych rowerów, a nawet na mieszkalnych barkach, gdzie troskliwi właściciele rozwieszają dla ich bezpieczeństwa specjalne siatki. W centrum Amsterdamu, w eleganckiej siedemnastowiecznej kamienicy, zdobionej stiukami Jacoba de Wita, istnieje Kocie Muzeum. Na półpiętrze przybyszów wita portret pięknego rudego kota Johna Pierponta Morgana (1967–1984). To na jego cześć wdzięczny opiekun Bob Meijer (swój portret umieścił w sąsiedztwie pupila) ufundował w 1990 roku muzeum. To świat kocich bibelotów, plakatów, obrazów, rysunków, kocich wizerunków z reklam. Koty już w XIX wieku pracowały na marki wielu produktów, a najczęściej alkoholi, podobnie jak obecnie Maneki-Neko w Japonii, które reklamują wszystko, począwszy od pościeli po mocne wódki. 

Elżbieta Lisowska - iranistka, doktor religioznawstwa, próbuje zrozumieć, w jaki sposób inne kultury opisują człowieka i świat, łączą „to, co na górze” z „tym, co na dole”. Bliskie są jej dociekania indyjskich filozofów i zaratusztriańskich magów, fascynują ludzkie realizacje artystycznych i religijnych pasji. Krakowska podróżniczka, członek The Explorers Club, współautorka między innymi telewizyjnego programu Światowiec i książki Południki szczęścia. Od kotów uczy się radości życia i akceptacji siebie. 

 

(...)

 

Ewa Kozakiewiczowa - jest krakowską dziennikarką. Związana była etatowo z „Dziennikiem Polskim”, „Gazetą Krakowską” i „Przekrojem”, współpracowała między innymi z „Warsaw Voice”, „Newsweekiem”, „Czasem Krakowskim”, kilkoma wydawnictwami i portalami internetowymi. Zajmuje się głównie tematyką kulturalną, opublikowała trzy- tomowe Opowieści fotografistów (Muzeum Historii Fotografii), kilka katalogów o fotografii, bywa kuratorką wystaw fotograficznych.

 

 Zdjęcia: Andrzej Lisowski.

 

Całość tekstu w miesięczniku „Kraków”, luty 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



Już w kioskach!


Okiem Beresia:
Europa. Do napisania

Z najwyższej półki: Krakowski ojciec jednej Europy
- Krzysztof Burnetko

Smocze jajo: Zapraszam na Kazimierz
- Mieczysław Czuma

Na czerwonym świetle

Dyskusyjne Kluby Czytelnicze 2019