Kot jest jednym z najstarszych udomowionych zwierząt. Od wieków inspirował i zaciekawiał.

podobno wywodzi się z Afryki. Oswojony został w Nubii, powszechny był w Egipcie. Do 30 roku n.e. istniał zakaz wywozu stamtąd kotów, co nie było niczym dziwnym, ponieważ był czczony jako zwierzę święte. Za zabicie lub zranienie kota poświęconego bogini Bastet groziła śmierć.

Rozprzestrzenianie się kota poza Egiptem rozpoczęło się dopiero w I wieku po Chrystusie, najpierw w Europie południowej, później środkowo-zachodniej.

Na terenach współczesnej Polski, w pradawnym grodzie Biskupin nie stwierdzono jego obecności. Natomiast już w VIII wieku n.e. plemiona zachodniosłowiańskie znały i hodowały koty.

W tych czasach do ochrony przed myszami Słowianom służyły oswojone łasice, skąd wywodzi się określenie związane z przymilnym zachowaniem kota – „łasić się”. Wówczas jedynie Germanie wielbili kota, który był atrybutem matki bogów oraz bogini miłości i płodności. Dla większości ludów Europy kot był po prostu narzędziem do walki ze szkodnikami.

W średniowieczu koty traktowane były paskudnie, a ich dręczenie spotkało się z papieskim przyzwoleniem. Innocenty VIII w 1484 roku nazwał koty pogańskimi zwierzętami, pozostającymi w związku z diabłem.

Srodze się to na ludziach zemściło, bo wyszło na dobre szczurom, za sprawą których szerzyła się epidemia dżumy. Choć wierzono, że kot może żyć i umierać dziewięć razy, to w rzeczywistości populacja ich znacznie się zmniejszyła. Niezależność i rezerwa kota uczyniły z niego synonim obłudy. Kot stał się bohaterem różnych zabobonów i wcieleniem złych sił: wierzono choćby, że diabeł przybiera postać czarnego kota jako ulubieńca czarownic.

Czarta można było wypędzić z kota poprzez ściskanie jego ogona rozszczepionym drewnem, stąd przysłowie odnotowane przez Oskara Kolberga „brać koty w leszczoty”. Na widok nieznajomego czarnego kota w pobliżu domostwa należało się przeżegnać. Uważano, że czarny kot ma właściwości magiczne: zjedzenie jego mięsa miało uwalniać od czarów, śledziona przyczepiona do miesiączkującej kobiety zatrzymywać krwawienie, a krwią czarnego kota napisać można słowa „mocnych” czarów.

Kot wiązany był z postaciami czarownic i ich praktykami. Wytaczano więc i kotom procesy sądowe i skazywano je. Jeszcze w XVI wieku koty torturowano, aby wypędzić z nich diabła, zrzucano z kościelnych wież, palono żywcem na stosach i topiono we wrzącej wodzie. Jednym z lżejszych sposobów wypędzania złych mocy było przywiązywanie kotu do ogona pęcherza wypełnionego suchym grochem (stąd powiedzenie „biega jak kot z pęcherzem”). Znęcanie się nad kotami przyjęło postać ludowych festynów. 

W staropolskich słownikach wyraz „kotka”, poza określeniem kobiety lub nierządnicy, oznaczał kotwicę (czasem w kontekście: „ciągnąć kota”), a także kwiatostan wierzby i leszczyny wskutek podobieństwa do miękkiego i puchatego kociego futerka. Od XVI wieku kotem lub kotkiem nazywano także trzos, zaś „mieć kota” znaczyło mieć pieniądze. Ciekawe, że kotem lub kotkiem nazywano równocześnie człowieka niestatecznego czy łobuza. Z kolei „kotować się” – znaczyło wyśmiewać się, przedrzeźniać. Również z XVI wieku pochodzi określenie „mieć kota w głowie”, czyli być głupim. Z kolei „puścić kota z głowy” oznaczało dać upust szaleństwu. Do naszych czasów przetrwało określenie „drzeć koty”. 

W dawnym wojsku kotem nazywano rodzaj działa (niem. Fauerkatze) do strzelania kamiennymi kulami, natomiast „paść kota” – odbywanie kary przez żołnierza. Zwrot „ciągnąć kota” znaczyło narazić się na karę polegającą na przeciąganiu na sznurze przez wodę lub bagno. 

Na krakowskim Rynku Głównym znajdujemy kamienice Pod Jagnięciem, Pod Jaszczurem, Pod Jeleniem, Pod Kanarkiem, Pod Konikiem, Pod Karpiem Szarym, Pod Złotym Karpiem czy Pod Krukami. Nawet wiewiórka znalazła się na herbie pewnej kamienicy na rogu ul. Floriańskiej i św. Tomasza, natomiast kot – nie.

Również Bogumił Samuel Linde w Słowniku języka polskiego podał kilka staropolskich powiedzeń: „biega jak kot zagorzały”, „biega jak kot z pęcherzem”, „pogonić kota”, „trudno naturę kocią zwyciężyć”, „rzuć jak chcesz kota, a on zawsze na nogi padnie”. W drugiej połowie XVIII wieku pojawił się „koci mózg” na określenie półgłówka.

Stereotyp kota w dawnych czasach nie jest spójny. Z jednej strony kot uosabiał ciemne moce, fałsz, drapieżność, złośliwość i okrucieństwo, z drugiej był symbolem zręczności, sprytu, wdzięku, mądrości, łagodności i niezależności. 

W dawnych polskich wierzeniach ludowych kot był zarówno zwierzęciem nietykalnym, jak i wcieleniem diabelskich sił. Uważano, że zabicie kota jest grzechem i zabójcy nie będzie darzyć się w życiu, zaś bicie kota batem przez gospodarza grozi tym, że konie mu „wyschną” pomimo dobrego karmienia. Kot pełnił też rolę swego rodzaju testera: wprowadzając się do nowego domu, gospodarz najpierw wpuszczał tam kota, bo jeżeli miałoby przytrafić się nieszczęście w rodzinie, spłynie ono właśnie na niego.

Zachowanie kota mogło przepowiadać zjawiska meteorologiczne. Na przykład, jeżeli położy się tyłem do ognia, wróży to zmianę pogody. Gdy postawi uszy, to pewny jest wiatr z północy, a jeżeli zwróci ogon ku ogniu – chwyci mróz. Jeżeli liże łapy – pewne są opady śniegu. Natomiast kiedy wkłada łepek między łapy w celu „chędożenia rzyci swej”, wieszczy to ulewy i burze.

W 1534 roku w krakowskiej oficynie Floriana Unglera ukazało się bogato ilustrowane kompendium przyrodnicze O ziolach y o moczy gich, autorstwa Stefana Falimirza. Kilkaset niewielkich rycin przedstawiających florę i faunę głównie okolic Krakowa wykonał anonimowy ilustrator. W księdze IV, gdzie scharakteryzowano udomowione zwierzęta, nie mogło zabraknąć kota. Autor rysunków, ukazując siedzącego kota z profilu, zadbał o podkreślenie jego zdolności łowieckich.

Salomon Rysiński, wydając w 1620 roku w krakowskiej drukarni Stanisława Giermańskiego Przypowieści polskie, zapisał kilka przysłów o kocie: „nie graj kotku z niedźwiedziem”, „beśpiecznie myszy biegają, gdy kota doma nie mają” czy „każdy kot w nocy czarny”.

W dawnej literaturze nietrudno wyszukać obraz kota. Znajdujemy go we fraszkach Jana Kochanowskiego, Jana Gawińskiego, Wacława Potockiego, Mikołaja Reja czy później – Adama Naruszewicza, Franciszka Bohomolca i Ignacego Krasickiego. To w poemacie heroikomicznym biskupa Krasickiego Myszeis, opisującym walki myszy z kotami, występuje monarcha kotów Mruczysław, szwagier Rominagrobisa.

Zastanowienie może budzić natomiast, dlaczego ks. Benedykt Chmielowski publikując w połowie XVIII wieku Nowe Ateny albo akademia wszelkiej sciencyi pełna, zupełnie pominął opis kota. Wymienił wiele zwierząt występujących na ziemiach polskich, mniej lub bardziej egzotycznych, a o kocie napomknął tylko w notce poświęconej myszy („choć podły zwierz i mały, ale wielkiej szkody czynicielka”). Odnotował, że w Arabii są myszy większe niż nasze koty, chodzące na nogach jak człowiek. Kot nie zasłużył tu nawet na notkę podobną do konstatacji na temat konia: „Koń jaki jest, każdy widzi”. 

Najczęściej, od najdawniejszych czasów w różnych kontekstach, przedstawiało się kota w zestawieniu z myszą. Związanych z tym przysłów i powiedzeń krążyło mnóstwo: „gdy kota myszy nie czują, bezpiecznie sobie harcują” czy „gdzie nie masz kota, tam biegają myszy”.

 

(...)

 

Ewa Danowska - dr hab. historii, PAU. Kraków w przeszłości… jest o czym pisać!.

 

 

Na ilustracjach: 1) Daniel Mróz, Dachowce z serii rysunków Kocie sprawy, 19592) Albrecht Dürer, datowane – czwarta ćwierć XIX wieku, Fonoteka Lanckorońskich/PAUart; 3) Wanda, Paulina i Teofila Potockie, córki Seweryna i Anny z Sapiehów jako dziewczynki w ogrodzie z kotkiem, autor wzoru: Jean-Baptiste Isabey, XVIII wiek, Gabinet Rycin Biblioteki Naukowej PAU i PAN/PAUart.

 

Całość tekstu w miesięczniku „Kraków”, luty 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



 

Już w kioskach!


Okiem Beresia:
Europa. Do napisania

Z najwyższej półki: Krakowski ojciec jednej Europy
- Krzysztof Burnetko

Smocze jajo: Zapraszam na Kazimierz
- Mieczysław Czuma

Na czerwonym świetle

Dyskusyjne Kluby Czytelnicze 2019