1) Spot Koalicji Obywatelskiej. Trzypokoleniowa rodzina przy stole. Zanim zapowiedzą, że „jutro może być lepsze” – dziękują premierowi Morawieckiemu za 500 plus. Można przecierać oczy ze zdumienia.

Kto finansuje tę reklamówkę? Nie można przyznać racji ekipie rządzącej i starać się o wygraną. Nie można w spocie proponującym inną wizję Polski i nowego jutra zaznaczać zasługi kontrkandydata i wygrać. Z badań wyszło, że comiesięczne 500 złotych ważne jest dla społeczeństwa. Nawiasem mówiąc, paradoks wypłaty kasy rodzicom, a nie dziadkom, którzy odłożyli ją na emeryturę, podkreśla niewielu. Liberalizm liberalizmem, a elektorat nasz pan.

2) Do kampanii należy się przygotować, zwłaszcza jeśli ma się kilka lat. Wódz prowadzący do wygranej Koalicji Obywatelskiej zostaje powołany w ostatniej chwili, co obnaża brak długofalowej strategii, której nie sposób odmówić PiS-owi. Małgorzata Kidawa-Błońska wydaje się niepewna i zdezorientowana, a jej apele o podniesienie poziomu debaty publicznej dość naiwne.

3) Jak uczy doświadczenie – w Polsce najłatwiej wygrywa się wybory, prowadząc kampanię negatywną.

W Polsce najłatwiej wygrywa się wybory, prowadząc kampanię negatywną.

PiS wskazał wroga (elity, lewica, LGBT, III RP) oraz wartości do obrony (polskie egonarodowe, „prawdziwa rodzina”, Kościół, tradycja) i uderzył tym samym w najsłabszy punkt naszej tożsamości narodowej. Trzy lata temu w Teatrze Narodowym obejrzałem spektakl Dowód na istnienie drugiego w reżyserii Macieja Wojtyszki, a kwestie Jana Englerta w roli Witolda Gombrowicza pamiętam do dziś, mogę je co więcej dokładnie zacytować dzięki śp. Zdzisławowi Pietrasikowi, który przytoczył je w tekście Dialogi polsko-polskie w „Polityce”.

„Nieakceptowana drugorzędność może się stać obsesją i zniszczyć mózg. A Polacy tego nie rozumieją i z tą swoją megalomanią narodową są po prostu żałośni. Uważają, że Bóg ich prowadzi za rączkę, więc nie muszą być samodzielni. Za to tak bardzo nie chcą być samodzielni, że się przez to stają coraz bardziej drugorzędni”.

Koalicja Obywatelska prowadziła kampanię pozytywną – „Jutro może być lepsze”, Sejm może pracować lepiej, możemy odnosić się do siebie grzeczniej. W Polsce w ciągu ostatnich lat wydarzyły się rzeczy do tej pory teoretycznie niemożliwe i może warto było znaleźć sobie jak za dawnych lat wroga. Straszenie PiS-em jakie jest, takie jest, ale działa.

4) Przegrana wyborów samorządowych, parlamentarnych i – jak nie tylko mnie się zdaje – niestety prezydenckich ma swój początek w reakcji Platformy Obywatelskiej na tak zwaną aferę taśmową. Donald Tusk zachował się wtedy szlachetnie, składając wniosek o wotum zaufania dla rządu i skreślając niejako z góry polityków, którzy wypili drogie wino i wypowiedzieli wiele brzydkich słów. Nie popełnili jednak przestępstwa. Prozachodnie standardy nie zadziałały pod flagą biało-czerwoną. Ta decyzja zastopowała kariery kompetentnych politycznych rzemieślników jak choćby Radosława Sikorskiego czy Jacka Rostowskiego. Ucierpiał wizerunek całej Platformy, elektorat PiS-u tylko utwierdził się w przekonaniu, że obóz rządzący (elita) przejada pieniądze podatników i obraża ojczyznę. Może warto było wtedy zachować się tak, jak teraz Jarosław Kaczyński wobec marszałka Kuchcińskiego czy szefa Najwyższej Izby Kontroli Banasia.

W Polsce w ciągu ostatnich lat wydarzyły się rzeczy do tej pory teoretycznie niemożliwe i może warto było znaleźć sobie jak za dawnych lat wroga. Straszenie PiS-em jakie jest, takie jest, ale działa.

Bronić swoich mimo wszystko, trzymać się solidarnie razem, a jak godzina wybije – kontratakować. Powołuję się na efektywność polityki z House of Cards: „utrata twarzy albo pokaz siły”. Nie zapominajmy, że na taśmach występuje również Mateusz Morawiecki, wyśmiewający klientów banku WBK, którzy kupują reklamówkę z Chuckiem Norrisem. Teraz jest premierem.

5) Jarosław Kaczyński tworząc aurę tajemniczości wokół siebie i swojej rodziny, sakralizując brata, przez liczne miesięcznice wyprodukował Donaldowi Tuskowi i ekipie z PO potężny elektorat negatywny. Liczba gorących przeciwników jest większa niż przychylnych zwolenników. Krew na rękach to zarzut zero-jedynkowy, z którym polemizować nie ma jak.

 

Jerzy Pilch pisarz – pisarz, felietonista i kibic.

 

 

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, grudzień 2019.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na ebookpoint.pl

STYCZNIOWY NUMER JUŻ W SPRZEDAŻY!


Okiem Beresia:
Szef i Jego książki

 

Z najwyższej półki: Miasto książki
- Krzysztof Burnetko

Pasy pany: Felieton na ostatnią stronę
- Jerzy Pilch

Na czerwonym świetle