Kraków zajął ostatnio szóste miejsce w ogólnoświatowym rankingu poświęconym branży IT i sektorowi finansowemu, a więc w zestawieniu, które rozgrzewa wszystkich poszukiwaniem dobrych warunków do rozwoju centrów usług.

Bądźmy szczerzy – o Krakowie mówi się, że to miasto z energią stulatka: marazm, narzekanie, niechęć do zmian, gapienie się w stare mury i poprawianie sobie humoru wódeczką. Wódeczka jest jeszcze całkiem przyjemnym tematem, natomiast szkodliwe przekonania o panującym w Krakowie wisielczym nastroju, rozpalonych turystach i snujących się w smogu mieszkańcach, pogrążonych we wspomnieniach z ery triasu, bywają szczególnie irytujące. Kto rozpowiada te brednie? Może to wina krakowskich artystów, powtarzających w wywiadach, jakby w zmowie, jak to pożegnali „zbyt ciasny” dla nich Kraków i przeprowadzili się do miasta marzeń milionów rodaków, czyli Warszawy (w której zazwyczaj giną bez wieści). Nie są zresztą w tym zbyt konsekwentni – opowiadają po gazetach, jak to w stolicy cieszą się z anonimowości (co brzmi tak, jakby zeszli właśnie z arki Noego), ale ja wiem, że po kilku głębszych wypitych w jakimś zbyt białym mieszkaniu na Wilanowie wspominają ze łzami w oczach, że ekspedientka w krakowskiej pierogarni zawsze wiedziała, by wymieszać cztery pierogi z mięsem z sześcioma ruskimi, a barmani z ulubionych knajp zawsze polewali na kreskę. I gdy już dopadnie ich ten szczególny stan, w którym na Google Maps szukają zdjęcia Okrąglaka, puszczają piosenki Świetlików i zawodzą, że życie w Krakowie było jakby prostsze, jakby mniej samotne i jakoś bardziej beztroskie, ja postanawiam dolać im trochę benzyny do pieca. Na początku trochę się bronią, szukając na siłę plusów mieszkania w stolicy („tu są takie możliwości!”, „mniej piję, więcej pracuję!”, „to nowoczesne, prężne miasto”), ale ja mam naprawdę dobre argumenty, świadczące o tym, że popełnili życiowy błąd. Było im zbyt ciasno, bo po prostu chodzili złymi ulicami. Więc niech teraz płaczą i żałują!

Kraków zajął ostatnio szóste miejsce w ogólnoświatowym rankingu THOLONS „TOP 100 Super Cities” poświęconym branży IT i sektorowi finansowemu, a więc w zestawieniu, które rozgrzewa wszystkich zainteresowanych automatyzacją pracy, hi-tech, start-upami, firmami z sektora fin-tech i poszukiwaniem dobrych warunków do rozwoju centrów usług. Przyznam, że i mnie opadła szczęka. Kraków zostawił za sobą w tyle królujący dotąd w Europie Dublin i znalazł się wśród gigantów: pierwsze miejsca zajmują Bangalore, Filipiny (Manila) i Indie (Bombaj, Delhi, Hajderabad). Analitycy podkreślają, że krakowska kadra to ludzie bystrzy, błyskotliwi, posługujący się perfekcyjnym angielskim, w skrócie – łebscy światowcy. W mieście cenią to, że do kolegów z innego hubu mogą podejść w kapciach i są przyjmowani z otwartymi ramionami, bo ludzie w Krakowie się po prostu lubią i jakoś bardzo sobie nie zazdroszczą, raczej współpracują, niż rywalizują.

Znam takich, którzy po kilku głębszych wypitych w jakimś zbyt białym mieszkaniu na Wilanowie na Google Maps szukają zdjęcia Okrąglaka, puszczają piosenki Świetlików i zawodzą, że życie w Krakowie było jakby prostsze, jakby mniej samotne i jakoś bardziej beztroskie.

Ostatnio w Krakowie powstało centrum obsługi prestiżowych linii lotniczych z Hongkongu Cathay Pacific, krakowska ekipa obsługuje tu rejon EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Hongkong umieścił tu swoje centrum właśnie dlatego, że w Krakowie łatwo się z ludźmi zżyć, wtopić w energię miasta, szybko poczuć się „u siebie”. Ważnym argumentem za Krakowem były też bardzo wysokie kwalifikacje pracowników, którzy przez 24 godziny na dobę obsługują klientów po angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, holendersku i rosyjsku. Z kolei na plac B4B (Bonarka for Business), nazywanym „miastem w mieście”, setki ludzi przychodzą pracować, zjeść, spotkać się i porozmawiać w wielu językach nie tylko o pracy. Kompleks B4B to obecnie jedno z największych skupisk korporacyjnych biznesów w mieście. Swoje siedziby ma tu kilkudziesięciu globalnych graczy, między innymi Lufthansa Global Business Services, State Street, Innogy, Alexander Mann Solutions, Euroclear, Pegasystems, Global Logic. Sercem jest tu plac o powierzchni 6600 m², który świeci wieczorami i widać go z wielu punktów Krakowa. B4B został doceniony przez architektów i zdobył wiele nagród w kategorii architektury przestrzeni publicznej. 

Może na różnej maści zblazowanych artystach, którzy mają problem z płatnością BLIK-iem, to nie robi wrażenia, ale naprawdę nie wiem, dla kogo Kraków jest zbyt ciasny i po co siedzieć w stolicy, wbijając zęby w ścianę i wyjąc w samotności? Kraków, jeśli tylko mamy trochę ciekawości i lubimy ludzi, odwdzięczy się prędko – naprawdę jest tu co robić!

 

Iga Dzieciuchowicz – teatrolożka i feministka. Współpracowała z „Didaskaliami”, „Notatnikiem Teatralnym”, „Gazetą Wyborczą” i portalem publicystyczno-społecznym Polska Ma Sens. Współautorka książki Bartoszewski. Droga. Na co dzień marketingowiec i dziennikarka „Codziennika Feministycznego ”.

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, marzec 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



STYCZNIOWY NUMER JUŻ W SPRZEDAŻY!


Okiem Beresia:
Szef i Jego książki

 

Z najwyższej półki: Miasto książki
- Krzysztof Burnetko

Pasy pany: Felieton na ostatnią stronę
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle