13 marca br. przypada 76. rocznica likwidacji getta krakowskiego. Przypominamy o niedzielnym Marszu Pamięci i zachęcamy do udziału.

Od blisko dwudziestu lat, w połowie marca z inicjatywy krakowian, setki ludzi idą z placu Bohaterów Getta na teren byłego obozu w Płaszowie, by upamiętnić ofiary Zagłady.

Na początku była nas zaledwie garstka, może kilka osób – wspomina pierwszy marsz Halina Wróblewska. Szliśmy w zasadzie prywatnie, w rocznicę pacyfikacji krakowskiego getta w Podgórzu. Nieformalnie. Jakby na spacer „po śladach” – tak jak oni wtedy, jeszcze żywi, ale już umarli. Szliśmy z placu, który wtedy jak na ironię nosił nazwę Zgody, ulicami Józefińską, Lwowską, Limanowskiego, Wielicką, Jerozolimską, mijając Szary Domek obozowych wachmanów, dalej ulicą Heltmana obok wilii komendanta Amona Goetha na teren dawnego obozu w Płaszowie. Jakieś dwa i pół kilometra. Nie więcej. Kiedy to było? 

Halina zamyśla się i grzebie w pamięci. Czas zaciera ostrość konturów i zlewa w pamięci przeczytane opowiadania, zasłyszane historie, zobaczone filmy i fotografie w jeden obraz. Prawdziwy i wyimaginowany. Choć ciągle się wydaje, że to wszystko działo się wczoraj. I nie ma pewności, że nie wróci. A historia stanie się teraźniejszością. Chyba były to lata osiemdziesiąte tamtego już wieku... Na pewno przed Spielbergiem i Listą Schindlera. Może jeszcze przed Festiwalem Kultury Żydowskiej? To był taki czas, kiedy o wojnie przestało się już mówić.

Obszar getta wyznaczały ulice o dzisiejszych nazwach: Piwna, Krakusa, Nadwiślańska, Na Zjeździe, Kącik, Traugatta, Dąbrowskiego, Lwowska, Limanowskiego, północny stok Wzgórza Lassoty, Potiebni, Parkowa, wschodnia i północna ściana Rynku Podgórskiego, Brodzińskiego i Józefińska. Mieszcząc w sobie Plac Bohaterów Getta, Janową Wolę, Dąbrówki, Limanowskiego, Rękawka, Węgierską, Krakusa, Benedykta, Tatrzańską i Czarneckiego.

Hitlerowcy rozpoczęli prześladowanie Żydów zaraz po wkroczeniu do Krakowa. Już we wrześniu 1939 roku nakazano im uczestnictwo w pracach przymusowych, w listopadzie zarządzono noszenie opasek indentyfikacyjnych z gwiazdą Dawida. Programowo i skrupulatnie zaczęto grabić majątki. W pierwszej kolejności wypatroszono sejfy Banku Holzera przy Sarego. Nie było to trudne, bank nie miał klasycznego skarbca, a trezory z kosztownościami stały wprost na korytarzu. Rozpoczęto planową i skuteczną deportację Żydów. Z blisko 70 tysięcy żydowskich mieszkańców Krakowa szybko zostało ich w granicach miasta ledwie 15 tysięcy. W marcu 1941 po drugiej stronie Wisły w Podgórzu hitlerowcy na powierzchni 20 hektarów obejmującej kilkanaście ulic i 320 domów zarządzili organizację getta, do którego obowiązkowo przesiedlono wszystkich krakowskich Żydów. Obszar getta wyznaczały ulice o dzisiejszych nazwach: Piwna, Krakusa, Nadwiślańska, Na Zjeździe, Kącik, Traugutta, Dąbrowskiego, Lwowska, Limanowskiego, północny stok Wzgórza Lassoty, Potiebni, Parkowa, wschodnia i północna ściana Rynku Podgórskiego, Brodzińskiego i Józefińska. Mieszcząc w sobie plac Bohaterów Getta, Janową Wolę, Dąbrówki, Limanowskiego, Rękawka, Węgierską, Krakusa, Benedykta, Tatrzańską i Czarneckiego. 

Początkowo teren ogrodzono drutem kolczastym, a w kwietniu rozpoczęto wznoszenie muru, którego poszczególne sekcje zwieńczone były półkolistymi łukami mającymi przypominać cmentarne macewy. Okna wychodzące na aryjską stronę zamurowano. Zarówno samowolne opuszczenie getta, jak i wszelakie akty pomocy z zewnątrz karane były śmiercią. Karano nie tylko czyny dokonane, ale nawet sam zamiar ich dokonania. Ludność zgromadzona w getcie regularnie nękana była deportacjami, łapankami i wywózkami do obozów koncentracyjnych. W marcu 1943 roku rodowity berlińczyk SS-Sturmbannführer Willi Haase, dowódca SS i policji w Krakowie, nakazał likwidację krakowskiego getta. Wykonawcą tego zadania został znany z wyrafinowanego okrucieństwa komendant obozu w Płaszowie, pochodzący z Wiednia Amon Goeth. W dniach 13 i 14 marca 1943 roku 8 tysięcy zdolnych do pracy Żydów przewieziono ciężarówkami lub pognano do Płaszowa, 2 tysiące najsłabszych zabito na miejscu, a resztę wywieziono do obozów koncentracyjnych, głównie do Auschwitz, gdzie też czekała ich śmierć. Wojnę przeżyło najwyżej tysiąc żydowskich obywateli przedwojennego Krakowa.

Każdego roku, w rocznicę, idziemy, przeważnie w milczeniu, tamtą drogą „po śladach”, których już niewiele zostało. Nikt nikogo nie zaprasza, nikt nikogo nie zmusza. Ludzie przychodzą, bo chcą, bo mają taką wewnętrzną potrzebę. Idą też ze strachu, by tamten czas nie wrócił. Nie ma sztywnego protokołu. Krótkie przemówienie, czasem wiersz. Modlitwa za zmarłych, którą odmówi, jeśli tylko zdoła przyjechać, urodzony w Hamburgu, a mieszkający na Brooklynie Edgar Gluck, rabin Galicji, albo któryś z krakowskich rabinów. Wiązanki kwiatów, znicze, chorągiewki... W pamięci mam jezuitę o. Stanisława Musiała, który ciągle powtarzał, że dla Żydów my chrześcijanie zrobiliśmy zdecydowanie za mało. Ale także mojego rodaka z Dolnego Śląska, urodzonego w Świdnicy już po wojnie Zevi Rav-Nera, ambasadora Izraela, który najpierw na obelisku w Płaszowie położył jako żydowski dowód pamięci malutki kamień przywieziony z Masady, a później już w rozmowie prowadzonej dla miesięcznika „Kraków” przypomniał: „W Polsce w czasie II wojny światowej za pomoc Żydom groziła ze strony Niemców bezwzględnie wykonywana kara śmierci. W innych krajach Europy nie było tak ostrych restrykcji. Na przykład w Belgii, Holandii czy Francji. Polska – pamiętajmy – była pod hitlerowska okupacją. Inne europejskie kraje też wprawdzie były pod okupacją, ale działały w nich lokalne rządy. Na Węgrzech Żydów aresztowała i wysyłała do obozów koncentracyjnych nie żandarmeria niemiecka, a węgierska. Takie przypadki nie miały miejsca tu w Polsce”. 

Pamiętam drobną postać Edwarda Mosberga przemierzającego całą trasę marszu z 200-letnim egzemplarzem Tory, ubranym w kolorową tzw. sukienkę, na której kazał wyhaftować miejsca i daty kaźni wszystkich członków swojej rodziny i rodziny ze strony żony. Gdy po zakończeniu wojny wrócił do Krakowa, okazało się, że został sam... Powtarzał, że póki będzie żył, nie zapomni i nie wybaczy. A do Krakowa wraca choćby po to, by wnukom wyprawić bar micwę. Przejmujące było to, gdy mówił, że w Krakowie czuje się bardziej swobodnie niż w Ameryce. Bo tu, mimo wszystko, jest u siebie, a tam tylko gościem. Albo jeszcze inna postać: Stefan vel Aaron Halberstam, chłopak z Kazimierza, niegdyś ministrant u Bożego Ciała, który patrząc przez okno podstawówki przy Miodowej na cmentarz Remuh, postanowił jako nastolatek wyjechać do Izraela i przejść na judaizm. Nauczył się hebrajskiego, aramejskiego i poznał Torę. To on na pogrzebie o. Stanisława Musiała SJ odmawiał kadisz. Teraz gdzieś znikł, a szkoda... I najnowsza moja znajomość z Marszu: Lili Haber – przewodnicząca Związku Krakowian w Izraelu, której coroczna obowiązkowa wizyta w Krakowie przypada w połowie marca, w dniu Marszu Pamięci upamiętniającego likwidację krakowskiego getta. Setki ludzi, Żydów i nie-Żydów, mieszkańców i przyjezdnych zbierają się na placu Bohaterów Getta i maszerują do Płaszowa, gdzie stoi pomnik pomordowanych tam Żydów. 

– Maszerują i pamiętają – mówi Lili Haber. – Liczba uczestników rośnie z każdym rokiem. Nie mogłabym podać lepszego przykładu mojej nadziei na nową wspólną przyszłość niż to właśnie wydarzenie. Jednak, obok nadziei i ciepłych uczuć, jakie żywię w Krakowie i do Krakowa, istnieją inne uczucia. Smutek, złość, gniew, frustracja i okropna tęsknota. Spacerując po odnowionych ulicach Kazimierza, widzę oczami wyobraźni żydowskie dzieci bawiące się na podwórkach, uczniów w drodze do chederu, betmidraszu albo gimnazjum, brodatych kupców i rzemieślników na gwarnych bazarach, synagogi wypełnione ludźmi. Wyobrażam sobie dziadka Icchaka Cwi Lesera w tradycyjnym chasydzkim stroju, z olbrzymią białą brodą spływającą na pierś, jak dyryguje swoimi dziećmi pracującymi w wytwórni lodów i wody sodowej w podwórzu domu rodzinnego na placu Wolnica 10... 

Ma rację Lili Haber: ten świat nie wróci. Gorzej, że narodowego socjalizmu, który doprowadził do Holocaustu, nie pogrzebaliśmy na zawsze. Może się odrodzić i wrócić. I o tym trzeba pamiętać.

  

 

Jacek Balcewicz - najmłodszy z „ojców założycieli” miesięcznika „Kraków”. Z wykształcenia inżynier górnik po AGH, z temperamentu i profesji dziennikarz, publicysta i fotografik. Radny Dzielnicy I Kraków Stare Miasto od trzech kadencji. Mieszka na Kazimierzu.

 

 

 Najważniejsze coroczne uroczystości w Polsce upamiętniające Zagładę

Styczeń. Rocznica wyzwolenia Auschwitz. Bywa, że te uroczystości, zwłaszcza gdy jest okrągła rocznica, są celebrowane na najwyższym szczeblu międzynarodowym z udziałem głów największych państw (np. prezydenta Putina).

Marzec. Rocznica likwidacji getta krakowskiego. Organizowany jest Marsz Pamięci, będący krakowską inicjatywą obywatelską, nad którą patronat objął prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Kwiecień. Marsz Żywych (w Dniu Pamięci Ofiar Zagłady). Forma edukacji młodzieży, przede wszystkim żydowskiej, organizowany od 1988 roku przez izraelskie ministerstwo oświaty na terenie obozu w Auschwitz. W marszu obok młodzieży izraelskiej i innych uczestników z Izraela udział biorą także obywatele polscy.

Kwiecień. Rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. Obchodzona pod Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, często z udziałem delegacji z całego świata.

Lipiec. Marsz Pamięci 22 lipca. Orgaznizowany do siedmiu lat przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma oraz Muzeum Polin w Warszawie upamiętnia rozpoczęcie wielkiej likwidacji warszawskiego getta i wywózkę jego mieszkańców do Treblinki. Ta trwająca dwa miesiące brutalna akcja likwidacyjna doprowadziła do śmierci ponad 300 tysięcy Żydów z Warszawy i okolic.

Lipiec. Kielecki Marsz Pamięci i Modlitwy. Prowadzony w rocznicę pogromu kieleckiego, a organizowany przez grupy kielczan oraz Stowarzyszenie im. Jana Karskiego, którego prezesem jest Bogdan Białek.

(red.)

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, marzec 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl



Z najwyższej półki: Jan Józef miałby sto lat
- Krzysztof Burnetko

Bedeker krakowski: Kraków, czyli czas przyszły!
- Iga Dzieciuchowicz

Pasy pany: Jedyny taki klub w Unii Europejskiej
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów